Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rudera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Czw Wrz 23, 2010 11:54 pm


- Tak...! - Satavius jęknął głośno odchylając głowę w tył i zaczął się śmiać.
Podrapany! Dziwne, piekące uczucie, ale szalenie przyjemne! Czy tak czują się śmiertelnicy, gdy spływa na ich ciało wrzątek? Czemu tak dziwnie krzyczą?
Trzeba będzie kiedyś spróbować i zapytać...
Wampir porzucił jakiekolwiek zamysły na dalsze tortury i z niespodziewanym błyskiem nieobliczalnej dzikości w szaro-błękitnych ślepiach rzucił się na inkuba. Nadzwyczaj delikatnie polizał go po ustach, potem przyssał się do jego szyi i zrobił mu malinkę. Zadowolony z niedelikatności swego dzieła, znów nad wyraz pieszczotliwymi, drobnymi pocałunkami wrócił do warg demona. Ach, jakże ślicznie wyglądał. Nie mógł nacieszyć się bliskością ludzkiego ciała, gładził niemal każdy jego skrawek, ciekaw, niczym swawolne dziecko.
Nieprzytomny śmiech jeszcze wstrząsał jego drobnymi ramionami, gdy obejmował udami udo demona, gdy wsuwał dłoń między tak paradoksalnie różne ciała. Jego dotyk bynajmniej nie był niedoświadczony i niepewny. Niby z poprzednim ociąganiem gładził posuwistymi ruchami podbrzusze inkuba z bezwstydną bezczelnością posuwając się niżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 12:22 am

Różne ciała - ten fakt paradoksem zahaczył, zahaczył oksymoronem o jego ohydny, brudny umysł, gdy Oscar zajęty był kąsaniem, lizaniem, całowaniem, drapaniem, muskaniem, czy wyginaniem... się kręgosłupa pod dotykiem. By być bliżej, by się o-t-r-z-e-ć. Oblizywał spieczone pożądaniem wargi, dotykając wampira chaotycznie, całując ekstatycznie. Jego oczy zachodziły mgłą, gdy pozwalał mężczyźnie na to swoiste rozkoszowanie się powolnością i pozornym opanowaniem czynów. Ciekawe jednak, o czym myślał ten wampir tak niepodobny do Renarda? Albo - podobny tylko z pozoru?
Oscar spojrzał na niego prawie czujnie, aczkolwiek - niezbyt zaskakująco - nie odczytał z zimnych oczu, o czym może rozważać wampir w tak podniosłej chwili jak ta.
Lubił to uczucie - rozpuszczanie się.
Zamarzał i topniał.
- Weź mnie - wyjęczał do tych skostniałych ust. - Zadźgaj... kłami! - Roześmiał się słabo, głuche ha ha pomiędzy kolejnymi pocałunkami. Jego obolałe usta niemal krwawiły.
Objął wampira ramionami, szepcząc jeszcze na ucho:
- Jest szansa, że rano obudzę się w twym domu?
To Renard zawsze inicjował sytuację w tego typu zajściach - może reszta wampirów również tak robiła? Może tego właśnie oczekiwała? Może ten konkretny wampir, leżący na nim, tego właśnie chciał? - absolutnej kontroli? Kierując się tą lekką, płytką myślą, Oscar tylko odpowiadał na pieszczoty - modlił się jednak w duchu do świętej Lilith, by mężczyzna pospieszył się z daniem mu tego, do czego się posunął (nie było odwrotu!) przed pojawieniem się słońca na horyzoncie.
Zacisnął zęby, przyjmując kolejny dotyk nie tam, gdzie być on powinien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 6:41 pm

Satavius wydawał się nijak reagować na rozkaz inkuba, jednak co i rusz podgryzał go kując kłami ludzką skórę z takim wyczuciem, by w najmniejszy sposób jej nie uszkodzić. Sprawiało mu jakąś masochistyczną przyjemność traktowanie śmiertelników w odmienny sposób do tego schematycznego: jako chodzące, brudne pojemniki na jedzonko. (Kochanie, jadłaś coś w szkole? Nie? Pojemnik śniadaniowy znów biegał szybciej od ciebie? Och, to nie dobrze!)
Taaak, ta noc zdecydowanie była pełna wrażeń.

- Teoretycznie... - odezwał się w końcu z niechęcią zaprzestając podgryzania. - ... to jesteśmy tuż obok niego. - od razu na myśl wpadł mu klasztor, który kupił swego czasu i zaadaptował do roli prywatnej biblioteki. Przecież mógł nabyć jeszcze jeden, albo jakiś zamek, pałacyk, dworek... Mógł chodzić dumny i blady, zamiast niczym szczur, wyrzutek, spędzać dnie w spalonej chałupie, grożącej w każdej chwili zawaleniem.
Mógłby... Ale to przerażająco nudne!
Ponad 800,000 dni i każdy równie banalny i przewidywalny! To doprawdy wystarczający powód do płynięcia z biegiem historii.
Teraz jednak przydałby się gustowny, ciepły apartament... albo chociaż pokój.
Nie wypada gościć takiego cherubinka na niedopalonych zgliszczach... Nie wypada gościć tu nikogo!

Wampir westchnął głęboko i błogo opadł w dół całym ciałem. Przyznajmy - zrobił to tylko dlatego, by w końcu osunąć dłoń na krocze mężczyzny.
Ach, gdyby serce Sataviusa biło, teraz pewnie by przestało pod wpływem zapomnianych emocji.

Doktorze, tracimy go!
Pik-pik-pik... Piii...!


Jak wspaniale!

Blondyn znów westchnął ocierając dłonią o śmiertelne ciało z inkubową niespodzianką, i powróciwszy do lubieżnych ukąszeń dopowiedział mrukliwym szeptem:
- On raczej cię nie zadowoli... - przerwał, by skubnąć płatek jego ucha. - Mogę wynająć coś w mieście, jeśli chcesz. - 'jeśli chcesz'. Wampir liczył się ze zdaniem nieznajomego, wykonywał jego polecenia... z przekornym opóźnieniem, ale jednak. Widać, że robił to naturalnie, nie zastanawiając się zbytnio nad konsekwencjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 7:20 pm

- Ale praktycznie... leżymy na ściółce, prawda? - wystękał pod wampirzymi pocałunkami. Pod wampirzymi palcami. Wygiął zmarznięte, skostniałe i zdecydowanie osłabione ciało (nie mógł go zmusić do tego, co zazwyczaj było normą), by spojrzeć na ruderę rysującą się za zasłoną z liści.
Przerabiał piwnice, przerabiał komórki pod schodami, przerabiał stryszki, przerabiał nawet piwniczne lokum w Warszawie lat przedwojennych (t-ł-o-k... i brak ogrzewania) - stara rudera na obrzeżach miasta po prostu nie robiła na nim wrażenia.
Nie!
Nieważne!
Co mu w ogóle przyszło do głowy??
Szyszki uwierały go w bok, kamień w krzyż, rana pod żebrami na nowo się otworzyła, lodowate palce ostrością paznokci błądziły po najczulszych zakamarkach ciała. Usta stały się czerwone, krew buzowała pod powiekami, zalewała gałki oczne - nic nie widział. Zaciskał zęby, pięści - wampir nie lubił, kiedy wydawał z siebie dźwięki, zrozumiał. Nie powstrzymał jednak ciężkiego oddychania przez nozdrza, dźwięk ten pomieszany z chrzęstem kości, naciąganiem skóry, szumem lasu, pękaniem drewna chatki, dojrzewaniem marchwi, cykaniem świerszczy, warczeniem wilkołaków - melodia ta, chór nakładających się, przeplatających i przenikających się dźwięków, trafiały wprost w przewrażliwione uszy wampira. Masochizm i sadyzm na poziomie mistrzowskim, mistrzostwo! Sztuka sama w sobie! Obłęd rysujący się pod cienką warstwą zbędnej siatkówki oka.
Oscar chłonął zmysłem powonienia wszelakie bodźce, instynktownie wypełniając wszystkie te czynności, które powinien wypełnić inkub.
Jest wspaniale - o tak!
Tak!
Zaczerwienione ciało wpiło się w lodowate ciało wampira. Oba ciała napięły się, po czym zwiotczały urokliwie.
- Mäuschen, byłeś cudowny... jak zwykle - westchnął mu słabo, lecz zmysłowo do ucha; polizał policzek, zostawiając nieprzyzwoity, lśniący ślad na skórze.
Nieznacznie drgnął, uświadomiwszy sobie, co powiedział.
- To znaczy - wydyszał z uśmiechem, odwracając się i patrząc w oczy mężczyźnie - Bartholomäus to idealne imię dla ciebie. Nie uważasz? - Wyciągnął ostry kamień spod siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 9:37 pm

- Jak zwykle. - powtórzył po nim, po czym nie odpowiadając na pytanie przytulił się niemal po ludzku. W jego głowie myśli toczyły bój, było to bardzo nieprzyjemne i niepokojące. Gdyby coś za nim wydało najdrobniejszy nieoczekiwany dźwięk: szmer, szept, cokolwiek!, rzuciłby się na bez zastanowienia to z iście morderczymi zamiarami.
Nie miał pojęcia, czym to doznanie jest spowodowane, jednak nie chciał zdradzić się przed demonem nawet nutką niepokoju.
Nie miał pojęcia, co oznaczało bezradność, i złościło go to, bo cieszył się z bliskości człowieka - chociaż może tego nie okazywał, a ta dysharmonia panująca w nim od jakiegoś czasu dezorganizowała mu całe empiryczne i sensualne doznania.
- Khm. - odchrząknął cicho, pierwszy raz od dawien dawna. - Jak chcesz, możemy gdzieś iść. Możemy... tam iść. - sprecyzował i oparł czoło o jego ramię, jakby się załamał. Nieświadomie gładził dłonią ciało (już teraz na pewno) kochanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 9:58 pm

Oscar obejmował ramionami wampira, machinalnie gładząc jego włosy. Wpatrywał się tępo w czerń rysującą się między gęstą kurtyną tworzoną przez gałęzie drzew; mroczna otchłań zasłaniana zawistnie przez zieloność liści.
Fascynujące.
Zadrżał z zimna, odwracając wzrok.
Dlaczego o nim pomyślał? - bo czuł go wciąż na podniebieniu, bo odbijało mu się wspólnymi wspomnieniami. Ale nie tęsknił - w końcu był cały czas przy nim. A złe wampiry stymulowały najczarniejsze, najgłębsze myśli, emocje i pragnienia. Demon zamknął oczy, wtulając się mocniej w ciało mężczyzny. Znów będzie o nim śnił. Mäuschen z pustym, błękitno-szarym spojrzeniem wampira. Obudzi się z krzykiem.
Jego ciałem ponownie wstrząsnęły dreszcze - niby z zimna, niby z obrzydzenia, niby ze strachu.
- Iść? - mruknął w końcu, czując mrowienie otępienia w palcach. - A mogę najpierw zjeść choć jedną marchewkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 10:29 pm



- Przepraszam... - mruknął. Przepraszał demona za niezrozumienie, jakie wykazywał w stosunku do niego. Wampir zapomniał większość swej śmiertelności, nie miał także świeżego przykładu dbania o ludzi; pogubił nawyki, porozdawał koszmarom sennym wspomnienia, by dopiero dniami zalewały jego myśli i powieki, pogrzebał marzenia, chowając je przed zachłannymi spojrzeniami, ukrywając w mogiłach... a teraz uświadomił sobie, że coś jeszcze stracił.
- Zjeść... Tak, tak. Mais będzie dumny, że jego marchewki pomogą komuś zaspokoić głód. - z uśmiechem osunął się na ziemię, zaraz wstał i wyciągnął do niego dłoń, by odwdzięczyć się pomocą. - Nie ma w okolicy nic innego do jedzenia, nie spodziewałem się tu kogoś... - wzruszył ramionami. - ... żywego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 10:57 pm

Oscar przyjął z wdzięcznością pomoc, wstając z trawy - jego ciało poprzecinane przez czerń ziemi i zgniliznę opadłych liści. Uśmiechnął się drapieżnie, otrzepując ramiona.
- Jesteś taki... - pocałował go w nos - uroczy! - Roześmiał się. - Oczywiście, że przyjmuję przeprosiny, o ile wybierzesz dla mnie największą i najssoczystszą marcheweczkę! Pomarańczową... i zliżesz całą ziemię!
Klasnął radośnie w dłonie, odwracając się, by skierować się w stronę rozpadającej chałupki (a przynajmniej na to wyglądało to w tych ciemnościach). Zatrzymał się jednak przy puchatych krzaczkach.
- Hm... jak myślisz, jak powinienem się do ciebie zwracać? Bo widzisz - nachylił się, prezentując w pełni idealną linię kręgosłupa - pragnę móc wzywać twe imię po nocach. Wilgotnych nocach... - dokończył konspiracyjnym szeptem.
Musnął palcami puszyste liście.
- Wybierając marchewkę, opowiedz mi o swoim domu. Co tam jest? Kogo był? Sam go wybudowałeś? Mogę spać z tobą w piwnicy? - ciągle mówił, podniecony i szczęśliwy niczym dziecko, które dostało cukierka. Ssoczystego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 11:49 pm


- No, tak, pewnie! - prychnął zbierając ich ubrania z ziemi. - Jeszcze mam dla ciebie marrrchewkę wygrzebać! - zaczął się śmiać i wbrew wszelkiej logice założył koszulę, zapiął ją na jeden guzik, po czym wyrwał za pociągając za natkę kilka marchewek.
Chwila nieuwagi demona i... Bu! pojawił się obok, bo o wiele praktyczniej jest pokonać dystans w taki sposób, niż psować swe stopy o kamienie i inne niewygodne rzeczy.
- Nic z tych rzeczy... Nie ja budowałem, nie ja spaliłem. Zająłem go jedynie, gdy tu przybyłem. - podał ich ubrania demonowi, samemu zaś wytarł warzywa o koszulę. Ach, jakie marnotrawstwo... ! Za połowę zużytego materiału do jej uszycia, mogłaby wyżywić się jakaś rodzina przez miesiąc, a on traktuje ją po macoszemu. - Kto był? Mieszkał tu leśniczy, jak to często bywa pośród leśnej dziczy. - na ostatnie pytanie odpowiedział tylko skinieniem głowy, chociaż jakiś nieznośny głosik w jego wnętrzu piszczał i piszczał: 'nie pokazuj mu, gdzie śpisz, nie pokazuj, mówię! Zagłada! Lalala! Laaa! Zagłada idzie!'
I znów ten niepokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pią Wrz 24, 2010 11:58 pm

Oscar przyjął od niego ubranie, potem marchewki. Przewiesił koszulę, spodnie i bieliznę przez ramię, chrupiąc radośnie warzywo. To zupełnie niezrozumiałe dla człowieka, jednakże inkub prezentował się w podobnej aranżacji wprost wyśmienicie - tak jak zawsze.
Nuda, nuda, nuda. Myślał, że wampir uraczy go jakąś soczystą, kolorową historią o pochodzeniu tak niepozornego domku. Niestety jednak znów pomylił mężczyznę z innym - ale przywyknie, tak jak zawsze.
- Prowadź! - wykrzyknął w uniesieniu, stając jak struna na baczność, dając tym samym do zrozumienia, iż mężczyzna powinien iść przodem jako dowódca wyprawy.
Nie umknęło uwadze demona, że wampir nie zdradził mu swego imienia - Oscar nie był naiwny, wiedział, że chodzi mu wyłącznie o ciało. Z drugiej jednak strony - mężczyzna kompletnie nie potrafił się nim bawić, choć brał z tych swoich ciekawych zabiegów niesamowitą... radość?... przyjemność?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Sob Wrz 25, 2010 1:03 am


Satavius obiecał sobie, że już nigdy nie skosztuje ludzkiej krwi... z własnej woli. Co innego jakiś napad wściekłości, czy chcicy, ale to już inna sprawa. Bał się, że rozedrgane zmysły wezmą nad nim górę, a wtedy... właśnie... ciekawe, co?
- Carpe noctem, lamia, decet diem exsecrari... - zaczął nucić idąc przed nim. Kilka kroków i byli na miejscu - Sanguim suga, belua, debet pravum exsequari. - przeszedł przez dziurę w ścianie, którą kiedyś zasklepiały ręcznie rzeźbione drzwi. Prowadził go przez przedsionek, przez pomieszczenie służące ongiś za kuchnię, przez długi i klaustrofobicznie niski przedpokój, aż do schodów, potem w dół, do piwnicy, jak sobie życzył inkub.
- ...Inquiem perpetuum... A, to tu. - pokój był czysty, w przeciwieństwie do reszty domu. Stały tu nawet meble: stolik (na nim pióro i oczyszczony piasek, nie widać było kałamarza i papieru), schludne krzesło, biblioteczka zapełniona czystymi, zdobionymi zeszytami i skrzynia. Na trzech ścianach wydać było obdarte z tynku cegły, a na czwartej... coś niespodziewanego.
Obraz. Widać, że powstał niedawno, że jest niedokończony, jednak dało się odczytać jego treść: naturalny kolor ściany wykorzystano jako barwę płomieni, a
załamania i zniszczenie jako fakturę ognia. Czarną farbą naznaczono kontury okna, las, liście i ściółkę leśną... Za najbliższym pniem kryje się sarna... ! Jakże przerażone są jej oczy! Zwierze wie, że nie ma drogi ucieczki, że spłonie żywcem.
A my stojąc w pokoju z zimną satysfakcją obserwujemy swe dzieło przez okno, obojętni i bezpieczni, chronieni - pozornie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Pon Wrz 27, 2010 11:14 pm

Było tu duszno, po ścianach lała się stęchlizna, a kurz wdzierał się bezczelnie do nozdrzy, powodując nieznośny ból głowy - a jednak miejsce swym chłodem wydobywało spod cienkiej warstwy skóry ostre dreszcze. Oscar jednak rzucił ubranie w kąt, opierając się w z uśmiechem na ramieniu wampira. Patrzył wprost na obraz.
- Tutaj jesteśmy bezpieczni - nieopatrznie wymówił przemyślenia mężczyzny, wpatrzony w płomienie; prawie zrobiło mu się ciepło. Rozlazłość wypełniła mu żołądek i piersi.
Wspiął się na palce i pocałował go w policzek. Zupełnie niewinnie.
Leniwie, kciukiem i palcem wskazującym łapiąc podbródek mężczyzny, obrócił jego twarz, by spojrzał mu w oczy. Potem oparł policzek na ramieniu wampira, wpatrując się w szaro-błękitne spojrzenie ze szczerym, błogim uśmiechem. Mrugając powoli, zasypiając na stojąco. Dłoń demona mimowolnie, naturalnie wręcz!, powędrowała w spodnie kochanka. Ostre, umiejętne paluszki - paluszki zmysłowe, aczkolwiek dzisiejszej nocy nieco opieszałe, senne.
- Lubię twoje oczy, panie wampirze - powiedział w końcu mrukliwie, z charakterystyczną chrypką nasiąkniętą złotym snem. - Panie gospodarzuu? - podjął po chwili, niemal już ślizgając się na grubej granicy między snem a jawą. - A co będziemy robić?? - Ręka demona jakby ożywiła się.
Wtulił się w ostry obojczyk wampira.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Wto Wrz 28, 2010 9:41 pm



- Hmm, ja lubię ciebie całego.- wampir uśmiechnął się do nie-znajomego
- Ty, mój drogi przyjacielu, pójdziesz spać, a ja... - wyjął jego dłoń ze swoich spodni i splótł z nim palce. - A ja...? Ja będę słuchał twojego oddechu. - nie chciał być nazbyt ckliwy, odpowiedział prawdę. Lubił słuchać; lubił poznawać i doznawać nieoczekiwanego, jednak przede wszystkim... koić zmysły niezauważalnymi drobnostkami, które pozostały w ludziach niezmienne odkąd pamiętał.
Pogładził kciukiem wargi demona i odsunął się.
- Będzie ci wygodniej spać w skrzyni, niż na podłodze. Trzymam w niej tylko ubrania, możesz się nimi okryć. Wybacz, że ci to proponuję, lecz nic lepszego nie mam do zaoferowania. - wymownie spojrzał na solidny kufer wydrążony z jednego kawałka drewna. Gdyby nie zbyt prostokątny kształt, można by go pomylić z... trumną. Satavius wolał nawet nie dopuszczać do siebie tych szablonowych historyjek o wampirach śpiących w grobach, bo zwyczajnie mu się przejadły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Wto Wrz 28, 2010 9:59 pm

A Oscar jak zwykle, gdy mowa o sprawach rutynowych, sprawach praktycznych, słyszał tylko - bla bla bla. Wzruszył ramionami, wciąż wtulając się w ramię wampira. Wciąż z zamkniętymi oczami. Objął mocno jego ramię, nie ruszając się z miejsca. Tylko jego kark napięty i oddech - odpływający, zanikający, otulony grubą, soczystą mgłą.
- To całkiem dobry plan na dzisiejszą noc - powiedział w końcu, jego głos nieobecny, jakby już był po stronie snów i bajek. - Zanieś mnie tam, zimny, oschły panie wampirze. Jesteś tak zimny i oschły, że twoja skóra... aż chropowata. - Ścisnął mocno jego ramię, ostre palce wżynając w fakturę skóry i tym samym pozostawiając białe wgniecenia na niej.
Rozłożył ramiona, czekając aż mężczyzna go podniesie. Uśmiechał się przy tym wciąż z zamkniętymi oczami. Nadgarstki bezwładne, palce wygięte. Gdyby tylko wampir zechciał go dotknąć...
- Słońce niczym mistyczna aureola nad jego głową!... tęsknisz za słońcem? Opowiedz mi o słońcu, z punktu widzenia wampira. Twojego... - powiedział jeszcze, wzdychając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Wto Wrz 28, 2010 10:59 pm



- Och, Słońce, Słońce... - teraz on westchnął. Otworzył szybko wieko kufra i wyrzucił z niego kilka rzeczy, po czym przelotnie przeciągnął opuszkami po żebrach demona łaskocząc. - Nie tęsknie. Za niczym. Raczej ciekawi mnie, jak wygląda cały dzisiejszy świat w jego objęciach. Ciekawi mnie, co ono ma w sobie takiego, że powoduje blaknięcie zdjęć. - zaśmiał się cicho i niemal opiekuńczo wziął go w ramiona. Bez problemu podniósł i przeszedł niespełna pół kroku, bo taka tytaniczna odległość dzieliła ich od prowizorycznego posłania. - Hm, wiesz, dla mnie... pachniesz właśnie, jak Słońce. - położył inkuba na materiałach, po czym przykrył swą marynarką i nachylił się kontynuując. - A raczej jak to, co z nim mi się kojarzy: popiół, ludzie, siarka i pewnego rodzaju... - zamilkł szukając odpowiedniego wyrazu. - Pewnego rodzaju nieludzkość. - wiedział, że jego słowa zakrawają na hipokryzję, jednak mówił, co czuł, nie silił się na spójność i poprawność. - Zanudzam cię, co? - wsunął pod jego głowę złożoną w kostkę koszulę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Wto Wrz 28, 2010 11:17 pm

Oscar ucieszył się z prowizorycznego ciepła dawanego przez stos szmat, w które się wtulił - a raczej to jego ciało zawyło z rozkoszy, a cząstki marchewek w żołądku podskoczyły, aż chętniej trawione przez człowiecze soki krążące po tym słabym organizmie. Chwycił dłoń wampira, przesuwając zimnymi, martwymi palcami po własnych, niemalże rozpalonych policzkach. Oblizał soczyście wewnętrzną stronę dłoni.
- A ty mi kojarzysz się z marionetką. Jesteś pusty jak lalka, wypełniają cię same trociny. Pusty, pusty, pusty... - Zamilkł na chwilę, zastanawiając się, jak wypowiedzieć to, o czym myśli; to bardzo ciekawa gra wstępna: rozmowa, myślenie. - Nie tęsknisz, nie wyczekujesz, nie czujesz, nie rozmawiasz. Masz kołek zamiast języka, nieporadność serca... Jesteś wampirem. Twoje dł...
Przerwał w połowie słowa, zamykając oczy i wydychając głośno powietrze przez usta.
- Nie nudzisz; nie nudzisz, jeśli nie mówisz o rzeczach banalnych, o banalności bycia człowiekiem. Słuchaj - przyciągnął go gwałtownie za kołnierz koszuli do czerwonych, inkubich warg - jak oddycham!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Sro Wrz 29, 2010 9:41 pm



Wampir wyrwał się z rąk demona i stanął na równe nogi, potem zamachnął się, by wymierzyć mu siarczysty policzek w odwecie za nazwanie go pustym. Wszystko to w niewyobrażalnie szybkim tempie i nagle... ! Stop! Bezruch!
Chuda dłoń zawisła tuż nad policzkiem mężczyzny.
- Masz rację. - powiedział... jęknął! niemal wbrew własnej woli i opadł na kolana tym samym opuszczając dłoń na ramię inkuba. - Ale... ! - zaczął spontanicznie, jednak momentalnie się wycofał. - Ale powinieneś iść już spać. - naciągnął mu na głowę marynarkę samemu kładąc się na podłodze tuż obok.
Pusty. To słowo było największą obelgą, jaką znał. Obelgą i jego przymiotem. Obelgą i jego przymiotem... Obelgą i jego przymiotem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Sro Wrz 29, 2010 10:20 pm

Oscar rozbudził się, ogromnym czarnym spojrzeniem śledząc uważnie reakcje wampira. Przygotowany na tępe uderzenie w kość policzkową (niemy huk w czaszce), piekący ból, dźwięk rozdrapywanej skóry - zaskoczony przełknął ślinę, gdy nic takiego nie nastąpiło. Jego oddech przyspieszył z podniecenia, wykwitły krwią rumieńce na policzkach. Spojrzenie zaś - zamglone.
Wyplątał się z trudem z marynarki.
Skoro chciał - dlaczego nie uderzył? W młodej, inkubiej głowie jakoś nie chciało się to zmieścić.
Patrzył nieodgadnionym wzrokiem na wampira, w zasadzie nie myśląc o niczym. Nic nie odbijało się w jego oczach.
- Pocałuj mnie na dobranoc - szepnął instynktownie, nie wiedział, jak powinien się zachować wzorowy demon w takiej sytuacji. Cóż, wzorowe demony raczej nie sypiają z wampirami... - Bo mogę mieć koszmary... straszne koszmary.
Wychylił się i pogłaskał grzbietem dłoni gładki, młodzieńczy wręcz policzek wampira.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Sro Wrz 29, 2010 11:05 pm



Wampir westchnął niemal z ulgą słysząc jego prośbę, poleżał jeszcze chwilę i rzucił się wręcz na niego. W szaleńczym tempie zaczął całować ramię inkuba, obojczyk, szyję, szczękę, potem powieki, policzki, i w końcu usta. Nie przerywając pocałunku objął go ramionami tuląc prawie że niewinnie, prawie że czule... !
- Dobranoc... - szepnął równie gwałtownie odrywając się. - Dobranoc. - zmierzwił po przyjacielsku uroczą czarną czuprynę demona i skulił się, jak dziecko, dłońmi zasłonił twarz. Po co... ? Nie wiedział chyba sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Sro Wrz 29, 2010 11:13 pm

- Dobranoc - powtórzył niewyraźnie. - Dobrego dnia?...
Ułożył głowę na marynarce, czując palące mrozem pocałunki wampira - cóż to za ohydne i wspaniałe uczucie! Zupełnie inne od pocałunków Renarda. Oscar zamknął oczy. Wampiry są złe, bo każdy gatunek ma cechy wspólne, ale wampiry też się różnią.
Renardowi towarzyszył zapach zgnilizny maskowanej mocną, arabską kawą. A temu złotowłosemu księciu marchewek - rozmokłej ściółki, niczego. To zupełnie różne doznania dla inkuba.
Z tymi myślami, z tymi zanikającymi coraz bardziej przemyśleniami - Oscar zasnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Czw Wrz 30, 2010 12:38 am

Gdy Morfeuszy wypuścił Oscara ze swych zachłannych ramion, jedyną zmianą, jaką mógł zauważyć na pierwszy rzut oka była nieobecność wampira... i coś jeszcze.
Na trzecim schodku stał termos z wodą, obok kubek i dwa słoiki - z kawą i waniliową herbatą. Za nimi cukiernica i talerz z trzema rodzajami ciasteczek. Pod jednym z nich schowana była kartka...

'Drogi Przyjacielu. - w oczy rzucała się staranność i niemal mechaniczna identyczność stawianych znaków - Wybacz, że zostawiłem Cię w tym domu samego, jednak nie zwykłem przebywać za dnia z istotami silniejszymi ode mnie. - pisał wampir -W ramach rewanżu proponuję odrobienie tej straty seansem w miejscowym kinie... dajmy na to za trzy dni od teraz. Będę czekał na Ciebie przed wejściem od samego zachodu Słońca do wschodu.
Liczę na Twe przybycie
Z całym należytym szacunkiem
Ignotus Animus'


Ostatnio zmieniony przez Satavius dnia Sro Paź 06, 2010 5:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Rudera   Czw Wrz 30, 2010 12:54 am

Odłożył list z szerokim uśmiechem na ustach. Powąchał papeterię, aczkolwiek niczym nie pachniała - niczym konkretnym. Skruszył w palcach jedno ciastko, drugie obwąchał i oblizał, a dopiero trzecie włożył sobie do ust. Czwarte, piąte, szóste - podczas kolejnego czytania notatki.
Szedł na randkę!
Nucąc pod nosem sprośne piosenki, czekając aż herbata się zaparzy, włożył ubranie leżące dokładnie tam, gdzie je porzucił. Pragnął zdenerwować wampira - dotykał każdego mebla, zostawiał swój zapach na każdej spróchniałej desce w podłodze. Przeszukał wszystkie schowki, jakie rzucały się w oczy, zupełnie nie dbając o dyskrecję - niczego jednak nie znalazł. Nuda.
Czego się spodziewał? Spektakularnej niespodzianki? - tak, być może był aż tak głupi.
Przeczytał jeszcze pięć razy list, popijając herbatę. Pyszności przepływały gorącem przez przełyk.
Oscar nie zastanawiał się, skąd wampir może mieć te rarytasy, skąd mógł wiedzieć, co inkub lubi - zastanawianie się, to jakoś nie leżało w jego naturze. Brał, co było.
Gdy tylko skończył, schował nieopatrznie list do kieszeni spodni, po czym wyszedł na polankę zalaną słońcem. Skierował się w stronę miasta, zastanawiając się jak najszybciej dostać się do mieszkania Renarda..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rudera   

Powrót do góry Go down
 
Rudera
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Stara Rudera

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: