Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pijalnia czekolady "Volupté"

Go down 
AutorWiadomość
Claudia Eleonora Requel

avatar

Liczba postów : 220
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Pijalnia czekolady "Volupté"   Sro Paź 20, 2010 7:08 pm







"Volupté" po Francusku oznacza "rozkosz" i jest to idealna nazwa dla tego miejsca. Niewielka pijalnia czekolady ukryta w jednym z pięknych i starych korytarzy Centrum przyciąga swoim zapachem i aromatem niczym syreni śpiew zbłąkanych żeglarzy - nie można mu się oprzeć. Specyficzny klimat i niesamowita mieszanka zapachów i smaków sprawia, że zabłąkany wędrowiec potrafi zatracić poczucie czasu i rzeczywistości w tym jakże magicznym miejscu.
Specjalnością zakładu jest czekoladowy deser ze specjalnej belgijskiej czekolady i wiśni skąpanych w Amaretto, a to wszystko przykryte warstwą najwykwintniejszego marcepanu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Nie Paź 31, 2010 7:36 pm

Z przekrzywionym zawadiacko kapeluszem, z lubieżnym błyskiem w krwawych oczach, z dłońmi opartymi na perłowej gałce laski, z założonymi szarmancko nogami - siedział Mistrz. Mistrz odpoczywający po ciężkim wieczorze swego mistrzenia. Z wyprężoną piersią cieszył się... ach!, życiem. Bo choć wyostrzone światło lamp wdzierało się wprost we wrażliwą siatkówkę jego oka, bo choć szmer ludzkich rozmów drażnił te wyczulone na Piękno dźwięków małżowiny uszne, bo choć smak głodu legł mu na suchych ustach - to najprawdziwszy karmel i owoce w nim skąpane wpływały mu subtelną strużką woni do nozdrzy. Muzyka, muzyka, maestro kontemplacji ludzkich namiętności, ludzkich rozkoszy - ach!, cukierrnik!
Po chwili pan Renard - od niechcenia - poprawił staromodny kapelusz, po chwili począł zgrabnie machać nadgarstkiem, jakby ta rudowłosa piękność pod ścianą była jego nałożnicą...
A na stoliczku, a na spodeczku wystygła gorąca czekolada obmywająca najwyższe szczyty porcelanowej filiżanki. A obok filiżanki wysoki pucharek - a tam stopione waniliowe lodowce okraszone głębokim hebanem gorzkiej czekolady.
I jeszcze!, i jeszcze - kryształowe kryształki obijały się dźwięcznie (ciche dzyń!) o kapelusz nieco dzisiejszej nocy rozdrażnionego wampira.
Wciąż nęcił palcami rudowłosą dziewczynkę, gdy zauważył za białym wazonem prezentującym dzwoneczkowate konwalie oko. Oko duże, okrągłe, które swym dziecięcym czarem odbijało każdą wiązkę sztucznego światła padającego z ozdobnego kinkietu. Oko osadzone w brzoskwiniowej (z zakręconą łyżeczką bitej śmietany - o tak!) twarzyczce. Oko ciekawskie, oko na tyle interesujące, iż pan Renard przestał nęcić rudowłosą piękność i wychylił się na krześle, by zobaczyć to drugie. Drugie oko zaś było identyczne jak to pierwsze! - choć ukryte w cieniu wazonu. Brąz tych oczu ociekał mlecznymi rozkoszami podniebienia - ach, włożyć nagiego palca i oblizać te niewinne słodkości!
- Dobry wieczór, cukiereczku - powiedział w końcu swym okropnym, strasznym głosem, w którym odbijały się najbardziej gorzkie sprawy tego wszechświata! - Nie wstydź się, wszak gryzę dopiero w dużo późniejszym etapie znajomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viola

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 25/10/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Pon Lis 01, 2010 6:38 pm



Viola sama miała wybrać lokal, w jakim zagoszczą wraz z Sataviusem tego wieczora. Ważna misja dla małej dziewczynki! Zaaferowana odkrywaniem wielkiego świata, feerią barw, przesytem zapachów, nadmiarem głosów i twarzy nie zwróciła nawet większej uwagi na bladego jegomościa, w sąsiedztwie którego wybrała stolik. Siedziała nieświadoma rozglądając się po suficie z niezaspokojoną ciekawością, dopóki nie usłyszała tego głosu. Zamarła odruchowo wciskając się całym ciałkiem w oparcie krzesła.
- Arktos... - wydusiła przez zaciśnięte ze strachu gardło ledwie niesłyszalnie, spojrzała na nieznajomego. Bała się. Cały świat jakby zamarł i zawęził się do perspektywy tych oczu i tego cylindra. Upiornych oczu, których znieść na sobie nie mogła, dlatego schowała się za wazonem ponownie uciekając, niczym spłoszona wiewiórka. Nie należała do osób wstydliwych, ale nie była głupia! Strach nie raz ratował jej skórę, dlatego teraz bała się, bała, jednak nie wpadała w panikę... dopóki nie była sama w lokalu 'Arktos' raczej jej nie skrzywdzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Pon Lis 01, 2010 7:30 pm

Dziecko! Dzieci w całej swej niepozornej krasie powodowały w krwistych oczach pana Renarda Te błyski. Błyski bardzo lubieżne, błyski bardzo niepokojące. Te śliczne, puchate główki, które podrzucał w swej dłoni, a białka z niewinnych oczu - ach!, wylizywał.
Małe prosiaczki biegające w śnieżnobiałych szatach po soczyście zielonych trawnikach oświetlonych przez naturalne światło słońca zawieszonego oczywiście na najwyższych gałęziach drzew! Słodkie, piskliwe śmiechy i błoto na ich dłoniach i stópkach. Rumiane, krwiste, gorrące!
Pan Renard z lubością oblizał kły, kiedy patrzył na strach małej dziewczynki. Wdychał go w obolałe nozdrza. Mieszanka zapachów zamieszała w pustej głowie wampira. A wzroku z bijącego światła z samego środka czarnej źrenicy pan Renard kompletnie nie spuszczał! Wodził swymi białkami to tu, to tam, goniąc się ze słodyczą czystości!
- Arktosss? - podjął pustym, suchym głosem, wodząc opuszką palca po delikatnym uszku filiżanki. - Kto to taki, cukiereczku? Bo chyba nie ja... ja nie tak mam na imię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viola

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 25/10/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Czw Lis 04, 2010 9:04 pm



Ryża grzywka i para ciekawskich oczu wysunęła się zza wazonu, cała postać jednak wolała zostać 'bezpiecznie' skryta za 'solidnym' kawałkiem szkła. Serce dziecka biło szybko i w niezłomny sposób, jakby sarna rzuciła się pędem przed siebie spłoszona... czarnoradioaktywnymi oczami, cylindrem i lodowatym, mrożącym oddechem!

Viola cała aż drżała ze strachu (och, biedna wiewióreczka) starała się jednak dzielnie przełamać niewyobrażalny lęk. Jej dziecięcy rozumek podpowiadał jej wiele, naprawdę wiele dziwacznych rozwiązań, dziewczynka jednak wczepiła się paluszkami w brzeg stołu i trwała w bezruchu, jakby całą siłę włożyła w wytrzymanie spojrzenia nieznajomego mężczyzny.
Była na nim tak skupiona, że nie zauważyła młodej kelnerki, która podeszła do niej i z uprzejmym uśmiechem zapytała co podać? Jakże wiele sił musiała mieć sarna, gdy stuknięcia jej kopyt o ziemię zamieniły się w niemal jednostajny szum.
- Czekam tu naaa… tatę? Na brata... ! Na tatę! – odpowiedziała dziewczynka ledwie łapiąc powietrze i ani na chwilę nie spuszczając wzroku z wampira, bo tym niewątpliwie był Arktos.
Kelnerka upewniwszy się kilka razy, czy oby na pewno dziecko się nie zgubiło, odeszła w poczuciu spełnienia obowiązku, międzyczasie postanowiła, że przejdzie na dietę i zmieni kolor włosów na ciemniejszy, bo wyszczupla, bo modny, bo jej chłopak lubi, booo... Och, kochana koleżaneczko! czyżbyś zmieniła kolor podkładu!?

Zignorowała prosty, logiczny fakt, że zgubić się to mała pestka w porównaniu ze stanięciem oko w oko z żywym! (powiedzmy, że 'żywym') potworem z ulubionej bajki!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Pią Lis 05, 2010 11:49 am

Śliczna dziewczynka sprawiła, że na ustach pana Renarda pojawił się obleśny uśmiech, sprawiła, że musiał oblizać kły i poprawić chustę ecru na swej pociągłej twarzy.
Czy lisy pożywiają się sarnami? - pan Renard nie pamiętał, ponieważ zbyt długo nie widział prawdziwego lisa, jednakże teraz... och, tak - lisy na pewno pożywiają się sarnami! Zastawiają skrupulatnie swe rude, przeżarte przez rdzę, wnyki na te skoczne nóżki. Nęcą obietnicą czekoladowo-cynamonowych rozkoszy. A gdy paszcza się zamknie, okala niewinne kosteczki! - wtedy białe, mocne kły zatopią się w soczystym, mięsistym organizmie. I wtedy czekoladowo-cynamonowe słodkości ziszczą się na jego podniebieniu, pod powieką i w małżowinie usznej, pod palcami także.
Pan Renard ostatnio coraz częściej fantazjował. Można było zauważyć wtedy nad jego kapeluszem złociste chmury wiązek magnetycznych - wszak głowa pana Renarda od zawsze stała pusta. Świeciła pustką. A w ciemnych, zatęchłych pomieszczeniach straszyły upiory człowieczeństwa, kurz oblepiał żółtawe mary.
Uśmiechnął się krwawym spojrzeniem do tego swoistego Cukiereczka, do jego oczu. Uśmiechnął się potwornie zimno, choć miał być to uśmiech porozumienia, zaufania... tak, jeden z tych ohydnych uśmiechów, którymi zboczeńcy nęcą młode damy pod swe ramiona. Lepkie, bezpieczne ramiona.
- Czekasz na brata taty? A może na tatę brata? - zapytał od niechcenia, przeciągając pretensjonalnie głoski wyrazów i przywołując na powrót kelnerkę. Gdy stanęła przed nim ukryta za tacą, ze sztucznym uśmiechem w czym mogę pomóc na ustach: - Dla młodej damy poproszę coś... - Spojrzał na dziecko krytycznie. - Och, tak! Coś niebiańsko lekkiego. A mi moja droga... zrób loda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viola

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 25/10/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Sob Lis 06, 2010 7:18 pm



Dziewczynka ledwie żyła ze strachu: jej serce nie nadążało bić, mała główka była za mała aby pomieścić wszystkie uczucia i strach, strach, strach, strach! Gdyby tylko mogła się ruszyć, uciekłaby jak najdalej od Arktosa.
- Yty...yy. - odpowiedziała coś niezrozumiałego wpadając w swoisty trans patrzenia. Wszystko wydawało jej się być nierzeczywiste, jakby spała i dopiero co się obudziła, jakby nie potrafiła rozróżnić prawdy od majaków niespożytej wyobraźni. Miodowe światło zmieniło się w białe, kujące w skórę, oczy, dostające się do nozdrzy, penetrujące każdą fałdę ubrania i zwalczające nawet najmniejszą smugę cienia. Zero prywatności - złudzenia optyczne!
Mała wiewióreczka nie zrozumiała nawet, że to dla niej zamówił coś pan Arktos, taka informacja była już nadmiarem, zaplątałaby wszystko w jej niedoświadczonym móżdżku.
Stres powodował, że zapomniała, po co tu przyszła i na kogo czekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Sob Lis 06, 2010 9:20 pm

Pan Renard westchnął przeciągle. Zastukał zniecierpliwiony laską zakończoną perłową gałką o posadzkę, poprawił chustę na twarzy, a także kapelusz na głowie. Zmrużył oczy, przemykając z gracją obleśnym wzrokiem po sylwetce uroczej dziewczynki.
Po chwili - ach!, w zasadzie to nie wiadomo kiedy! - siedział tuż przy niej. Usta przytykając do maleńkiego, rumianego uszka, drażniąc jej delikatne nozdrza zapachem rozkopanych grobów maskowanych grubą warstwą woni z arabskiej kawy, czarnej - och, czarnej jak sami diabli! A pajęcza dłoń schowana zachłannie w skórzanej rękawiczce (nieco zakurzonej) zacisnęła się powoli i złowrogo na pulchnym nadgarstku tego czarującego, ale nudnego maleństwa.
- Z czego zrobiona jest twoja sukienka, mała dziewczynko? - szepnął ohydny.
Zaczął węszyć. Węszyć po jej ramionach i szyi w poszukiwaniu ciekawych, pięknych zapachów. Zapachów prawdy i niewinności, zapach jej włosów mieszał się dokładnie z zapachem wirującym pod tutejszymi sufitami. Słodycz uderzyła w nozdrza pana Renarda, który oblizywał kły.
- Jesteś nudna, mała dziewczynko... Co tutaj robisz? - zapytał ponownie, nie rozluźniając uścisku, nie przestając węszyć niczym wygłodniały lis, nie odsuwając ust. A wpatrując się krwistym spojrzeniem w skórę pachnącą świeżością i... ostatnimi promieniami słońca.
I na koniec:
- Nie masz ochoty iść ze mną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viola

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 25/10/2010

PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   Pon Lis 08, 2010 9:05 pm



Dla wiewióreczki tej zabawy było już za wiele: Arktos był za blisko, książę nie przybywał ratować jej z opresji, powietrze stało się zbyt mętne, by dało się nim oddychać, a ciągłe niebezpieczeństwo sprawiało, że łzy zaczynały wolno napełniać jej sssmakowite oczęta.
- Nie... - miała zamiar wydać z siebie przerażający krzyk, wrzask i! uciec! wyszło jednak zupełnie inaczej... krzyk oklapł w ściśniętym gardle, do rozmiarów balonika, z którego zeszło powietrze - przypominał teraz ostatni pisk dogorywającego kurczaka, a ucieczka przepoczwarzyła się w czmychnięcie pod stół.
Było dziecko i zniknęło! Czary-mary!
Viola, zanim ukryła się pod najdalszym krańcem stołu, wykorzystała element zaskoczenia i nieuwagi Arktosa, i przełamując swój olbrzymi strach ugryzła go z olbrzymią zażartością w kostkę. Dziab! i nie ma! Wyparowała kryjąc się zmyślnie pomiędzy połaciami obrusów, labiryntami nóg stoliczanych i tych ludzkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pijalnia czekolady "Volupté"   

Powrót do góry Go down
 
Pijalnia czekolady "Volupté"
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: