Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Mona Murkyll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Anemone Murkyll

avatar

Liczba postów : 7
Join date : 01/09/2010

PisanieTemat: Mona Murkyll   Sro Wrz 01, 2010 4:17 pm

Wygląd: Mona wygląda jak typowa przedstawicielka swojego gatunku. Tak przynajmniej się jej wydaje (tak twierdzi Frank), bo nigdy żadnej nie spotkała. Muszę jednak przyznać, że to dość prawdopodobne.
Jest stosunkowo niska, choć bez przesady. Zdecydowanie nie ma nadwagi (złośliwcy, znaczy Frank, twierdzą, że ma niedowagę). Nie nosi żadnych śladów wysportowania. Jej ciało zatrzymało się na etapie rozwoju ciała dwudziestoparoletniego – i pewnie nie można byłoby odróżnić jej od innych dwudziestoparolatek, gdyby...
Właśnie, gdyby.
Jest jednak parę rzeczy, które sprawiają, że przestaje wyglądać naturalnie. Choćby oczy. Na co dzień szarozielone, w złości zmieniają swój kolor na czarny. Albo skóra, o, ta to jest dobra – jakby dziewczyna nieustannie chorowała na gruźlicę (a przy tym, nie bójmy się tego słowa, lśniła w świetle księżyca). I te włosy! Niby nic – zwykłe, długie blond kudły, jakich wiele (zakładając, że na świecie jest wiele kobiet z ładnymi blond kudłami, haha). Problem polega na tym, że a. Mona bezskutecznie dzień w dzień próbuje je przefarbować, czego skutki znikają gdzieś po trzech-czterech godzinach b. Mona w poprzednim życiu była brunetką, do diabła! c. Mona bardzo lubi nosić warkoczyki i choć wszelkie źródła dotyczące jej gatunku wnoszą, że powinna właśnie w takich się pokazywać, jej włosy samorzutnie się rozpuszczają. No. Tyle a’propo anomalii. Brak jej kłów, pazurów i takich tam (na szczęście!).
Nadszedł chyba moment, by ocenić jej stopień atrakcyjności. Choć za życia była co najwyżej przeciętna, teraz cieszy się urodą niebywałą – wiecie, ten wrodzony urok trupów. Najsilniej działa to oczywiście w sferze snu, lecz na jawie też jest całkiem-całkiem. Szkoda tylko, że w aktach buntu (nie, nie będę tym, czym jestem, bo NIE!) nosi porozciągane swetry i ukrywa włosy pod gigantycznymi beretami.

Historia: Wszystko zaczęło się dawno dawno temu... A guzik. Historia Mony, naszego baby-daemona, nie może zaczynać się dawno dawno temu. Tak tylko żartowałam.
Lata dwudzieste dwudziestego wieku. Chwilę wcześniej zakończyła się Pierwsza Wojna Światowa. Cały świat zatapiał się powoli w radości, pijaństwie i szeroko rozumianej rozpuście. Wyobrażacie sobie, jakim musiało się to wszystko zdawać młodej (bogatej i niepięknej) dziewczynie, która właśnie wchodziła w dorosłość?
Nasza bohaterka – która jeszcze nie była Moną i prędzej dałaby się unicestwić niż zdradziłaby swoje poprzednie imię i nazwisko – wprost zachłysnęła się atrakcjami, które na nią czekały.
Jedną z atrakcji stanowili też... młodzi (bogaci i zwykle jednak piękni) chłopcy.
Pech chciał, że się zakochała. Nie powinna, prawda? To nie leżało w naturze tamtej epoki. Już dawno było po romantyzmie. Ba! Nawet i neoromantyzm się skończył. Nie rozumiała tego. Zakochała się i basta. Tyle jej obiecywał! Mieli razem... Razem...
Wiecie, wystawił ją. No i, tak jakoś wyszło, niby przez przypadek, niby nie chciała, ale coś tam się w niej przestawiło, więc wzięła ten sznur i się powiesiła, nie?
Odbył się pogrzeb. Mama płakała. Tata płakał. Brat nie płakał, bo zginął na wojnie. Nie można jej było pochować w poświęconej ziemi, bo samobójczyni i taka... sąsiadka z drugiego piętra (Pani Wcale Nie Jestem Zabobonna Kowalska) powiedziałaby, że latawica.
Jakiż szok Mona przeżyła, gdy w trzy dni potem obudziła się we własnym grobie!
Tak, obudziła. Bo wbrew wszelkim zdroworozsądkowym argumentom nadal żyła. Nie była nawet nieumarłą. Wszystkie funkcje życiowe znajdowały się na swoim miejscu. Zdążyła to odkryć aż za dobrze – zanim wydostała się z trumny, zdążyła parokrotnie się udusić. I nic. W sensie – tak, umierała. Ale potem ożywała. Umierała. Ożywała. Tak w koło! A, wierzcie mi na słowo, umieranie może być bolesne.
Gdy w końcu udało jej się odetchnąć świeżym, powierzchniowym powietrzem, pierwszym o czym pomyślała było: wrócić do domu. Była przekonana, że rodzina ucieszy się na jej widok. Na myśl jej nie przyszło, że się przestraszą!
A złośliwy los nie dość, że najpierw nie dał jej do końca umrzeć, to jeszcze uczynił ją odpowiedzialną za ciężki zawał serca matki, przekonanej, że widzi ducha swej zmarłej córeczki.
Co miała niby zrobić? Zgarnęła z kuchennego stołu pieniądze na zakupy, wsiadła w najbliższy pociąg i wysiadła na ostatniej możliwej stacji. Potem zaś, by ukoić straszliwe wyrzuty sumienia, poszła się napić. Wydawało się to rozsądne, nieprawdaż? Każdy po wstaniu z własnego grobu ma prawo do odrobiny przyjemności!
Tam też po raz pierwszy zobaczyła Franka.
Siedział sam przy stoliku, wyraźnie zajęty samym sobą. Coś w nim mówiło jej, że lepiej będzie nie podchodzić. A że i tak uważała, iż limit wrażeń na jeden dzień został wyraźnie przekroczony, postanowiła nie ryzykować. Nie zaczepiając nikogo, kontynuowała picie, a że los naprawdę jej nie kochał, żadna ilość alkoholu nie była w stanie tego dnia zwalić jej z nóg.
Nadeszła noc.
Jako że bardzo nie chciała myśleć o mamie, pogrzebie, złamanym serduszku i takich tam, przed snem próbowała się skoncentrować na pozytywach swojej nowej sytuacji. Nic dziwnego, że w końcu jej myśli zeszły na temat uroczego nieznajomego z baru. Miło było snuć sobie nierealne plany na jego temat. To, że się jej przyśnił, również było miłe.
Pobudka nie.
Kiedy się ocknęła, Frank stał tuż nad nią. Był to wyjątkowo wściekły Frank. Mówił coś o tym, że jest głupia, nieodpowiedzialna, że tylko skończona idiotka atakowałaby demona z jego stażem. Mona nie rozumiała kompletnie, o co mu chodzi. Próbowała się tłumaczyć. Chyba jej uwierzył, skoro jej nie zabił, co?
Od tamtej chwili Frank stał się jej opiekunem i nauczycielem. To on wytłumaczył jej, czym jest (choć nie mógł wyjść z szoku, że takie hybrydy jak ona jeszcze istnieją), to on wytłumaczył jej, jak się tym stała (przeklęty kochaś i przeklęta, polska klątwa!), to on też uczył ją kontrolować jej moce. Kochany Frank, co?
Bardzo kochany.

Charakter: Choć zabrzmi to brutalnie, ktoś musi stawić temu czoła i wypowiedzieć to krwiożercze zdanie – mentalnie Mona przypomina skrzywdzoną przez los trzynastkę. Trudno stwierdzić, czy było to jej przypadłością także w poprzednim życiu. Czy to zresztą ważne? Grunt, że biedny Frank od zmysłów musi odchodzić, wysłuchując tysięcznego NIEBONIE czy też NIEBĘDZIESZMIROZKAZYWAĆ albo, mojego faworyta, JESTEŚMARTWYWIĘCMILCZ! Kapryśna, prostacko głupia, uparta – a do tego absolutnie nieprzewidywalna i na wskroś absurdalna.
Ulubionym zajęciem Mony jest marudzenie. Jej obsesją – ludzkie mięso. Bo, musicie to wiedzieć, w jej własnej opinii nie jest ona demonem stuprocentowym. Chciałaby jeść ludzi. Pić krew. Rozrywać ofiary na strzępy! Ach, te marzenia dorastających dziewczynek.
Dodatkowo, tak się składa, że Mona jest nieudacznicą i niezdarą. Nieustannie robi coś przypadkiem. Morduje przypadkiem. Wylewa mleko przypadkiem. Takie tam. Zupełnie nie kontroluje swoich mocy. I ma dwie lewe ręce!
Najważniejszy dla Mony jest jej żółw, Śmierć, którego uważa za przedwiecznego czarownika zaklętego w ciele zwierzaka w karze za przestępstwa finansowe.

Inne: Najwyższy czas powiedzieć czym jest Mona i jak stała się tym, czym się stała.
Pamiętacie panią Kowalską? Taaak. To właśnie ona jest główną przyczyną problemu Mony. Nieświadomie (albo świadomie) wyklęła ona naszego słodyczka. W dawnych, słowiańskich wierzeniach istniały i latawice – bezcielesne zmory senne, które zabijały miłością. Wiadomo, nowe czasy – nowe demony. Zresztą, tak niewiernemu światu współczesnej Ameryki trudno byłoby utrzymać ideę Mony w swych umysłach. Dlatego też przeklęta dusza posiadła pierwsze ciało, które miała pod ręką – swoje stare ciało.
Dlatego też Mona a. je (kocha jajecznicę Franka) b. atakuje tylko, gdy śpi (a spać musi) c. jest absolutnie śmiertelna (choć ilekroć umrze, odradza się na nowo jak jakieś durne perpetum mobile).
Co może zrobić? Uwieść i zabić. Czasem, jak śnią się jej koszmary, wywoła burzę lub tornado. To wszystko, obawiam się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Mona Murkyll
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: