Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pub Mischief

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 6:34 pm

- Kolejce, jakiej kolejce - nie zmienił pozycji, nie ruszał się, nawet nie mrugnął, a prawa ręką trzymał się za serce, postrzelony, tylko kołysał się lekko jak kukła, kiedy chłopak potrząsał jego ramieniem - Nie ma żadnych kolejek, to wszystko chaos, chaaaos... Wiesz jak się czuje? - poderwał się nagle, gdyż w głowie właśnie przemielił iście filozoficzna myśl - Jak... jak... jakbym leciał i leciał dziewiętnaście lat i tak tak kompletnie minął się z celem i trafił w mur - uderzył zaciśniętą pięścią w blat, żeby zilustrować swoja wypowiedz, głośne BUM - i teraz... spadam - pociągnął nosem - zignorowałem wszystkie komunikaty na stacji i mój pociąg odejście beze mnie - objął chłopaka ramieniem, żeby utrzymać równowagę - wiesz, o czym mowie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 7:04 pm

Vincent czuł się przytłoczony, ślina ledwo przeciskała się przez jego zatkane niepotrzebnymi słowami gardło. Kolejce... no... w szeregu! No! - powinien stanąć z równymi sobie i poszukać swojego miejsca w życiu. No!, to nie takie trudne. Nie był przecież Marsjaninem! Można było go zrozumieć, choć rzeczywiście nie był Amerykaninem. Chyba...
A on za to mówił za dużo. Zdecydowanie za dużo i za szybko. Zbyt bełkotliwie, z obfitą nutą alkoholu w każdej głosce.
Zmarszczył brwi, łapiąc go za bluzkę mocno. Bał się dotknąć jego ciała.
- Hm... miałeś en... entu... zapał? Oui? Em... miałeś - tutaj wydał dźwięk, jakby się zadławił, ale z pełnym natchnieniem zatoczył łuk wolną dłonią - miałeś... nadzieję? Ale się... termine? Nie ma. I pijesz... bo... nie można wytrzymać? Oui? Skończyło się... nadzieja?
Nie do końca to chciał powiedzieć. Chciał to jakoś ładniej ubrać w słowa, ale takowych nie znał.
- Nie rozumiem tak za bardzo - powiedział w końcu wyuczoną formułkę. I odetchnął z ulgą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 7:23 pm

- W takim razie... nie powinieneś pic tak... za bardzo - powiedział Kiki, morski trunek chlupotał mu w głowie, a zresztą nawet na trzeźwo nie potrafiłby rozpoznać akcentu chłopaka, jak na Amerykanina przystało był ignorantem w dziedzinie języków obcych. - Poczekaj, poczekaj... - spróbował stanąć o własnych silach - zobacz, jaaaa - popukał się palcem w klatkę piersiowa chwiejąc się na nogach - Kiki! Ja... sam - zaczął wymachiwać rekami w powietrzu, jakby próbował odgonić stado much - zawsze! Nie ma nikt! A teraz ja... dość - zawiązał pętlę z liny z powietrza, założył ja sobie dookoła szyi i udał, ze zawisł z sufitu z pustym wyrazem twarzy - skończyło się - opadł na taboret. No właśnie, skończyło się. - Skończyło się nadzieja bardzo ładnie to ująłeś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 8:02 pm

Na wybałuszone spojrzenie Vincenta spłynęło olśnienie.
- Samotny! Powiesiłeś się! - wykrzyknął z ulgą, że zrozumiał.
Obejrzał się znowu na drzwi, jednak nikt nie wszedł. Jeszcze...
Po chwili uświadomił sobie, co takiego powiedział i poczerwieniał na policzkach, uśmiechnął się przepraszająco.
- Khm... chcesz? - Bo widzę przecież, że tego nie zrobiłeś, dodał w myślach po francusku. Nie jestem ślepy, prawda?
Ciągle podtrzymywał go, choć już siedział; palce, które mięły bluzkę towarzysza, były całkowicie mokre. Mimowolnie przypominał sobie swoją samotność w warsztacie ojca. Kiedy samo przypomnienie rutyny dnia po wstaniu z łóżka, przyprawiało go o bolesne skurcze tchawicy, przez co się dusił. O tym, że szukał śmierci i w końcu ją znalazł. Podrapał bliznę na szyi.
Wychylił jeszcze jeden kieliszek wódki - zmętniało mu spojrzenie, do głowy uderzyło gorąco, przepędzając nieprzyjemne myśli.
- Vincent... jestem - spróbował w swój ulubiony banalny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 8:27 pm

- Chce - potwierdził z krzywym uśmiechem , co prawda nie chciał wisieć, wieszają się ludzie w wiezieniach, on chciał piękną, poetycka, samotna śmierć, na przykład w wannie pełnej lodowatej wody, ale pokazanie wanny wymagało od niego o wiele więcej wysiłku i wymachiwania ramionami jak szaleniec, wiec wybrał tę pierwszą żałośniejsza wersję. - Cześć Vincent, było bardzo milo cie poznać, jesteś miły, jeśli chcesz możesz przyjść na mój pogrzeb. Pooooo-grzeeeeeb - złożył ręce w krzyż i zaczął imitować kościelne dzwony. Dopił swojego drinka i przekrzywił głowę na bok.
- Czemu wciąż się drapiesz...? - przyjrzał się chłopakowi przez zmrużone oczy - Hmmm - skomentował inteligentnie jego bliznę na wychudzonej szyi - musiał cie ugryźć ogrooomny komar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 8:50 pm

- Il s'immerge dans mon sang - odpowiedział, w zamyśleniu trąc nadal białą bliznę.
Obejrzał się chyba setny raz tej nocy na drzwi, ale te stały puste. Nikt nie wchodził, ani wychodził. Tylko żółta kamizelka rzucała się w oczy, choć z drugiej strony - jaskrawe światło nieco przytępiało wzrok.
- Hm... Khm... chyba, sądzę, że... nie żyć. Nie będę już żyć - odparł zupełnie poważnie, po czym uśmiechnął się czarująco. - Nie... nie... jak to powiedział?... nie... dobrze... RAISONNABLEMENT! - wykrzyknął nagle, zirytowany, że tak długo każe mu czekać na odpowiednie słowo. Zakrył palcami twarz, namyślając się. - Niedobrze robisz. Nie...
Przełknął ślinę, a na jego czole malował się wysiłek wszystkich stron świata nad przypomnieniem sobie tego słowa.
- Nie umierać, ty - dokończył w końcu, czując, że raczej zabrzmiało to śmiesznie z jego nieudolnością i akcentem niż dramatycznie. Tak jak to sobie wyobrażał. - Ktoś przyjść do tobie. Ciebie? Oui? Niepotrzebnie ty sam... - Tutaj oplótł szyję niewidzialnym sznurem i pociągnął z pasją do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ilia Koikov

avatar

Liczba postów : 70
Join date : 29/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 9:05 pm

Dostał herbatę w szklance. Najpierw wydawało mu się to bardzo dziwne. Mama zawsze dawała te zniszczone filiżanki po ciotce, jedna była pęknięta. Uświadomił sobie, że od czasu wyjazdu z Rosji ani razu nie pił tutaj herbaty. Szkoda. Szkoda. Dotknął ustami brzegu szklanki. Odwrócił się, żeby zobaczyc rozmowę obok niego. Starał się byc subtelny, ale nie wychodziło mu to. Znów przyłożył usta do szklanki, ale herbata była zbyt gorąca. Poczuł para osiada na jego policzkach. Przejechał palcami po twarzy.
Doleciał do niego zapach chłopaków. Dośc... normalny. Chciał obrócic się na stołku, ale zsunął się, bo siedział na śliskiej kurtce i upadł na ziemie, a szklanka za nim. Na szczęście szklanka poleciała dalej i cała herbata wylała się przy nogach jakiegoś dryblasa. Wilkołaki chyba są bardziej sprawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 24, 2010 12:23 pm

Bla bla bla bla, co? Ale wtedy zrozumienie powolutku powolutku rozjaśniło jego twarz
- Francja! Francuz! Jesteś Francuzem! Francja! - zaczął wykrzykiwać podekscytowany, sznury, pętle, piekarniki, klify, wanny i pogrzeby zupełnie wyleciały mu z głowy. Zaczął obchodzić i oglądać chłopaka z każdej strony, jak zadki okaz motyla w gablotce w muzeum. To dziwne, bardzo dziwne, nie był ubrany na czarno i nie palił. I gdzie berecik?
Fabian uczył go kiedyś Francuskiego, tak, Fabian był dobrym przyjacielem, dbając o o jego intelektualna dojrzałość. Zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie ich popołudniowe lekcje, pédale znaczyło cześć, a nique ta mère - zdrowie twojej mamy, avoir la tringle jak się dzisiaj masz - wszystko do niego wracało, był z siebie dumny, Kiki był bardzo pilnym uczniem.
- Eeeeem...Miłoooo cieeeee poznaaaac, enchanté - uścisnął i potrząsnął energicznie dłonią chłopaka. - Je veux lécher ton foutre, mon bonbon!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 24, 2010 3:29 pm

Znowu poczuł się jak w burdelu Claudii - mierzony wzrokiem od stóp do głów, trzysta sześćdziesiąt stopni dookoła ramion, aczkolwiek była jedna ważna różnica. Chłopiec patrzył na niego raczej jak na okaz w zoo (znowu to zoo...), a nie parę ekskluzywnych butów na przecenie. Vincent oblizał usta, ale nie odezwał się. Czekał grzecznie, aż skończy - być może z przyzwyczajenia. Wiele bestii tak go traktowało, a to w sumie całkiem miłe, że zafascynował się jego narodowością, a nie... tyłkiem, który w slangu nieludzi brzmiał jak dusza.
Wzdrygnął się, kiedy ten ktoś w tej nieszczęsnej żółtej kamizelce rozlał herbatę, ale nie zwrócił na to większej uwagi, obserwując swego obserwatora. Patrząc błękitnymi, nieco strasznymi, oczami na nowopoznanego (Kiki?), poczuł, iż musi się napić.
Chwycił wodę rozcieńczoną wódką, upił łyk, a wtedy powiedział to. Z praktycznie zerowym akcentem trudno było go zrozumieć, więc do Vincenta nie od razu dotarło...
Kiedy zrozumiał, wypluł całą zawartość swoich ust na koszulkę rozmówcy.
- Je suis désolé! - zawołał spanikowany, zaczynając gwałtownie czyścić jego bluzkę rękawem swojej. - Mais... nie to mogłeś powiedzieć... Chciałeś powiedział? Chciałeś powiedzieć! Desole!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 24, 2010 3:56 pm

Kiki chyba nawet nie zauważył tego małego faux pas, był bardzo podekscytowany tym, iż może pochwalić się znajomością obcego języka, albo chociaż tych kilku wyuczonych na pamięć grzecznościowych formułek.
- Tu m'excites, taaaak, jest mi baaardzo miło - powiedział powoli przeciągając sylaby, z żałosna imitacja francuskiego akcentu, która brzmiała bardziej jak mieszanka dialektu z północy Szkocji i Texasu. - Jak ci się podoba u nas, eeem, veux-tu me baiser? Voulez vous coucher avec moi ce soir? Chcesz... się czegoś napić... teraz? - zaczął gestykulować dziko w kierunku baru. - Może naszej amerykańskiej, uuum, américain whisky?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 24, 2010 4:30 pm

Vincent zdębiał, zagryzając policzki.
- Je veux boire, oui - odparł, ignorując z wielkim trudem zdecydowanie jednoznaczne propozycje. - Américain whisky? Il peut être.
Miał wielką ochotę powiedzieć coś w zbliżonym stylu. U mnie czy u ciebie choćby, ale instynkt kazał mu się powstrzymać. Chyba potrafiłby to zrobić. Tak, twoje usta wyglądają zachęcająco.
Zaśmiał się z siebie. Zaczynał być lekko pijany. Och, no dobrze - całkiem przyjemnie ciężko pijany!
- Ameryka to... niebezpieczeństwo państwo - odpowiedział topornie po angielsku, drapiąc znów bliznę. - Ty też... pociągający.
Musiał. Musiał zrobić coś, co nie leżało w jego męczącej naturze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Sob Sie 28, 2010 7:49 pm

Pociągający, hm, słyszał, co prawda słyszał o łatwych obyczajach Francuzów, ale żeby aż tak. Wzruszył ramionami.
- Pociągający - mruknął i spojrzał krytycznie na swoja brudna koszulkę, rozerwane spodnie i rozklapane trampki, a kiedy tak patrzał w dol, z nosa kapła mu na podłogę dziwna kleista substancja, zaczął wycierać nos w rekach, aż zrobił się czerwony i napuchnięty jak muchomor- pfffffff... Gdybym był pociągający, nie byłbym tutaj sam, vous comprenez? - I na tym wyczerpała się jego znajomość francuskiego. - Ale to miło, miło, ze tak mówisz i ze mnie słuchasz już cały wieczór, whisky, WHISKY! - pomachał na kelnerkę - WHISKY dla mojego francuskiego AMIGO! Jak się właściwie przedostałeś przez ocean, amigo? - kiedy kończył swoje pytanie jego żołądek wykonał podwójne salto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Sob Sie 28, 2010 9:22 pm

- Vous êtes intéressant - powtórzył po francusku. - Myślę, że... - zawahał się, patrząc na poszarpane spodnie i brudną koszulkę towarzysza, a potem ostrożnie przenosząc wzrok na swą koszulę: była idealna, no może odrobinę wilgotna i poszarzała od dymu papierosowego. Zawstydził się tego; może tutaj to on wygląda na dziwaka. - Myślę, że jak nie byłbyś, nie... interesująco rozmawiało. - Po tych słowach uśmiechnął się nieśmiało.
Jak się właściwie przedostałeś przez ocean?
- co to znaczyło? Vincent zmarszczył brwi.
- Nie rozumiem. Je ne comprends pas. Mów wolniej. Parlez plus lentement - poprosił, chowając mimowolnie głowę w ramionach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 31, 2010 8:38 pm

- Comment... przepłynąć...nager przez OCEEEEEAN - ścisnął nos, nadmuchał policzki i zaczął się kołysać (co było symboliczne na wielu wielu poziomach, nos symbolizował głębinowego nurka, dziwaczne ruchy biodrami wodorosty na dnie poruszane przez fale, a nadęta mina tę rybkę, która w razie zagrożenia nadyma się w kolczasta piłeczkę, czysty geniusz, aż pogratulował sam sobie w myślach), co okazało się bardzo złym pomysłem, zakręciło mu się w jego malej główce, a i tak już wzburzony żołądek przypomniał sobie o chorobie lokomocyjno-morskiej.
- Mmmmm! - pisnął przez zaciśnięte usta, sięgnął po swoja szklaneczkę whisky i wlał ja sobie szybko do gardła. Przez chwile stal nieruchomo z zamkniętymi oczami i uniesiona dłonią (co oznaczało nie stop, zbliżał się, albo będziesz mokry), aż niebezpieczeństwo minęło. Zamlaskał z błogim wyrazem twarzy, pycha, pycha. - Jesteś piratem, jak Jack Sparrow? - Nie wyglądał na pirata, nie miał brody... nie miał brody? Pochylił się nad chłopakiem i dotknął jego podbródka palcem wskazującym, zęby się upewnić. Nie miał brody, ale kto wie, może w tych czasach piraci przejmują się higiena osobista. - Jesteś piratem! W takim razie... nie lubisz whisky, daj ja wypije, a ty weź sobie rum, rumrumrumrum... - spodobało mu się to słowo, takie dźwięczne i... okrągłe. - Ruuum ra ra ra rum, rum rum!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 31, 2010 10:06 pm

Vincent gwałtownie odepchnął jego rękę, jakby go sparzyła, i zasłonił dłonią brodę, patrząc na niego oczami podobnymi do spodeczków filiżanek po kawie. Prawie że spadł z krzesełka, jednakże resztki trzeźwości oszczędziły mu tego. Gdy chłopiec go dotknął, poczuł dziwną sensację w podbrzuszu, a sensacja to coś, czego unikał przez całe życie.
Podczas gdy towarzysz mamrotał swoje "rum, rum..." (cieszył się, że może bezkarnie milczeć, bo przecież nie chciał być nieuprzejmy), dopił wszystkie alkohole w zasięgu ręki. Zmrużył oczy, zacisnął wargi i zaczął się kołysać na krześle.
Zawsze chciał być żeglarzem i poczuć kołysanie fal w ośrodku równowagi w uchu.
Nagle dotarło do niego, że w lokalu jest muzyka.
- Hm, nie umieć tańczyć - mruknął po angielsku. - Nigdy. Renard powtarzać, że to.. to... inacceptable. Hm...
Słyszał i czuł, jak jego serce pompuje alkohol do mózgu.
- Zatańczysz? - wyrwało mu się. Po czym spłonął rumieńcem po same cebulki popielatych włosów, a jego oczy zaszkliły się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 31, 2010 10:47 pm

- Rarararara ram - dokończył swoja piosenkę.
- Tańczyć. Hm. Renard, jaki Renard?- podrapał się po głowie, co za abstrakcyjny pomysł, czyżby jego szare komórki pracowały z opóźnieniem i czegoś nie zrozumiał? - Tańczyć nogami tańczyć? Ach! - wykrzyknął triumfalnie i uderzył się otwarta dłonią w czoło, trochę za mocno, z pewnością nabił sobie guza, ale to nic, poczuje dopiero za jakiś czas. - Tańczyć! Bo jesteś Francuzem! Francuzi tańczą po obiedzie - wyjaśnił sam sobie kiwając głową, tak, tak, Francuzi tańczą po obiedzie, to taki zwyczaj, jak rzucanie talerzami w Grecji, albogdzieśtam, kiedyś czytał o tym w którymś z przewodników, kiedy planował swoja wielka ucieczkę z Fallentown. A może pija wino po obiedzie?
I Renard, co za zabawne imię, mógłby przysiąc, że gdzieś już je słyszał, ale nie mógł się nad tym poważnie zastanowić, bo głowę wypełniło mu stado podskakujących w rytm barowej muzyki gronostajów (zachichotał).
- Okej - wstał przy okazji wywracając stołek, przyciągnął do siebie Vincenta i położył prawa dłoń na jego plecach - We Francji tańczy się po obiedzie - wyjaśnił wszystkim zgromadzonym w pubie, którzy nagle przerwali swoje rozmowy i oblepili ich spojrzeniami - Amerykanie, zero wiedzy o kulturze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 31, 2010 10:59 pm

Tańczyć? We Francji? Po obiedzie? - nie miał pojęcia, czy tak się robi.
Dotyk chłopca był przyjemny, choć alkoholowe wyziewy nawet w tym stanie przeszkadzały. Nie parzył jak ten Claudii i nie mroził jak Renarda. Przyjemnie, Vincent zmrużył oczy. Chciał je zamknąć, aby nie widzieć ludzi w barze, ale z drugiej strony - gdyby nic nie widział, niechybnie potknąłby się.
Co nastąpiło w niedługim czasie.
Vincent zawadził nogą o stołek przez impet położenia dłoni na jego plecach, więc, żeby się nie wywrócić, złapał chłopca mocno za szyję i spojrzał intensywnie w rozmazane, zamglone i dziwnie roziskrzone oczy.
- A co chcieć tańczyć? - wyszeptał mu wprost do ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 31, 2010 11:55 pm

- Tango - powiedział, bo to jedyny taniec, o jakim słyszał, poza fokstrotem, ale to zbyt skomplikowana nazwa do powiedzenia po pijanemu, nawet nie próbował. Gronostaje w jego głowie dobrały się w pary i o, o, niektóre trzymały w pyszczkach różę! (Kiki nie wiedział właściwie jak wyglądają gronostaje, wiec te zwierzaczki, które zamieszkały na pustkowiu w jego czaszce przypominały króliczki bez uszu, a skąd się tam wzięły, naprawdę nie miał pojęcia, wiedział tylko, że miało to coś wspólnego z imieniem Renard.)
- Jak ty stoisz - skarcił chłopaka, strasznie ślamazarny, jak na tańczącego francuza! Złapał go za ramiona, wyprostował, otrzepał i zaczął ostawiać, jak trzeba, bo Kiki był przecież znawca. - Głowa w bok, patrz się w bok, lewa ręka w gore i złap mnie za rękę, tak, a prawa... - nie był pewien co zrobić z jego prawa dłonią. Wypróbował rożne kombinacje. Nie mogla zostać na szyi, nie. Na jego ramieniu? Może, ale jeszcze nie tak. - Na biodrze! - poinstruował zdecydowanie i przesunął rękę Vincenta na swoje biodro, tam gdzie trzeba. - Nie, nie tu, trochę niżej. Okej...
Idealnie. Postał chwile w milczeniu i mrugając intensywnie. Było mu dziwnie i przyjemnie i miał ochotę zrobić coś spontanicznego, na przykład postukać Francuza po nosku. Co za śliczny nosek.
Muzyka wcale nie sprzyjała tango, w głośnikach dudniły syntezatory i jakaś kobieta zawodziła upiornie tekst składający się głównie z mało wyrafinowanych eufemizmów.
- Ra ra ra rum rum rum! - wznowił swoja piosenkę próbując zagłuszyć cały ten hałas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Sro Wrz 01, 2010 12:04 pm

Vincent bez słowa, za to z tępym wyrazem twarzy, dał się ustawić do tanga. Tango, tango - kłótnia kochanków, ogniste kombinacje, zdecydowane ruchy, przesuwanie dłonią po twarzy, szyi, biuście, talii, w końcu udzie partnerki. Renard nie lubił tanga - lubił walce i coś tam innego. Ale tak naprawdę... kochał tango! Vincent po prostu to wiedział.
- Znowu to nie ja prowadzić - mruknął, po czym z gracją opadł czołem na ramię nowego kolegi. - Renła - jęknął stęskniony.
Zaczął coś mamrotać po francusku, wtulając spocone czoło w materiał koszulki chłopca. Dało się wychwycić: absurdité, ma vie, haine.
Potem okropnie się jąkając, przeszedł na język angielski, a Kiki kołysał ich w rytm swojego "Ra ra ra rum".
- Zaraz przyjść... po mnie. Zabrać. Wyciągnąć duszę i sprzedać. I... i... tuer. Śmierć. MORT! - W jego oczach lśniła gorączka poprzetykana paniką. - Muszę... muszę się... schować. Przed nimi. Wszystkimi. Bo mnie zabrać i nie oddać. I... nie zostawiaj... mnie.
Pociągnął żałośnie nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Sro Wrz 01, 2010 11:14 pm

- MORT - wykrzyknął Kiki - MORT! Jesteś ze mną i nie będzie żadnego MORT! - Jesteś w dobrych rekach - uścisnął Vincenta, mocnomocnomocno, aż biedaczek nie mógł oddychać, żeby zademonstrować sprawność swoich rak, o proszę, jakie mocne (i trochę nim potrząsnął z podekscytowania). - Wiesz jak mam na drugie imię? Nie, nie na drugie, na drugie mam Benedykt, pomyłka, na trzecie! Wiesz, jak mam na trzecie imię? Waleczne Serce! Ale... - ściszył głos do gorączkowego szeptu. - Powiedz, kto chce zabrać i nie oddać? - Rzecz jasna żadna odpowiedz, jakkolwiek zła, go nie odstraszy, nie nie, ale chciał się odpowiednio przygotować. To nie kwestia tchórzostwa, a zdrowego rozsądku poznać swojego przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Sro Wrz 01, 2010 11:41 pm

- Benedykt błogosławiony? - zapytał głupio (to pewnie przez ten brak dopływu tlenu do mózgu). - Jestem pijany!, mon Dieu - wyszeptał po chwili, jakby zdziwiony, ale zadowolony z tego faktu.
Potem Vincent oblizał spieczone wargi i spojrzał prawie przytomnie na Kikiego. Zamrugał, jakby go widział pierwszy raz w życiu, a potem zrozumiał (dziwne, po pijanemu jakoś lepiej mu wychodził ten przeklęty angielski). Postanowił Waleczne Serce zignorować - coś czuł w kruchych kościach, że ten człowiek powinien na trzecie mieć na imię Gołębie Serce. Znów opadł bezwładnie na jego ramię, mamrocząc:
- Demony. One wszędzie. Zabiorą i... zrobią horrible rzeczy z moja dusza. Ukryjesz moi? Zaraz. Tu. Być. One. Zginę. Absurd. Życie. - Po chwili tego jakże elokwentnego monologu znowu podniósł głowę i złapał Kikiego mocno za policzki. W jego błękitnych oczach była gorączka i obłęd. - Ale nie mówić nikomu, bien?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Czw Wrz 02, 2010 12:10 am

Kiki zastygł z prawa stopa w powietrzu i ramionami wysoko w powietrzu (tak, tango ala Kiki to bardzo niekonwencjonalny, żeby nie powiedzieć awangardowy, taniec) i ustami w kształcie litery "o". Pokręcił głową, roześmiał się i czknął kilka razy, chyba z nerwów.
- Nie ma demonów, głupiutki, głupiutki - powiedział, nie wiadomo, czy do Vincenta, czy sam do siebie, obłęd w oczach Francuza bardzo go przeraził, dotknął ręką jego czoła, żeby sprawdzić, czy chłopak ma temperaturę; oszalał, na pewno oszalał i to wszystko jego wina, bo wlewał w niego whisky, zepsuł pierwszego Francuza, jakiego spotkał! - to ta américain whisky, robi uuuuu - pomachał rekami demonstrując chaos - w głowie, usiądź - poprowadził Vincenta do baru delikatnie, delikatnie, ostrożnie i usadowił na stołeczku - napijesz się wody i będzie dobrze, nie będzie uuu, wszystko się pookłada. POMOCY WODY POMOCY WODY...! - wyszeptał natarczywie w ucho barmanki, nie chciał mieć Vincenta na sumieniu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Czw Wrz 02, 2010 12:21 am

- Nikomu, nikomu nie powiedzieć... nikomu nie powiedzieć... nie powiedzieć... nikomu - mamrotał płaczliwym tonem, zakrywając zachłannie twarz dłońmi. - Nie whysmrm... DEMONY! Wszędzie, w tym mieście. Ukryć, ja uciec! Bien? Bienbienbienbienbien?
Z widocznym szaleństwem na twarzy, siedząc chyba tylko dzięki dziwnej mocy fizyki i grawitacji, zaczął tarmosić Kikiego za odzienie. Jakby był tak zdesperowany, żeby prosić o ratunek pierwszą z brzegu osobę. Jakby jej zaufał doszczętnie. Pot mieszał się ze łzami na policzkach. Potem Vincent z niespodziewaną siłą przyciągnął do siebie chłopca i szepnął mu z pasją do ucha:
- Znajdź mi miejsce. Bezpieczne. I... nie mów, nikomu. Bien?
Potem dostał wodę od barmanki o beznamiętnym wyrazie twarzy. Wziął szklankę do drżącej, spoconej dłoni, patrząc na nią, jakby nie do końca wiedział, co należy teraz uczynić. Przeniósł pytający wzrok na Kikiego, po czym chlusnął tym sobie w twarz. Schował jeszcze czerwoną, zawstydzoną w dłoniach, by po kilku dłużących się minutach wysapać:
- Już lepiej. Przepraszam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Czw Wrz 02, 2010 9:01 pm

Kiki stal tymczasem stał w bezruchu z mina króliczka w reflektorach samochodu, co tu robić, co tu robić, wyraźnie ma do czynienia z osobą lekko niezrównoważoną psychicznie. Biedny Vincent! W jego gołębim serduszku zmieszał się strach i współczucie.
Odsunął na bok pusta szklankę, popielniczkę i stołeczki, wszystko, co mogłoby wyrządzić jakiekolwiek szkody w rekach Vincenta, po cichutku, powolutku, nie zdejmując z niego wzroku. Profilaktycznie. Uklęknął przed jego stołkiem. (Uczyli ich tego w szkole, trzeba zawsze, zawsze, zawsze mówić do... do niefortunnej osoby twarzą w twarz, nie wolno nad nimi stać, to może ich sprowokować, a wtedy...!).
- B-bien.. -wyjąkał, uniósł dłoń, żeby pogłaskać go po głowie, zawahał się, ręka zatrzymała się na chwile w powietrzu (nie chciał go znowu przestraszyć, albo rozwścieczyć, nie, nie), aż w końcu zebrał w sobie odwagę i niezdarnie poklepał Vincenta po ramieniu. - Nie boj się. Odprowadzę ci do domu. Opowiem ci bajkę po drodze. Rano wszystko będzie w porządku - powiedział wooooolnoooo i wyraźnie (na tyle wyraźnie, na ile mógł w tym stanie), jakby zwracał się do dziecka.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Czw Wrz 02, 2010 9:50 pm

Zawstydzony swoim dość niespodziewanym, chaotycznym i żenującym przedstawieniem, zakrywał rumianą, a także spoconą twarz dłońmi. Bardzo trzęsącymi się. Tak samo trzęsły się kolana, ale na szczęście Vincent siedział - inaczej pewnie by się przewrócił.
Barmanka w swej dobroci serca przyniosła jeszcze jedną szklankę wody, choć jej wzrok mówił wyraźnie, że wolałaby miskę pod wymiociny. A najlepiej to miotłę - wykurzyłaby ich stąd.
Tak przynajmniej wydawało się Vincentowi.
- Nie mam domu - powiedział pierwsze, co przyszło mu do głowy, wspominając miejsce, w którym mieszkał we Francji czy mieszkanie Renarda. Nie, w żadnym nie czuł się jak w domu. Cokolwiek znaczyło takie uczucie.
Przyłożył brzeg szklanki do ust, by ukryć ciągłe zakłopotanie swoim zachowaniem. Spojrzał niepewnie na Kikiego.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pub Mischief   

Powrót do góry Go down
 
Pub Mischief
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: