Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Klify (stare posty)

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 7:08 pm

Valerija od kilku stuleci ceniła samotne spacery. Nic więc dziwnego, że jej ulubionym miejscem w Fallentown stały się piękne, bezludne klify. Wampirzyca odwiedzała to miejsce niemal każdego wieczoru. Siadała lub kładła się na chłodnych skałach i zamykała oczy. Szum wiatru oraz wody, w połączeniu z dźwiękami rozbijających się fal, tworzyły jedyny i niepowtarzalny koncert. Zdarzały się nawet dni, kiedy do brzegu przybijali soliści - mewy i rybitwy. Valerija w szczególny sposób odprężała się i uspokajała przy dźwiękach natury. Każdy taki, darmowy koncert podsumowywała półminutowymi brawami.
Tego wieczoru również przybyła na klif. Zgodnie z jej przeczuciami nad wodą było znacznie więcej solistów niż zazwyczaj. Do codziennego koncertu dołączono więc dodatkowy instrument, brzmienie ptasich skrzydeł. Wampirzyca rozpuściła czarne włosy, które momentalnie zaczęły wirować na porywistym wietrze, wiejącym od strony lądu. Chwilę później zsunęła ze stóp czarne szpilki i odrzuciła je pół metra za siebie. Ułożyła dłonie w linii bioder, wyprostowała plecy, skrzyżowała ze sobą stopy i delikatnie odchyliła głowę do tyłu. Wiatr delikatnie pieścił jej skórę, jednocześnie dyrygując ptakom i falom. Zastygła w takiej pozycji. Było idealnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 10:28 pm

- Och, droga pani, niech pani więcej tego nie robi! - Dobiegł ją zza pleców lodowaty głos, śmierdzący na odległość rozkopanymi grobami. - Ktoś mógł dostać tym niewątpliwie uroczym obcasem w oko, a nie chce chyba mieć pani kryminału na głowie...
Ku niej sunęła czarna postać w kapeluszu, podpierająca się na laseczce i trzymająca w dłoni parę czarnych pantofli na obcasach.
Kuśtykała dość znacznie.
- Proszę, zgubiła pani. - Podał jej buty (wydawał się zmęczony wędrówką, jednakże nie dyszał, nie spocił się), uśmiechając się ni to przyjacielsko, ni zimno. Tego typu uśmiechy jednak trudno się identyfikuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 10:49 pm

Valerija nieznacznie drgnęła na dźwięk pierwszych słów, które wypłynęły z ust mężczyzny.
- Przepraszam - powiedziała, uświadomiwszy sobie, że niechcący mogła uderzyć spacerowicza. - Nie spodziewałam się tutaj nikogo o tak później porze.
Zmieniła pozycję do siadu tureckiego i odebrała swoje pantofle od mężczyzny. Ułożyła je obok siebie i zadarła głowę, by spojrzeć na jegomościa. Jego twarz spowita była beżową chustą. Valerija mogła więc dostrzec jedynie oczy mężczyzny, które zdawały się wyrażać lekkie zmęczenie.
- Pierwszy raz pana tutaj widzę - rzekła kobieta, po czym spojrzała w dal i przymrużyła powieki. - Niech pan usiądzie i posłucha tego cudu natury.
Pochyliła głowę i przyłożyła dłonie do policzków. Miała głęboką nadzieję, że mężczyzna nie zakłóci stanu błogości, w którym trwała już od kilku minut. Wyglądał na osobę, która ceni sztukę, a to co aktualnie działo się wokół niej niewątpliwie zasługiwało na miano sztuki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 11:02 pm

Uchylił przed nią kapelusza i bez słowa zasiadł obok, ówcześnie rozkładając na wilgotnej ziemi chustę wyciągniętą zamaszystym ruchem z butonierki. Gestem jeszcze, niemo, zapytał, czy może towarzyszka nie chciałaby usiąść na czymś o niebo czystszym, jednak zignorowała go.
Ułożył laskę obok i z wielkim trudem usiadł. Wyprostował lewą nogę i przytrzymał dłońmi w skórzanych rękawiczkach - bolała. Syknął cichutko, kiedy zahaczył obcasem buta o wystające coś. Wampira dawno nic nie bolało, więc wiadomym jest, iż było to odrobinkę uciążliwe.
Z trudem wsłuchał się w szum fal, w kruszenie się skał, w trzepot skrzydeł i irytująco skrzekliwe mewy. W wątpliwą harmonię natury, aczkolwiek wielce poukładaną, przemyślaną. Zamknął oczy - była to wprost wyborna symfonia, biorąc pod uwagę to rzępolenie, na którym miał nieprzyjemność przesiedzieć wczoraj aż godzinę w operze Fallentown.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 11:14 pm

- Co pan słyszy? - szepnęła.
Otworzyła powieki i utkwiła wzrok w skrawku odsłoniętej twarzy przybysza. Dla wielu ludzi takie pytanie mogłoby się wydawać zaawansowaną psychologią, ale Valerija nie bała się polemizować na ten temat z siedzącym obok niej osobnikiem. Aparycja mężczyzny zdradzała jego kulturę i obycie. W Fallentown nie było zbyt wielu mieszkańców z którymi można porozmawiać na inne tematy niż meteorologia czy drinki. Skoro już pozwoliła sobie na cudze towarzystwo, zamierzała to wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 11:23 pm

Co słyszy?
- Och, zwyczajnie... - nie otwierał oczu, mówił jakby przez ból nogi - szum morza, krzyk mew, fale rozbijające się o kruche skały, przepływ powietrza obok mego nosa, pająk chyba przebiegł gdzieś w trawie, ale... czyż tej zwyczajności nie można nazwać prostotą? A czasem prostota okazuje się być pięknem, którego pożądamy po nasyceniu się pięknem sztucznym, bogatym. Prostota jest wytchnieniem dla duszy... ach, szkoda, wielka szkoda - westchnął niespodziewanie, po czym podjął na nowo: - Ach, no oczywiście! Słyszę jeszcze pustkę w pani sercu, mam dobry słuch?
Uchylił powieki i spojrzał na nią intensywnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 11:44 pm

Jej źrenice znacznie się rozszerzyły. Zapach rozkopanych grobów, bijący od mężczyzny, od kilku chwil sugerował jej pewne tory myślowe. Pająk w trawie? Przepływ powietrza? Aż tak dobrze wyostrzone mamy zmysły?
- Pustka w sercu to bolesny odgłos, który potrafi odbijać się echem w duszy przez całe stulecia - odpowiedziała z pełną świadomością rasy swojego rozmówcy. - Istnienie mojego serca jest dość wątpliwe, czego zapewne pan już się domyślił. W takim przypadku czyż można wspominać o pustce? A może owa pustka jest właśnie tym brakiem?
Bez najmniejszego wysiłku przetrzymała jego intensywne spojrzenie. Zastanawiała się czy teraz, w momencie kiedy został zdemaskowany, odsłoni twarz. Mewy strzegą takich tajemnic, Valerija niejednokrotnie się już o tym przekonała. Ignorując więc ptaki, które zaangażowane były w przybrzeżny koncert, byli całkowicie sami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Nie Sie 15, 2010 11:59 pm

Uśmiechnął się.
- Poprzez słowo pustka rozumiem pustkę. Brak czegoś określonego. A serce pani ma niewątpliwie... tylko zapewne nie jest to serce w podświadomym tego słowa znaczeniu. To raczej, zepsuty, zasuszony, skarlały organ, w którym brzmi pustka. Tak, zupełnie niepotrzebny organ. Ta pustka, którą czujemy przez całe nasze istnienie. To smutne, nieprawdaż?
Noc odznaczała się także cykaniem świerszczy... daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 12:17 am

Valerija spojrzała na wodną toń, zmąconą pieniącymi się falami. Uśmiechnęła się i i delikatnie wzruszyła ramionami.
- Czyż można odczuwać smutek w tak cudownym miejscu? - odparła pytaniem na pytanie. - Nie jestem w stanie odczuwać żadnych negatywnych emocji, mając świadomość, iż mogę w ten sposób spędzić całą wieczność. Czas jest największym wrogiem ludzi. Nasi przodkowie już dawno go przezwyciężyli. Przeciętny śmiertelnik ma zbyt wiele obowiązków, by przyjść nocą tutaj, na klif. My możemy pozwalać sobie na taki rarytas każdego wieczoru. Czy w tej perspektywie bicie serca stanowi jakąkolwiek wartość?
Niebo przejaśniało się. Księżyc z każdą chwilą wchodził w interakcje z coraz to jaśniejszymi gwiazdami. Valerija położyła się, zakładając wcześniej ręce za głowę. Kącikiem oka spojrzała na Wampira. Wprowadziła go w nastrój zadumy, czuła to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 12:25 am

- Cóż, to prawda, mamy więcej czasu. Ale czyż to nie wspanialsze, gdy powiedzmy pijesz kawę, myśleć o tym, iż to być może ostatnia taka kawa? Czyż to nie piękniejsze czuć ciepło, szczękać zębami, obserwować pot na swej rozpalonej skórze? Czy to nie wspanialsze, iż człowiek umrze, zniknie zanim ten widok znudzi mu się? Żyję tyle lat... szukam wciąż nowego piękna. Jednak jego ilość wciąż się kurczy, wciąż śmiertelnicy wymyślą coś zimnego, coś skutego lodem, coś niewątpliwie brzydkiego, co ma za zadanie zniszczyć piękno, pewne, niezmienne piękno. A inne rzeczy? - ach, wszystko już było! Jestem pewien, iż ta mewa pojawiła się podczas połowów w 1241! Ten pająk? Zabiłem identycznego, wijącego pajęczynę w dekoltce markizy X w XVII wieku, w Lyonie bodajże! - Odwrócił wzrok, patrząc na roziskrzone morze, w którego wzburzonej tafli przeglądał się księżyc. - Marność nad marności. Wszystko było. W kosmosie jest ograniczona ilość dusz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 12:46 am

- Mylisz się - zwróciła się do niego z uśmiechem. - Zaszufladkowałeś świat będąc naocznym świadkiem postępu cywilizacji. Rozumiem twoje rozżalenie, ale nie wolno nam wszystkiego kategoryzować. Pomiędzy pięknem a brzydotą jest prawdziwy ogrom estetyki. Nasze wyobrażenia z biegiem lat przekształcają się, nadając z pozoru tej samej mewie i temu samemu pająkowi całkiem nowego znaczenia.
Pozwoliła aby jej powieki ponownie opadły i delikatnie rozchyliła usta.
- I ta rozmowa... - zaczęła szeptem. - Czy kiedykolwiek taką odbyłeś? Otwórz szufladę. Przed tobą miliony doznań, możesz poznać je wszystkie. Doceń to.
Valerija w tym właśnie widziała wyższość swojej rasy nad ludźmi. Owszem, i w bycie krwiopijców zdarzały się troski czy chwile słabości. Ale istoty jej pokroju miały wieki, aby te słabości przezwyciężyć. Kobieta niemal nie dostrzegała wad swojej egzystencji, ale było jej z tym dobrze. Nawet nie spodziewała się, że ta noc może okazać się tak przyjemną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 1:21 am

Uśmiechnął się z uznaniem. Szanował zdanie innych wampirów, choć nigdy nie odstąpił od swojego. Tego właśnie, między innymi, nauczyło go bycie wampirem. A był kiedykolwiek człowiekiem?
Spojrzał na nią intensywnie - ocenił ją na nie więcej jak pięćset lat.
- Moja droga, kategoryzowanie świata to domena istot wyższych. Ludzie kategoryzowali świat i sama zobacz, co im wyszło, dlatego też to my teraz powinniśmy powiedzieć: to jest mewa, innej nie będzie. Ponoć nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki, gdyż zmienia się światopogląd człowieka (wymyślił to człowiek, istota śmiertelna, która mogła nie dożyć styku tych samych wydarzeń Wielkiego Okrążenia), jednakże pająk zawsze jest tylko pająkiem. Zawsze ten sam: włochaty, z ośmioma odnóżami, z odwłokiem. Czy on się zmieni, gdy ja się zmienię? Och nie! Zawsze będzie insektem, którego byle wiatr może strącić z klifu. Zawsze ten sam, niezmienny, stały.
Przełożył nogę, zaczynała drętwieć. Ból napędza toki myślowe, to dobrze.
- Ta rozmowa... odbyłem dwie podobne, jednakże nigdy z tobą, moja droga. Ale - czy ma to jakieś znaczenie? Czy mam zachwycać się czernią twoich włosów, która zlewa się z nocą? Widziałem takie włosy. Nie twoje, acz innych kobiet, jednakże włosy zawsze będą tymi samymi włosami. Szufladek w moim jestestwie jest coraz mniej, w twoim... zgodzę się... jest ich więcej, ale kurczą się. Zabije je nuda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 11:34 am

Valerija westchnęła cicho i ponownie przybrała pozycję siedzącą. Otuliła się szarym płaszczem i zagarnęła włosy na prawą stronę szyi. Być może ta drastyczna odmienność światopoglądów miała swe źródło właśnie w różnicy wieku. Valerija jako Wampirzyca dopiero uczyła się życia w społeczeństwie. Ponad trzysta lat swego istnienia spędziła samotnie, zamieszkując dzikie, bezludne obszary. Z ludźmi miała styczność jedynie podczas polowań. Po sprowadzeniu się do Fallentown wszystko uległo diametralnej przemianie.
- Zgodzę się z panem, że pająk prawdopodobnie nie zmieni się fizycznie na przestrzeni kolejnych lat, aczkolwiek nie lekceważyłabym ewolucji - postanowiła kontynuować dyskusję. - Ale niegdyś takiego stawonoga pan zabił. Mogę więc przypuszczać, że był pana wrogiem. Kilka minut temu zachwycał się pan jego cichym przemarszem w trawie. Są to dwie zupełnie sprzeczne sytuacje z udziałem tego samego pająka... A to, iż nie jest pan w stanie zachwycić się moimi włosami tańczącymi na wietrze, cóż muszę to zrozumieć.
Przygryzła wargę i energicznymi ruchami nadgarstków wytrzepała palce ze skalnych drobinek.
- Valerija - przedstawiła się, wysuwając dłoń w kierunku mężczyzny.
Mewy zaczynały zbliżać się do nich na coraz bliższą odległość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 8:40 pm

- Valerija...? - powtórzył za nią wyczekująco, bo któż poważny przedstawia się tylko imieniem? Zignorował jej dłoń. Po chwili namysłu jednak kiwnął głową wampirzycy, uchylając nieznacznie kapelusza: - Książę Renard Malęszewski, bardzo mi przyjemnie zamienić z panią tych kilka słów, ulotnych słów, które zapewne nigdy nikt już nie wypowie, w tym morzu godzin, oceanie sekund... - Zawiesił głos, uśmiechając się.
Wyszczerzył kły, przenosząc wzrok na pieniące się morze. Któż to wie? - może czeka ich burza, sztorm, a żeglarze zatopią swe umysły w grogu?
- Ewolucja? - podjął poprzedni temat rozmowy w szumiącej przyjemnie w uszach ciszy. - Nie jestem tak stary, by pamiętać, jak wyglądały pająki przed wyewoluowaniem. Ba, sama ludzkość nie jest tak stara. I zapewne nie przetrwa tak długo, by obserwować, cóż z tych owadów wyniknie. Dlatego czynnik ewolucji uważam za nieistotnie poruszony w tej dyskusji - powiedział to zwyczajnie, jakby stwierdzał fakt. Wampiry nie przywykły do kłótni, nawet te najmłodsze szybko uczyły się, iż to bezowocna paplanina jęzorów. Co było tak niespotykane wśród głośnych ludzi! - Cóż... pająki. Przyznam szczerze, iż nie pamiętam, kiedy ostatnio zabiłem tego pożytecznego, acz brzydkiego insekta (smutne stworzenia, nie sądzi pani?), być może uczyniłem to z roztargnienia lub przypadku. - Zaznaczył to, jakby miało jakiekolwiek znaczenie. - I nie, och nie!, źle mnie pani musiała zrozumieć, bardzo przepraszam za to, ponieważ powiedziałem, iż spacer pająka również składa się na prostotę, która potrafi zachwycać. Nie zachwycałem się samym pająkiem, a nim jako elementem pewnej całości. To zupełnie coś innego! Pająki ni są mymi przyjaciółmi, ni wrogami - znudziłem się kategoryzowaniem świata w ten sposób. Zawsze uważałem pająka za część natury, organizm żyjący koło mnie, który ma swe miejsce wśród tego zgiełku. Wybacz, jednakże żyję w beznamiętnej obojętności...
Zamyślił się, zastanawiając, czy powiedział wszystko, co zamierzał, a także czy to, co powiedział, nie zamroczył ból nogi. Renard poczuł się nagle niezrozumiale dla żadnego śmiertelnika upokorzony - czyż on kiedykolwiek myślał nad tym, czy jego słowa są wystarczająco zrozumiałe?
- Och, moja droga - podjął po chwili z większym entuzjazmem, jakby nagle coś sobie przypominając - zachwycam się czernią pani włosów jak za pierwszym razem, gdy zobaczyłem podobne!
Oblizał kły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 9:23 pm

Niewątpliwie Renard mówił zrozumiale, jednak od połowy jego wywodu Valeriję strasznie rozpraszała rybitwa, krążąca ponad ich głowami. Cienie jakie stwarzała były nader irytujące. Ostatnie zdania mężczyzny, przelatywały przez jej umysł jak przez pusty obszar, zlewając się z powietrzem wypełniającym bezmiar przestrzeni. To co mówił odbierała już jedynie wzrokowo. Chusta wygięła się pod wpływem pracy języka. Kiedy tylko skończył, wampirzyca momentalnie przykucnęła, po czym z całej siły odbiła się bosymi stopami od skał, wyskakując trzy metry w górę. Błogie odgłosy natury zostały na kilka chwil zastąpione krzykiem przerażonej rybitwy, która właśnie została schwytana w silne ramiona kobiety. Dziwnym mógł się wydawać sposób, w jaki wampirzyca "opadła" na kamienistą powierzchnię. Zrobiła to z niebywałą gracją i lekkością. Po dziesięciu sekundach Valerija znów siedziała obok swojego rozmówcy, gładząc zmoknięte pióra ptaka.
- Renardzie - zwróciła się do niego intensywnie nad czymś myśląc. - Czy księgarnia na Convict Hill Road nie jest przypadkiem twoją własnością?
Valerija niejednokrotnie idąc do "The Cellar under the Talons", wybierała drogę od strony centrum, co bezpośrednio łączyło się z potrzebą wyminięciem księgarni. Zaglądając do wnętrza przez szyby, często widywała wysoką postać w kapeluszu, pląsającą między regałami. Do tego dochodziły dosyć groteskowe godziny otwarcia oficyny. Valerija w zgrabny sposób połączyła fakty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 9:53 pm

Obserwował ten popis z głęboką bruzdą rysującą się między brwiami. Cóż to było? Brak cierpliwości na ostre dźwięki, a może zuchwały pokaz siły? Pierwsze rozumiał, jednakże drugą możliwością odrobinę się zaniepokoił. Wampiry to stworzenia raczej lubujące się w samotności, nie przepadające za osobnikami tej samej rasy, aczkolwiek obdarzające się nawzajem chłodnym szacunkiem, trzymające się na dystans. To bezpieczny, sensowny układ.
Tutaj jednak wszystko było inaczej. W tym mieście, gdzie nawet ludzie to potwory...
Spojrzał nieufnie na przerażonego ptaka. Dał sobie chwilę czasu, by zdecydować, co odpowiedzieć na pytanie, wyciągając ku niemu rękę i nim wampirzyca zdołała zareagować, ukręcił mu łebek. Ostatnio żywił do innych wampirów chorobliwe wręcz uczucie ostrożności, choć ona nie wyglądała na jedną z Nich. Ale mogła być też dobrą aktorką. Kto tam wie te kobiety? Mają miliony twarzy - wszystkie poznał, jednakże którą przyodzieje w danej chwili? Chyba tylko On wie.
Bólem odezwała się potraktowana brutalnie srebrem noga - czas rekonwalescencji to zapewne kilka tygodni, a morskie powietrze było tak kojące... Musi tu częściej przychodzić. Może z Vincentem?
- Tak, to moja księgarnia - powiedział w końcu, a jego głos zabrał skrzeczący krzyk mew, kierując go w stronę wampirzycy. - Gratuluję przenikliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 10:40 pm

Valerija przez dłuższą chwilę trzymała przy łonie martwego ptaka. W momencie kiedy usłyszała odpowiedź na pytanie, chwyciła rybitwę za kark i przenosząc ją w powietrzu łukiem, wypuściła z dłoni tuż nad kolanami Renarda.
- A więc trafiłam - powiedziała, zagadkowo się uśmiechając.
Jednym prostym zdaniem podsumowała dwie sytuacje. Czy coś takiego miało już kiedyś miejsce? Ależ nie! Była pewna, że zdechły ptak po raz pierwszy spada na spodnie Renarda. Cała teoria o powtarzalności zdarzeń legła w gruzach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Pon Sie 16, 2010 11:00 pm

Uśmiechnął się z satysfakcją, z uznaniem kiwając głową. Głupie, młode wampiry...
Podpierając się grzęznącą w rozmokłej ziemi laseczką, począł nieudolnie wstawać z ziemi. Drugą ręką przytrzymywał cierpiącą nogę. Głupie, niebezpieczne wampiry...
- Cóż, na mnie już pora. Dobranoc, Valerijo. - Uchylił jej kapelusza, pozostawiając z martwym ptakiem. Atrapą zwycięstwa.
(jeśli ma choć trochę rozumu, w końcu przypomni sobie jego słowa)
Pokuśtykał w dół zbocza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Wto Sie 17, 2010 12:09 pm

Z narastającym niepokojem patrzyła na oddalającego się wampira. Czuła, że niechcący go rozdrażniła. Nie chciała, by tak odebrał jej zachowanie. Możliwe, że sama pogubiła się w swoich poglądach, usiłując jedynie postawić na swoim. Przeniosła wzrok na zdechłą rybitwę. O co właściwie chodziło z tym ptakiem? Wstała ze skalistego dywanu, chwyciła martwe zwierzę za nóżkę i rzuciła je daleko w morską toń. Z klifów zerwało się stado rybitw, by towarzyszyć "bratu" w tym ostatnim locie. Powietrze zostało przedarte przez dziesiątki ptasich wrzasków. Velrija założyła buty, wsłuchując się w nadmorski chaos . Ostatni raz spojrzała w kierunku morskich głębi, by w nastroju głębokiej zadumy opuścić klify. Tej nocy nie było już żadnych braw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natanael Maveth

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 19/08/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Sob Sie 21, 2010 3:59 pm

Półpora.... tak ów atmosferę, wraz z jej widokiem i zapachem opisał w duszy wampir.
Opisał ją pierwszym słowem, które mogło dodać jesiennemu morzu żywotności.
Bezkres wody, chłonący szarość zasnutego oparami nadchodzącego deszczu nieba i twarde skały klifu, po którym kroczył wysoki blondyn o włosach sięgających do pasa, w długim, czarnym płaszczu, u którego krawędzi widoczny był motyw róży, wyszyty złotą nicią. Falbany nieskazitelnie białej koszuli poddawały się bryzie, tak, jak pukle, okalające bladą twarz.
W smukłej dłoni trzymał kwiat róży. Sam jeden, bez łodygi, z płatkami tchnącymi świeżością.
Był zupełnie sam, nie licząc obarczającego go spojrzenia i obejmującego nieśmiertelną duszę dźwięku. Jednostajnego, wilgotnego bicia w przestrzeń. Tłoczenia Nektaru do sieci błękitnej, która wypełniała ciało życiem.
Arystokrata sprzed wieków przystanął.
Eleganckim ruchem nadgarstka sprawił, iż róża pokryła się wierzchem jego dłoni, by nikt jej nie mógł ujrzeć.
Wycelował spojrzeniem nienaturalnie jasnych źrenic w nadchodzącą sylwetkę. Stanął niczym posąg kamienny, nie różniąc się odeń najmniejszym drgnięciem.
Zaszeleścił płaszcz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maria "Daisy" Haas

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 20/08/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Sob Sie 21, 2010 4:16 pm

Maria w całkowitej ciszy wewnętrznej, w pustce czaszki prędkim krokiem spieszyła do miasta. Jedną dłonią podtrzymywała płaszcz przy podbródku, a drugą kurczowo ściskała w kieszeni kilka wilgotnych banknotów. Otuliła się prochowcem, czując jak pończochy pękają na stopach. Zgubiła swe buty gdzieś przy jakiejś półce skalnej, w którymś tam momencie. Nie miała czasu i tego specyficznego rodzaju odwagi, by przeszukać miejsce wykwitania cotygodniowego grzechu. Byłoby to jeszcze większą profanacją... A to w końcu tylko buty, a komfort duszy to jednak coś wartościowszego.
Odłamki skalne raniły jej stopy, pruły pończochy i parzyły zimnem białe palce. Ostry wiatr pochodzący od tak surowego i nieprzebytego morza podmywał swą wilgocią zgrabne kostki, sprawiał, iż na policzkach pojawiały się różowe rumieńce.
Ściemniało się - przyspieszyła kroku.
Stopniowo zalewająca okolicę ciemność, szum potężnego morza, dźwięk podmywanych żeber skalnych, a także wrodzona ludzka tęsknota za ciepłem odznaczająca się w podbródku mimowolnie wtulanym w kołnierz beżowego prochowca... to wszystko sprawiło, iż nie zauważyła czarnej sylwetki rysującej się na pustym horyzoncie, w ostatnim cieple promieni słonecznych, zakrytych już przez horyzont.
Dotarł do jej uszu krzyk rybitw.
Gdy zauważyła nieznajomego, najpierw pomyślała, iż to zwykła czarna chmura z niej kpi, przybierając ludzkie kształty. Pomyliła się jednak, a gdy to sobie uświadomiła, Maria Haas stanęła jak wryta. Obejrzała się gwałtownie przez ramie i uznała, że powrót byłby gorszym rozwiązaniem. Zwłaszcza że była na tyle blisko, iż tajemnicza postać zdążyła ją zauważyć. Wiedziała, po prostu to wiedziała - patrzyła wprost na nią.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natanael Maveth

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 19/08/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Sob Sie 21, 2010 4:32 pm

W rytm kroków bosych, zgrabnych, acz poranionych przez skały stóp - gdyż to zdążył już zauważyć mężczyzna, którego zmysły rejestrowały z kilkakrotną dokładnością - biło centrum uwagi. Widział teraz przede wszystkim krew, jednakowoż nie zdradził się z tym. Zbyt prozaicznym byłoby zaatakowanie napotkanej przypadkowo kobiety. Proces polowania należał do najprzyjemniejszych... Podczas którego obserwacja dostarczała wiedzy o charakterze ofiary. Uczta dla kogoś o skłonnościach psychiatry, z takowym też doświadczeniem.
Nie było jednak pewnym, czy to ona padnie ofiarą.
Na moment obecny stanowił syrenę o ludzkiej formie, nęcącą nie głosem, a sposobem poruszania się - w opozycji do zastygłego krwiopijcy. Zapach krwi nęcił go, roznosił wraz z morski wiatrem i wpadał w nozdrza.
Bezruch został przerwany, gdy Jego Utracona Miłość złożył powitalny ukłon w akompaniamencie leniwie uderzających o brzeg fal, odchylając przy tym połę płaszcza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maria "Daisy" Haas

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 20/08/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Sob Sie 21, 2010 4:53 pm

Maria zawahała się. Instynktownie puściła kołnierz płaszcza (jego poły rozwiały się, ukazując białą bluzkę i granatową spódnicę), by dłońmi móc się bronić przed ewentualnym niebezpieczeństwem, a stopy cofnęły kobietę może o krok, na pewno nie więcej. Gdy złożył ukłon, przygryzła karminową wargę, zbierając w usta ciemne pukle z misternie ułożonej dziś rano fryzury. Pasma wpadały do jej fiołkowych oczu, teraz wytrzeszczonych w intensywnym rozmyślaniu o cieple i zniszczonym tapczanie w salonie - o tym, jak dobrze by było wtulić się w jego twarde poduszki i wdychać zapach kurzu ze szczelin obicia.
Poprawiając na daremno fryzurę, przygładzając włosy i odgarniając je z wysokiego czoła, Maria, wbrew swemu instynktowi samozachowawczemu, podeszła do tajemniczego mężczyzny. W myślach nawet przytaknęła z uśmiechem w odpowiedzi na jego ukłon.
Miał w sobie... coś niewątpliwie... interesującego.
Pociągającego.
Kiedy tylko kobieta przyjrzała się dziwnej postaci, otworzyła nieznacznie usta w zdziwieniu. Czyż to właśnie nie jest książę z bajki? Dość awangardowy, to prawda, aczkolwiek... jakby z krainy wiecznego różu i białych jenorożców, które mogą dosiadać jedynie dziewice o jasnym licu i złotych włocach! Gdzie rosły tylko róże, wszystkich kolorów! Ekscentryczny, na pewno ekscentryczny. Stał wyprostowany w chmurze falujących, niewątpliwie jasnych włosów, ledwie dostrzegała zza tej kurtyny jego twarz. Wiedziała, że jest jednocześnie przerażająca i pociągająca - miał białą skórę. Ubrany być może w garnitur - nie była pewna, ciemność otaczała z każdej strony budząc niepokój, ale też i ulgę... w końcu dzięki temu on również nie mógł dokładnie jej dostrzec.
Po chwili przyglądania się osobliwemu mężczyźnie, przycisnęła jakby w rozpaczliwym akcie desperacji kołnierz prochowca do serca, zastanawiając się, którędy najlepiej będzie uciekać...
Dziwne uczucia budził w niej ten osobnik. Mieszane? - ach, to nawet nie było to. Jakby ktoś wziął białą i czarną tasiemkę i splątał je dokładnie - czerń i biel przenikające się, aczkolwiek nie tworzące żadnych szarości.
Słyszała obijający się echem po czaszce krzyk mew.
W oczach Marii Haas zapłonęła fascynacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Natanael Maveth

avatar

Liczba postów : 38
Join date : 19/08/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Sob Sie 21, 2010 6:02 pm

Jako drapieżnik, cechował się subtelnością. Jedynie oczy zdradzały drapieżność, gotową w każdym momencie wymknąć się z mocą, niewyobrażalną dla człowieka. Prześlizgnął się błękitem po jej oczach, skroniach - gdzie widoczne były dla niego żyły, niczym skaza pośród czystej bieli, następnie w dół. Wyprostował się, gdy na powrót wejrzał w źrenice kobiety. Dreszcz jeszcze rozbrzmiewał w percepcji Potomka Róży, jak nazywano go ze względu na wygląd. Dziwna melancholia ogarnęła go tej nocy, nie bez powodu. Bowiem tego dnia, w nocy, przeszło tysiąc lat temu narodził się powtórnie. Narodził się dla wiecznej ciemności i światła księżyca, dla gorącej krwi, takiej, jak pulsująca w żyłach ciemnowłosej kobiety. Widział, mimo gęstniejącego mroku, dojrzałość malującą się na jej twarzy. Zdawała mu się być różą w pełni rozkwitu, miękką, aksamitną, a jednak posiadającą siłę odbijającą się w fiołkowych oczach.
Ich spojrzenia się spotkały, po bladym obliczu przebiegło echo uśmiechu, dawnego, zapomnianego, lecz jeszcze tlącego się gdzieś w jego umyśle i ciele.
Zrobił jeden krok, kolejny, zaciekawione i zwinne, przy tym nieśpieszne. Szedł cicho, a może to szum wiatru zagłuszał odgłos jego kroków? Może huk fal uderzających o poszarpane skały nadawał mu dziwnej lekkości? A może po prostu w swym dawno wyzbytym ciepła ciele posiadał coś ulotnego, coś co różniło się zupełnie od piętna wieczności spoczywającego na jego bladym, wciąż młodym obliczu.
Na chwilę świat zamarł, wiatr ustał. Jasne pukle spłynęły w dół, jak gdyby w ogóle nie zostały ruszone. Ukazywały teraz bladą, niemalże porcelanową twarz mężczyzny, jego oczy wpatrywały się w stojącą przed nim Różę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maria "Daisy" Haas

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 20/08/2010

PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   Sob Sie 21, 2010 6:24 pm

Podeszła jeszcze parę kroków do tajemniczego nieznajomego. To dziwne - zagryzła wargę - czuła się niczym młoda, niedoświadczona muszka (kiedyś być może byłaby motylem...) opleciona lepką, srebrzystą siecią. On, czyli dostojny pająk, pociągał delikatnie za sznurki, zbliżał ją do siebie, by... wyssać krew, wyssać życie z biednej muszki, posilić się nią i wyrzucić truchło precz. Czułaby tylko jego osiem nóg na swym miękkim ciele. Delikatne muśnięcia i zapadanie się w sobie.
Stoczyć ciało ze skały.
Wciąż wpatrywała się w mężczyznę, wciąż z półotwartymi ustami. Włosy znaczyły czarnymi pręgami policzki o wyrazistych kościach policzkowych, wpadały do oczu. Kurczowo przyciskała kołnierz prochowca do piersi. Jeszcze kilka minut temu jej myśli całkowicie opętane przez te kilka banknotów w kieszeni i tapczan w mieszkaniu - teraz zastanawiała się tylko nad tym, czy mogłaby go dotknąć. I sprawdzić, czy nie jest fantasmagorią (jej tęsknotą i fantazją za intensywnością), iluzją stworzoną przez nadwrażliwą duszę Marii Haas.
Co za dziwne uczucie. Zupełnie jakby ktoś zaklął zdecydowanie przejrzałą księżniczkę...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Klify (stare posty)   

Powrót do góry Go down
 
Klify (stare posty)
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Stare Lochy
» Opuszczony dom
» Stare, spalone zeszyty Nailaha
» Stare magazyny JTC

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: