Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pub Mischief

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 10:33 pm

- Osobiste pytanie? Jeśli chodzi o rozmiar buta to nie podaję - powiedziała. Lekki uśmiech przemknął przez jej twarz. Dowcipna.
Melania czuła, że ten mężczyzna przed nią nie jest "normalny" w najprostszym znaczeniu tego słowa. Miała dziwne przeczucie. I powoli zaczynała się martwic, że żaden "normalny" facet do niej nie podejdzie. Chociaż w sumie... nie martwiła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 10:39 pm

- Och, nie muszę pytać o tak przyziemne rzeczy, gdy widzę, iż numer buta masz, droga pani, idealny dla swej figury! - Machnął niecierpliwie ręką, marszcząc brwi - Chciałem raczej zapytać, cóż pani robi z tak nieodpowiednimi dla siebie mężczyznami? A raczej - atrapami takowych, nędznymi obdartusami niepotrafiącymi odpowiednio zamówić kieliszka wina, tak, by kobiecie oddać cały jej należny szacunek! To zdecydowanie nie towarzystwo dla tak pięknej damy. - Spojrzał na drzwi do baru, dając do zrozumienia, że chodzi o Bareta. - To aż się prosi o rycerza na białym rumaku! Doprawdy!
Udał oburzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 10:49 pm

- Mam w sobie coś... co przyciąga do mnie różnych ludzi. - Pokiwała głową. Obraz na chwilę się zamazał, więc przyłożyła dłoń do czoła i zamknęła oczy. Po chwili uchyliła powieki.
Tym czymś była uroda. Albo dziwny zapach, który czuli ci mężczyźni, a ona sama nie umiała się go pozbyc. Całkiem możliwe. Nienawidziła swojego wyglądu i tego, że jej ojciec podobno też był piękny.
Zabrała dłoń z twarzy i wbiła wzrok w stół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 11:11 pm

- Tym czymś jest demon, moja droga - odpowiedział, patrząc na nią, jakby była głupia. - Iście wściekła istota, która oplata twoją delikatną, człowieczą duszyczkę niczym krwiożerczy polip, napawając ją zapachem... ach, zapachem... gorzkiej czekolady i wódki... - AB minus. Wciągnął powietrze, delektując się zapachem, który niewątpliwie przyciągał mężczyzn. - W każdym razie pragnąłbym się raczej dowiedzieć, co sprawia, iż tak dumna i piękna kobieta czerpie radość z towarzystwa tak nieobytych samców. Bo skoro pani ich nie odprawia, rozumiem, iż jakąś perwersyjną radość musi pani z tego czerpać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 11:27 pm

Zesztywniała na chwilę, kiedy usłyszała demon. Dalej słuchała jego słów, opierając głowę na dłoni. Kiedy skończył, jeździła palcami po brzegu szklanki, patrząc na niego. Wiedział kim jest Melania, ale ona cały czas nie była pewna jego. Mogła miec jakieś podejrzenia.
- Chyba - zaczęła, patrząc w sufit. - Chyba, mimo wszystko, mimo ich głupoty, często banalności i tego prostego spojrzenia na świat, chciałabym ich miec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 11:33 pm

Co myślał o półdemonicy? Na razie nic. Chciał zobaczyć, jak schrupie herbatniczka...
- To bardzo smutne... Kolekcjonuje ich pani? Po cóż kolekcjonować brzydotę? Po cóż posiadać miernotę? Po cóż zawracać sobie głowę nędznikami? Szczególnie taką głowę, jak ta pani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 15, 2010 11:42 pm

- Fakt, że chce... nie oznacza, że mam. Zazwyczaj. - Wsunęła palce we włosy, ale natychmiast wyciągnęła je i wzięła kawę, w brzydkiej filiżance. Za ciastka podziękowała. - Nie lubię nadmiernego kontaktu fizycznego. W pewnych okolicznościach. - Przeciągnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 12:06 am

- Ale wyobraża sobie pani, iż ich ma. I cóż pani z nimi wyczynia? Czy przesuwa pani swymi palcami po ich torsach zostawiając różowe ślady po paznokciach? Wbija pani to bystre spojrzenie w ich mętne, tępe oczy? Och fuj!, czy to możliwe, iż muska pani różowością swych warg te zgrubiałe od topornych komplementów? Pani wspaniały zapach miesza się z kwaśnym odorem potu miernoty? Swymi czerwonymi palcami dotykają pani złotych fal, tak miękkich fal? - Mimowolnie obnażył kły (dzięki Eris, nie mogła tego zauważyć) w obrzydzeniu. - Demony to bardzo dziwne stworzenia.
Powąchał kawę i skrzywił się. Odstawił ją ostrożnie z powrotem na ceratę na stoliku.
- Nie lubi pani kontaktu fizycznego - powtórzył w formie oznajmującej, uśmiechając się do siebie nieznacznie. - To wielka szkoda. Kontakt fizyczny to coś niewątpliwie pięknego, jeśli przeżywa się go z odpowiednią osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 12:21 am

- Widocznie - zamknęła oczy - tak już jest. Jestem prostą dziewczyną. - Otworzyła je i spojrzała na kawę. - I nie uważam się za demona, proszę pana. - Uśmiechnęła się delikatnie. - Widzi pan, to, co robię w łóżku i z kim to robię, nie dotyczy pana bezpośrednio, więc... proszę opanowac zainteresowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 12:33 am

- To pani zaczęła! Wypraszam sobie! - Wyszczerzył zęby. - A temat cielesności jest dobry jak każdy inny, jednak jeśli pani nie odpowiada, jeśli proste dziewczyny nie lubią takich tematów... - uczynił stosowną pauzę. - To, iż nie uważasz się za demona, nie oznacza, iż nim nie jesteś, moja droga! Pachniesz siarką na kilometr!
Skruszył w palcach herbatniczka. Powoli i z namysłem.
- Porozmawiajmy może więc o Niedolach Cnoty. Pani powinna coś o tym wiedzieć. - Spojrzał na nią lubieżnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 12:42 am

- Cnota - mruknęła, nie patrząc na niego. - Jako ta idealna wewnętrzna harmonia - westchnęła - sądzę, że nie istnieje. Niemożliwe jest być tak dobrym. - Pokiwała głową. - Cnota, nie wierzę. Pod żadną postacią. I w każdym rozumieniu tego słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 12:50 am

- Justyna była uosobieniem wszelakich cnót, a zginęła przez wolę Boską... - powiedział, jakby nie dosłyszawszy jej, po czym już głośniej: - Jest pani nihilistką, to niedobrze. To zraża ludzi... Cnota istnieje, musi, bo światem zaczęłyby rządzić złe nawyki, złe prawa i złe prawdy (ach!, czyli kłamstwa!). Cnota istnieje, jednak jesteśmy zbyt... krótkowzroczni, by ją dostrzec. A ona siedzi na swym tronie i patrzy na nas z góry, z wywyższenia. Jednak ma też swoje niedole. Cierpi, bo pani w nią nie wierzy.
Podsunął jej nienachalnie talerzyk z herbatnikami.
- Nalegam - dodał cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 12:59 am

- Nie, nie lubię słodyczy. - Spojrzała w kawę. - Kawy też nie lubię. - Skrzywiła się lekko. - A Wanda? Była cnotliwa, czy po prostu głupia? A może była silną kobietą? - Nadal patrzyła w kawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Pon Sie 16, 2010 1:28 am

Roześmiał się serdecznie. Skruszył w palcach kolejnego herbatniczka.
- Moja droga, to bardzo nie w porządku z twojej strony! Ja uczyniłem ci wskazówkę, a ty mi nie do naszych mimowolnych zgadywanek. Wanda? Wand jest miliony... i są cnotliwe, i są głupie, a w końcu są silne. - Zamyślił się. - Znałem pewną Wandę, która nie chciała Niemca... Była zdecydowanie głupia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Melania Butler

avatar

Liczba postów : 95
Join date : 19/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 17, 2010 6:06 pm

- Och. - Wstała z krzesła. Muszę pana pożegnać. Jestem zapracowaną dziewczyną. A jak można się domyśleć taka osoba jak ja, nie powinna samemu chodzić po nocy, prawda? - zapytała z ironią i lekko się uśmiechnęła. - W każdym razie, miło mi było poznać takiego uroczego wampira jak pan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Wto Sie 17, 2010 6:10 pm

Uśmiechnął się niezidentyfikowaną iskierką w oku.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Również wstał.
Obserwował znużony, jak znika w tłumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 1:38 am

Kiki nie mógł wytrzymać ani sekundy dłużej w hermetycznie zamkniętych czterech ścianach. Czul się taki młody, był jeszcze taki młody, za młody na umieranie! Chciał coś zrobić. Czegoś dotknąć, posmakować, zbudować, a potem zniszczyć. W progu domu nabrał powietrza w płuca, ogromny łyk i zanurkował w noc, czuł się pełen sil i nadziei na przyszłość, czego nie potrafił sobie wytłumaczyć, może zbliżały się Święta Bożego Narodzenia?
Kiedy tylko przekroczył próg pubu, pożałował swojej decyzji - pomiędzy pijanymi mężczyznami w wieku średnim i ich towarzyszkami w krótkich sukienkach z cekinów, prezentował się jak złota rybka w zbiorniku pełnym piranii.
Przy barze zmieszał się, kiedy kelnerka spytała, o jego zamówienie. Alkohol chce po prostu alkohol... !.Po paru minutach stukania palcami w blat i przestapywania z nogi na nogę, wskazał paluszkiem (kelnerka wydmuchała mu różowy balon gumy do żucia w twarz i przewróciła teatralnie oczami) na butelkę o najładniejszym kolorze - morski zielony. Był zagubiony bez Fabiana.
Wypił zawartość butelki za jednym zamachem, położył głowę na ramieniu, z na wpół zamkniętymi oczami, nie myśląc o niczym i tylko brzęczenie szklanek za barem, przypominało mu o upływie czasu.
- Litości.. zmiłowania... miłości... - mamrotał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 2:15 am

Vincent wszedł do baru niczym złodziej pragnący ukryć gdzieś swój łup. Albo jak uciekinier z domu obłąkanych - różni ludzie różnie to oceniali, ale w każdym razie nie wyglądał jak normalny nastolatek pragnący spędzić wolny dzień z kolegami w tubylczym barze. Wszyscy patrzyli na niego pospolitymi oczami, jak na dziwadło. Vincent nie przejął się, ponieważ już dawno zgubił swoją normalność... a przynajmniej wszystko na to wskazywało. Dławił się już dusznością, którą stworzyli dla niego inni.
Dyszał, jego skronie były wilgotne - zupełnie jakby biegł (co godziło się z teorią złodzieja lub uciekiniera).
Wiedział, wiedział, wiedział, że mu się oberwie za ucieczkę, że co najwyżej za godzinę wpadnie tutaj jakiś demon i zawlecze go pod Jej Wysoki Majestat. Ale musiał się uwolnić, choćby na mniej niż godzinę. Musiał się uwolnić od mętliku zawijanego suto w brezent z erotyzmu tego demona.
Kuląc ramiona i zasłaniając dłonią rumianą ze wstydu twarz, przeszedł pod bar. Rozejrzał się ukradkiem (jak złodziej!), a kiedy zauważył kogoś poniżej trzydziestki, pomaszerował jakoś tak naturalnie w tamtym kierunku.
Chłopiec chował głowę w ramionach i mamrotał coś po angielsku. Vincent odetchnął, zerkając na to otwierające się, to zamykające drzwi wejściowe (już nigdy nie wejdzie do toalety publicznej!).
Kiedy podeszła do niego barmanka, której usta oblepiała różowość gumy balonowej, uśmiechnął się do niej niewinnie, patrząc wprost w wyprane w amerykańskiej, firmowej pralce oczy.
- Bonjour - przywitał się ssłodko, uświadamiając sobie, że nie ma przy sobie ani jednego amerykańskiego pieniążka. - Wódka? - poprosił.
Kobieta zmierzyła go wzrokiem ja-wiem-żeś-niepełnoletni, jednak po chwili wzruszyła ramionami i podała mu alkohol.
Vincent na rozgrzewkę wychylił kieliszek, przełknął jakby to była woda i spojrzał swoim błękitnym, ostatnio dosyć smutnym, spojrzeniem na chłopca obok. Ile mógł wypić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 3:37 am

Resztki entuzjazmu wyciekły z niego jak powietrze z balonika i osunął się lekko, lewe ramie zawisło bezwładnie w powietrzu - całkiem zwiotczały. Dookoła ludzie krzyczeli, śmiali się gardłowo, wili się w rytm muzyki, nie widział ich w twarzy, w wirze wielokolorowym cekinów, piór, kokard, garniturów i szpilek, rozróżniał tylko rozmyte plamy ludzkich ciał, tam stopa, tutaj odsłonięte ramie i pierś.
- Popatrz na nich - zwrócił się do chłopaka przy barze bez żadnych formalnych pozdrowień i wstępów. Spodobał mu się, wyglądał równie idiotycznie nie na miejscu w tym ludzkim zoo. - Żyją - powiedział gorzko.
Poczuł się wyczerpany. Nie. Nie wyczerpany, znużony. Pomyślał o stacji kolejowej. Często siadał na ławce pod kioskiem przy peronie czwartym, jadł frytki z octem i wyobrażał sobie, że czeka na ekspres. Gdziekolwiek, za siedem gór, dolin, las i rzek.
- Ja nie żyję, nikogo nie kocham, nikogo nienawidzę, cale życie chowam się po toaletach i... uciekam... z kata w kat...tamten pan z trzydniowym zarostem i długimi paznokciami ma romans z nauczycielka angielskiego swojej pięcioletniej córki, ten - z wielkim wysiłkiem wskazał na mężczyznę z twarzą ukryta w dłoniach przy stoliku po przeciwnej stronie sali - on, stracił syna, popełni samobójstwo w ten wtorek... albo czwartek... - mówił powoli, ociężale, ale jego myśli były czyste i klarowne, jak woda, chłodna woda - oni maja.. PASJE a ja... ja jem, trawie... śpię... pije... czasami się ślinie, pocę... jestem... pusta butelka - zakończył kulawo, wpatrując się w swoje wykrzywione odbicie w szkle, zastanawiał się, po czym rzucił nim o podłogę i rozbił na tysiące malutkich, mętnych zielonych kawałeczków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 12:07 pm

Vincent więc rozejrzał się. Powoli wodził wzrokiem wkoło - mijały mu przed oczami twarze czerwone, wyszczerzone w sztucznych uśmiechach, różne odcienie skóry mieszały się ze sobą, ocierały o siebie nawzajem - pot pryskał we wszystkie strony. Obcisłe stroje zlewały się z ciałem, zwiewne sukienki koktajlowe falowały ogromnymi na nich kwiatami, garnitury raziły taniością. Wszystkie melodie wygrywane przez radio gdzieś stojące w kącie huczały pod czaszką doprawione błahymi rozmowami, fałszywymi wybuchami śmiechu i nieprzystojnym odgłosem mlaskania z toalety. Kwaśny zapach potu zawierał w sobie kobiece perfumy i wody kolońskie mężczyzn. Alkohol samą wonią uderzał do głowy.
Zamrugał otumaniony, zszokowany - rzeczywiście poczuł się niczym w zoo.
Oblizał spieczone wargi, przesuwając powoli wzrokiem po obojczykach tańczących ludzi, a potem jego wzrok spoczął na oczach towarzysza przy stole.
Vincent zupełnie nie rozumiał angielskich słów wydobywających się zbyt szybko z przejętego gardła, ale wyraz tych oczu mówił w zasadzie wszystko. Był rozgorączkowany. Nieprzewidywalny.
Boże - chciał wolności, a zamknęli go w zoo!
Drgnął gwałtownie, gdy szklanka wylądowała na podłodze. Cofnął się, patrząc na zielone szkło kładące się na wyszorowanej podłodze ostrymi końcami ku górze.
- Nie szkodzą - wymamrotał tylko cicho. - N'importe... Wy...padek? Tak, wypadek.
Zamrugał jeszcze, zamierając w pozycji z ostatniej sekundy.
Wybuchnął śmiechem. Śmiał się ze swojej nieporadności języka, ze skurczu krtani, jaki wywoływały angielskie słowa, ze strachu, przez Jej Wysokością, zaskoczenia wybuchem sąsiada, głupich decyzji, zła na świecie, z zabijania zwierząt dla rozrywki, z ludzi, którzy mieszkają w butelkach (tak powiedział?), a przede wszystkim z siebie. Jako całości. Bo czy on żył? Nie, raczej nie. Raczej oczekiwał, tęsknił.
Vincent zwijał się ze swojego szczerego, wcale nie złowrogiego, śmiechu nad roztrzaskaną butelką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 2:08 pm

- Dlaczego się śmiejesz... - Kiki poczuł się bardzo upokorzony, oto właśnie po raz pierwszy w życiu zrobił coś spontanicznego, a ten chłopak uznał to za żart, kelnerka po raz kolejny przewróciła oczami i znudzona postawiła przed nim szklankę wody ("na ochłoniecie, kotku"), a wielobarwna masa ludzi wiła się i jęczała, jak przedtem - właśnie stłukłem metaforę na swoje życie... jesteś bez serca, każdy inny... choć trochę by się przejął! Bezduszny... bez serca - przełknął, jakaś dziwna masa utkwiła mu w gardle i otarł twarz rękawem, chyba spociły mu się oczy.
Obracał szklankę wody w dłoni. Wyobraził sobie, ze rzuca nią w ścianę za barem i jak butelki, wszystkie szklanki i kieliszki zlatują z półek, stuk stuk trzask, jak domino.
- Kiedy umrę... na moim grobie wyryją Kiki, bo nikt nie zna nawet mojego pełnego imienia... ale ciebie to oczywiście nie obchodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 2:36 pm

Ton jego głosu urwał śmiech - dzwonił jeszcze w uszach, ale za kilka sekund miał przejść do historii. Ton jego głosu ścisnął boleśnie klatkę piersiową chłopca. Vincent podrapał się po bliźnie na szyi i oblizał wargi. Upił łyk z małego kieliszka - gorąco momentalnie rozlało się po przełyku.
Nie za bardzo rozumiał (i chwała na wysokościach!), jednak wywnioskował, że zrobił coś bardzo głupiego. Niewątpliwie złego. Że przebywając w zamknięciu tyle czasu, przebywając z nie-ludźmi, zapomniał, jak rozmawiać z ludźmi.
Przełknął parzącą ślinę, nie wiedząc, gdzie podziać oczy. Zawstydzony własną reakcją, zagryzł wargę.
Bez serca.
To dziwne, bo coś waliło mu w piersi nieopisanym wręcz BUM BUM, miał wrażenie, że ociera się nieprzyjemnie o żebra, próbuje rozedrzeć tkankę, kości i skórę. Skoro to nie serce, to co?
Znów podrapał bliznę, zakłopotany. Dobrze, że czerwona (niemal sina) twarz sąsiada nikła w szarych kłębach dymu papierosowego - nie zniósłby chyba jego spojrzenia. Nie mógł już głosu, a co dopiero spojrzenia.
- Je suis désolé - mruknął zdławionym głosem, mimowolnie zakrywając ranę na szyi. - P-przy...kro? Przykro mi, oui - dodał po chwili zadumy nad słowami, które zamierzał wypowiedzieć.
Ratowanie sytuacji banalnością chyba miał we krwi. Chciał, bardzo chciał powiedzieć, że ma serce, że ma duszę (nieważne jak bardzo byłaby okaleczona), że imię to tylko nazwa. Że czuje, myśli i działa podobnie jak on. Że to wszystko tworzy mętlik w jego głowie, że nie może przez to wszystko określić dokładnie kim jest, jakie może cechy sobie przypisać. Chciał, ale nie potrafił. Nie znał odpowiednich słów, żeby to opisać. Ani gestów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ilia Koikov

avatar

Liczba postów : 70
Join date : 29/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 2:55 pm

Od pełni minęły dwa dni, a Ilia był tak samo zmęczony jak zaraz po przebudzeniu. Włóczył się po ulicach Fallentown, szukając czegoś nieokreślonego. Nie, po prostu chodził, w bawełnianej czapce z napisem: Marines, z butelką taniej wody mineralnej, schowanej pod żółtą gumową kurtką. Siedział w Centrum, patrząc na grupki pijanej młodzieży, poszedł pomiędzy bloki, ale słyszał jedynie krzyki kobiety i ujadanie dużych i mniejszych psów. Potem posiedział chwilę w parku, gdzieś między krzakami, rysując patykiem koła i krzyżyki. W parku było bardzo, bardzo cicho. Nikt nawet przez niego nie przechodził. Ilia patrzył na gwiazdy, ale zmarzł. Podniósł się z lepkiej ziemi, otrząsnął i tak brudne spodnie, przeszedł przez ścieżkę.
Przyciągnęło go światło w jedynym pubie. Unikał takich miejsc. Bardzo nie lubił pijanych ludzi, nienawidził ich zapachu i tych brzęczących głosów. Miał jednak w kieszeni parę dolarów, a już nie pamiętał, kiedy pił gorącą herbatę. Bolały go również zmarzłe nogi i stopy, które były mokre przez dziurawe przy podeszwie buty. Popychając drzwi ramieniem, pomyślał jeszcze raz, że będzie musiał kupic sobie nowe, najlepiej z twardymi podeszwami. Trampki są zbyt delikatne. Wszedł i rozejrzał się po pomieszczeniu, wyciągnął spod kurtki pustą butelkę i wyrzucił ją do kosza na śmieci.
Podszedł do baru i zamówił herbatę, z cytryną i dużą ilością cukru, taką jaką mama mu robiła jeszcze w Rosji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kiki Hughes
Admin
avatar

Liczba postów : 96
Join date : 16/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 5:42 pm

- Mnie tez jest bardzo przykro. A ty chyba nie powinieneś już pic, wcale nie cie nie rozumiem - przesunął szklankę w kierunku chłopaka, masz pij, a sam poprosił kelnerkę o "więcej tego zielonego", obrzuciła go pogardliwym spojrzeniem, oblizała usta z resztek gumy balonowej i poprosiła o dowód - Proszę - podetknął jej plakietkę pod nos - dziewiętnaście lat, od roku moje ciało powoli umiera i się dezintegrowywuje... dez, dezi.. dezintegruje, za parę lat zaczną się bóle pleców i stawów, zaczną wypadać włosy... - kelnerka podała mu alkohol i odeszła pospiesznie, zwrócił się wiec do chłopaka, który mówił w marsjańskim języku - nikt mnie nigdy nie pokocha, bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy, bardziej zadbany, bogatszy... zabawniejszy... chciałbym chociaż umrzeć... tak... tak... poetycko... jak na wojnie... bum.. bum...tratatata - wziął kilka łyków morskiego trunku i zaczął imitować dźwięki karabinu maszynowego, położył się z powrotem na barze z szeroko otwartymi oczami - trafiony, zatopiony...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://upadli.forumpl.net
Vincent

avatar

Liczba postów : 91
Join date : 25/07/2010

PisanieTemat: Re: Pub Mischief   Nie Sie 22, 2010 6:06 pm

Vincent z przestrachem obrócił się, by zobaczyć drzwi frontowe - uspokoił się, gdy okazało się, iż to tylko jakiś chłopiec w żółtej kamizelce - a gdy na powrót zwrócił się do sąsiada przy barze, pod nosem miał szklankę z wodą. Gdy chłopiec odwrócił się do kelnerki, szybko wlał resztę wódki do otrzymanego naczynia. Upił łyk, a chcąc być uprzejmym, rozciągnął wargi w, jak mniemał, neutralnym uśmiechu.
Nieznajomy chłopiec znów zwrócił się do zdezorientowanego jego, a więc uśmiechnął się zachęcająco. Alkohol w jego oczach wprost wybuchał mikroskopijnymi iskierkami światła. Świetlisty wzrok, poplątany język...
Mówił coś. Szybko, szybko, szybko. Dziewiętnaście lat. Blablabla. Umrzeć. Plepleple. Jak na wojnie. Tratata.
Vincent drgnął znacząco. Chciał go zastrzelić? Nie tak miał umrzeć!!
Ale nie o to chodziło. Odetchnął więc.
- Hej? - Dotknął delikatnie jego łokcia, teraz będącego tak blisko, iż nawet nie musiał wyciągać dłoni. - Nie umierać, ty. - Zmarszczył brwi. - Hej, hej, hej! - Wymyślić coś, coś, co go poderwie do góry. Myślał gorączkowo, ale chyba stracił swoją moc myślenia, bo nie mógł nic wymyślić. Trafiony zatopiony... co to znaczy? Nieważne, potrząsał niezbyt mocno jego ramieniem.
Na świecie jest wiele pięknych rzeczy. Nie warto umierać przed czasem. Warto... czekać?
Jego młoda duszę chroniono przed nihilizmem.
- Stań w... nombre... kolejce? - wykrztusił, przestając tarmosić rękaw bluzki, ale wciąż go dotykając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pub Mischief   

Powrót do góry Go down
 
Pub Mischief
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: