Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park.

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Victor Baret

avatar

Liczba postów : 106
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Sob Lip 31, 2010 4:40 pm

Hmm... Niech sobie posłucha. Jeśli coś jest nie tak, to zdradzi się. Na pewno.
Patrzył głęboko w oczy Valeriji. Jego hipnotyzujące spojrzenie zawsze działa, ale czy podziała na wampira, tego nie wiedział. Chciał ją uspokoić.
- Jest kilka dziwnych przypadków w mieście. Bardzo specyficzne morderstwa.
Nie chciał jej mówić wszystkiego, przynajmniej jeszcze nie teraz. Wampiry były jego wrogami, ale Valerija była inna, wzbudzała w nim zaufanie, ale jako łowca nie mógł się dać zwieść. Ta słabość do płci przeciwnej cię kiedyś wykończy Victorku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Park.    Sob Lip 31, 2010 4:58 pm

Valerija ze spokojem wysłuchała jego, krótkiej wypowiedzi, jednak szybko poczuła, że coś jest nie tak. Ona pytała, on nie mówił, a przynajmniej niewiele mówił. Dokładnie przyjrzała się jego ustom i oczom. Po chwili całkowicie zrzedła jej mina. Cholera, a więc to tak? Gramy w kotka i myszkę! Baret chce ode mnie informacji. Gdy zorientowała się, że Łowca ją przejrzał, przybrała pozę całkowitej obojętności. W głębi duszy wiedziała, iż dalsza rozmowa nie ma żadnego sensu, ale jakiś tajemniczy głosik prowokował Valeriję do kontynuacji tematu. A może się mylę? Może coś powie...
- Wiele zjawisk można nazwać specyficznymi, ale morderstwa? - zaczęła powoli, otualjąc się szczelnie płaszczem. - Na czym ta specyfika polega?
Dostrzegła, że Victor szuka w głowie odpowiednich słów. Zapanowało niezręczne milczenie. Myślał, intensywnie nad czymś myślał. Więc jednak jest uważny. Sięgnęła do kieszeni marynarki, by po chwili wyjąć z niej miętowe cukierki. Rozchyliła opakowanie i wyciągnęła rękę w stronę swojego rozmówcy. Sekundę, po wykonaniu tego gestu, poczuła krople deszczu, osiadające na skórze jej dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Victor Baret

avatar

Liczba postów : 106
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Sob Lip 31, 2010 5:04 pm

Powiem jej, nic mi nie szkodzi. Ale ostrożnie, bardzo ostrożnie. Był zły na siebie.
Spostrzegł, że podaje mu cukierka. Wziął go od niej. Zaczęło padać. Podniósł kołnierz płaszcza i uchylił jego jedną stronę na tyle szeroko, by Valerija mogła się pod nim schować.
- Wchodź. - powiedział. - Może pójdziemy na herbatę i przeczekamy deszcz. Rozgrzejesz się i będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Co ty na to? - uśmiechnął się do niej ciepło. Lubił ją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Valerija Stam

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Skąd : Ameryka Południowa / Fallentow

PisanieTemat: Re: Park.    Sob Lip 31, 2010 5:18 pm

Valerija spojrzała na Łowcę z błyskiem w oku. Poczuła, że będzie mówił. Była gotowa przystać na jego propozycję wypicia herbaty, ale te grzeczności...
Położyła dłoń na odgiętym płaszczu mężczyzny i przycisnęła ją do ciała Bareta.
- Dziękuję, Victorze - odrzekła grzecznie - Chętnie z tobą porozmawiam przy porządnej dawce kofeiny, ale nie jestem z cukru. Nie rozpuszczę się.
Postawiła śmiały krok do przodu, wyprzedzając go nieznacznie, ale jeszcze na chwilę odwróciła głowę by dodać z uśmiechem.
- Aczkolwiek nie raz słyszałam, że jestem słodka.
Odeszli, zamokniętą, ponurą alejką w stronę centrum.


Ostatnio zmieniony przez Valerija Stam dnia Sob Sie 07, 2010 12:49 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park.    Sob Sie 07, 2010 12:09 am

Patrzyła w swoje odbicie w małym stawie, który oświetlał księżyc. Uśmiechnęła się, choć gdy wpatrywała się w jego srebrną tarczę czuła niesamowity ból głowy. Miała jakieś złe przeczucie...
Nagle dostrzegła jaką postać. Smukłą. Spokojną. Stojącą bez ruchu. Podbiegła na tam na bosaka. Nie spodziewała się nikogo. Przystanęła troszkę. Był to chłopak. Widziała wyraźnie mimo ciemność. Może w jej wieku, a może trochę starczy... Nie wiedziała. Na jej ustach wstąpił uśmiech.
Powrót do góry Go down
Ilia Koikov

avatar

Liczba postów : 70
Join date : 29/07/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Sob Sie 07, 2010 12:25 am

Ilia wyszedł na spacer. Dłonie schował w kieszeniach jeansów. Kupił takie modne w jakimś lumpeksie topshopowe. Zobaczył cień dziewczyny. Uśmiechnął się do siebie, bo od razu uderzył w niego jej zapach. Ostatnio miał duże szczęście do spotykania dziwnych... ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park.    Sob Sie 07, 2010 12:27 am

- Cześć - uśmiechnęła się do niego, zaciągając rękawy sweterka, bo nie chciała aby przypadkiem zobaczył ślady na jej prawym nadgarstku. Stała teraz ramię w ramię z nim. Czuła bijące od niego ciepło. - Jestem Lydia - złapała jego dłoń radośnie.
Powrót do góry Go down
Ilia Koikov

avatar

Liczba postów : 70
Join date : 29/07/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Sob Sie 07, 2010 2:26 pm

Zmarszczył brwi, ponieważ poczuł się dośc dziwnie. Ludzie zazwyczaj nie podchodzą do niego na ulicy. W ogóle do nikogo nie podchodzą. Dobrze, ona nie była człowiekiem. Była wilkołakiem, ale to nie zmienia faktu, że miała dużo, bardzo dużo energii.
- Ilia - powiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park.    Sob Sie 07, 2010 5:37 pm

Zamyśliła się chwilkę, a potem znów uśmiechnęła, nie puszczając jego dłoni. Kilka razy powtórzyła jego imię w myślach, aby dobrze je zapamiętać. Może jeszcze kiedyś się spotkają, kto wie.
- Ładne imię - zdecydowała po chwili.
Powrót do góry Go down
Ilia Koikov

avatar

Liczba postów : 70
Join date : 29/07/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Pon Sie 09, 2010 1:39 pm

- Dziękuję - odparł. Spojrzał na jej dłoń i poczuł się przytłumiony jej entuzjazmem. Pokiwał parę razy głową. Zdecydowanie, a nawet przytłoczony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park.    Wto Sie 10, 2010 1:52 am

- Ładna noc, prawda? - zapytała z wyjątkowym entuzjazmem, siadając na trawie. Wpatrzyła się w księżyc, który wielkimi korkami zbliżał się do pełni. Uklepała trawę obok siebie, zapraszając gestem, aby też usiadł.
Powrót do góry Go down
Ilia Koikov

avatar

Liczba postów : 70
Join date : 29/07/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Wto Sie 10, 2010 8:53 pm

Wzruszył ramionami, widząc jej zachowanie i usiadł obok.
- Wolę noce niż dnie mimo wszystko. Jest spokojniej, jest lepiej. Mimo że... nie lubię pełni - powiedział, patrząc na nią wymownie.
Nie mógł zorozumiec jak dziewczyna, mimo tego całego bycia wilkołakiem mogła byc taka... radosna, entuzjastyczna, wręcz podniecona życiem. Dziwne, dziwne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Park.    Czw Sie 12, 2010 2:26 am

- Dlaczego nie lubisz pełni? - zaciekawiła się szczerze. Czuła dziwną więź z tym chłopakiem, ale nie mogła tego w żaden sposób wyjaśnić. Tak jakby był jej na prawdę bliską osobą.
Powrót do góry Go down
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Sro Wrz 15, 2010 10:12 pm

Satavius zadomawiał się w Fallentwon coraz bardziej: zwiedzał, badał i poznawał, przetwarzał w swój specyficzny sposób. Tym razem zapuścił się na długi spacer wgłąb parku i podciągnąwszy się na jedną z ławek rozsiadł się wygodnie. Już po chwili cały dał się wciągnąć w chaotyczne canto współczesnego życia rad z własnej odrębności i izolacji. Zaczynało kręcić mu się w głowie, gdy wyczuł drobna zmianę w najbliższym otoczeniu: coś niematerialnego jakby drgnęło wprawiając powietrze w drobne, rytmiczne drgania.
- Dobry wieczór. - powiedział cicho. Cokolwiek to było, wypadało się przedstawić.


Ostatnio zmieniony przez Satavius dnia Sob Wrz 18, 2010 7:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 11:58 am

Noc. Kochał noc - noc go podniecała, bo pod swym grubym płaszczem ukrywała wiele grzechów tego miasta, paradoksalnie odkrywając prawdziwą naturę ludzi. Dziką naturę. Rozkochany był w tym zapachu i dotyku aksamitności czerni.
Jasne światło latarniane rzucało na twarz Oscara głębokie, soczyste pręgi - nie wydobywały blasku z oczu, bo oczy miał zamknięte.
- Cii - upomniał zniecierpliwionym szeptem przechodnia. - Właśnie obcuję z naturą. Złą, brudną, brzydką naturą...
Przesunął palcami po korze drzewa, do którego mocno się wtulał, obejmując ramionami. Wtulił policzek w chropowatość pnia, czując żywą, bursztynową żywicę (soki witalne!) między palcami, między wargami. Sklejała go z drzewem, permanentnie - już wiedział, że kiedyś zrobi sobie pióropusz z liści drzewa, którego nawet nie znał nazwy. Wciągnął ostentacyjnie powietrze nosem, uśmiechając się. Zapach żywicy, kory, liści, zapach starości - Oscar kochał zapach, bo od tego kręciło się w głowie.


Ostatnio zmieniony przez Oscar dnia Czw Wrz 16, 2010 6:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 6:20 pm


- Niech nam ranek pochmurny nie świta, niech mój miły mnie o czas nie pyta, niech nas jeszcze dzień biały nie wita... Boże, cyt-cyt... Wkrótce wstanie świt... ! Pocałunek, daj mi ten, jedyny... nikt nie widzi prócz ptaków z gęstwiny... zazdrośnikom na przekór, na drwiny. Boże, cyt-cyt... Wkrótce wstanie świt. - wyszeptał niemal niesłyszalnie, wkładając w swe słowa delikatność i pasję-niespodziewane w ustach wampira emocje.

Satavius westchnął i wygładził wolno altembasową marynarkę. Kochał ten materiał, przywdziewał go jedynie na specjalne okazje, bo był dla niego, niczym nocne niebo... Gładkie, czarne, chłodne w dotyku i nieosiągalne w smaku... poprzetykane westchnieniami srebrnych nici splecionych być może z samych niespełnionych marzeń bogów.

Natura... brudna... ? Ach, te istoty. Obrażają siebie same,wszak natura spłodziła je wszystkie, istniała, nim pojawiła się jakakolwiek świadomość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 6:44 pm

- Boże, cyt, cyt, wkrótce wstanie świt! - powtórzył mrukliwie, nucąc na znaną sobie melodię, owiewając waniliowym oddechem popękaną, cierpiącą korę, bo krwawiącą żywicą.
Zaśmiał się dźwięcznie do drzewa, wtulając jeszcze mocniej policzek do pnia. Został w bezruchu z nieznacznym wygięciem warg, z bielą zębów błyskającą w świetle latarni.
Koniec, koniec słodkości na noc dzisiejszą. Zlizał w uniesieniu żywicę, płynącą obok jego ust.
- Podoba mi się - powiedział po chwili, całkiem zwyczajnie, otwierając oczy. - Boże, cyt, cyt, wkrótce wstanie świt!! - zaśpiewał więc z mocą, odskakując od drzewa i patrząc na nie niczym dumny artysta na swe arcydzieło.
Wytrzepał ręce z czarnego pyłu (popiołu, drzewa lubią płonąć), pozostawiając resztki kory przyklejone żywicą i potem do prawego policzka i szczęki. Na skórze czerwienia znaczyły się odciski. Wciąż się uśmiechał z szatańskim błyskiem w oku, kiedy podszedł do ławki, na której siedział nieznajomy. Obejrzał go uważnie, często pociągając nosem w charakterystyczny dla siebie sposób. Jakby wdychał najdroższe perfumy.
Po chwili oczy Oscara rozszerzyły się w ekscytacji, a sam Oscar zaklaskał w dłonie z radości.
- Wwwwampir! - wykrztusił, wypluł wręcz ze ściśniętego z podniecenia gardła - Jesteś wampirem! Tak strasznie cuchniesz! - musisz być wampirem!
Momentalnie przysiadł się, zbliżając twarz niebezpiecznie blisko nieznajomego mężczyzny. Oczy demona chłonęły oczy wampira.
- To cudownie - tchnął mu w końcu w usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 7:14 pm

Spuścił wzrok, omiótł ziemię szybkim spojrzeniem by znów skupić uwagę na mężczyźnie siedzącym obok.
Wziął głęboki, powolny wdech pochłaniając jego oddech i kontynuował szepcząc
- Mój kochanej jest słodki i miły... Usta moje gdy doń się zbliżyły słodki oddech z ust jego wypiły. - zbliżył się bardziej, jak w wierszu, do nieznajomego bezwonnym, zimnym oddechem owiewając jego szyję. Nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu - Boże, cyt-cyt... - w jego oczach igrał szelmowski błysk.


Ostatnio zmieniony przez Satavius dnia Sob Wrz 18, 2010 7:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 7:34 pm

Oscar podążył za tym zimnym wdechem mimowolnie (niczym kobieta wodzona za nos przez wyjątkowo drogie stroje), mrużąc oczy i niemalże kładąc się na wampirze, opierając dłonie na jego piersi. Po chwili musnął wargami jego lodowatych.
- Kto po wzięciu pocałunku, po dalszy ciąg nie sięga, godzien stracić to co zyskał, stary, głupi niedołęga! - wyrecytował radośnie, dając mu zabawnego prztyczka w nos i uśmiechając się rozbrajająco niewinnie.
Potem wzdrygnął się z zimna i odsunął, ukradkiem spoglądając na wampira.
Oparł się wygodnie, patrząc w niebo i mrużąc oczy pod blaskiem sączącym się z gwiazd i księżyca w pełni. Po chwili jednak znudził się, więc spojrzał z powrotem na wampira.
- Powiedz mi - podjął konspiracyjnym szeptem, ponownie nachylając się nad nim z tym łobuzerskim uśmiechem - jak to jest? Jak to jest nie mieć duszy? Być pustym? Zawsze chciałem o to zapytać, ale...
Nie dokończył, wpatrując się w bolesnym wyczekiwaniu w nieznajomego.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 8:15 pm


- Równie dobrze ja mogę o to zapytać ciebie... - odparł uśmiechając się szeroko, upiornie, urządzając jednocześnie palcom przechadzkę po brzuchu demona, wodząc wzrokiem za swoją dłonią. Gdy dotarł do jego policzka, oczyścił go z kilku kawałków kory. - Nie wiem, czy jest coś takiego, jak dusza, ale jeśli jej nie mam, to... No, czuję się świetnie i z chęcią jakąś komuś odbiorę! Może być zabawnie. - wykonał gest dłońmi, jakby obdzierał kogoś ze skóry, potem dusił i drapał. - Wiem! - krzyknął niespodziewanie kładąc obie dłonie na ramionach nieznajomego. - Wyssę komuś duszę przez... - przyciągnął go do siebie i wyszeptał tuż przy uchu. - przez słomkę... zieloną... słomkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 8:34 pm

Oscar wymruczał coś niezrozumiałego, uśmiechając się błogo i dotykając dłoni wampira. O tak, noc bywała tak bardzo podniecająca!
- Och, wampirze moich marzeń! - wykrzykną z emfazą. - Proszę, proszę wypij moją, wbij mi w czaszkę swą zieloną słomkę, po czym... ach!, wyssij do końca całą duszę, wszystkie dusze, które pożarłem, które mieszkają we mnie! Proszę! Nie, nie proszę błagam! Błagam! - jęczał pod dotykiem mężczyzny, patrząc na niego z łobuzerskim błyskiem w dzikim oku.
Nagle zamilkł, uśmiechając się obrzydliwie perwersyjnie, łapiąc w stalowy uścisk nadgarstek wampira. Momentalnie (podniecone demony bywają takie nieznośne!) usiadł na kolanach mężczyzny, biorąc w dłonie jego twarz. Wpił się w jego usta zmysłowo, waniliowym oddechem drażniąc wyostrzone zmysły wampirze. Różową miękkością warg zbierając szczypiący mróz, przesuwając językiem po ostrych zębach. Całując, całując, całując - długo i umiejętnie. Po chwili przesunął opuszką palca po długim kle, mamrocząc niby w gorączce:
- Zawsze chciałem ich dotknąć...
Po czym znów przywarł do niego całym ciałem, zlizując z warg ten ohydny zapach śmierci. Cofnął krwawiący palec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 9:11 pm


Krew, krew, krew! Krew sama weszła do jego ust, no nie, tego jeszcze nie było... Raj!
W starym Sataviusie coś drgnęło. Wplótł dłoń we włosy demona i pociągnął zimnymi opuszkami w dół i do przodu, zagłębiając się aż pod jego spodnie. Dotyk przypominał chłodne krople deszczu spływające aż na podbrzusze, budzące dreszcze-deszcze.
- To cudownie... - oczy błyszczały mu jak u szaleńca, gdy wgryzał się w jego dolną wargę. Oderwał się po chwili i odchylił głowę do tyłu zanosząc się niebezpiecznie drapieżnym i niepoczytalnym śmiechem. - Ka-boom... ! - Szczerzył się, jednak na jego ustach nie było ani kropli krwi, żadnego śladu. - To pierwsza moja przekąska od... - szybkim, niedbałym gestem starł trochę karmazynu z ust chłopaka i zlizał ją z ubóstwieniem. - ... od dawna. - Spojrzał znów na nieznajomego, który na nim siedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 9:36 pm

Oscar, poczuwszy w ustach własną krew, otarł usta wierzchem dłoni, patrząc na wampira czujnie. Ostrożnie. Wampirze szaleństwo było niebezpieczne, wampirza natura była naprawdę groźna. Przekonał się o tym na własnej skórze - na szczęście skończyło się tylko na zmianie ciała, aczkolwiek obłęd w martwych gałkach ocznych na zawsze wrył mu się w pamięć.
Tak bardzo chciał zapytać, jak to jest być wampirem. Co czuje Renard... a przecież Renarda o to nie zapyta. Nigdy. I niech Lilith go chroni przed takimi absurdalnymi myślami!
Pragnienie stawało się powoli nie do wytrzymania. Inkub począł drżeć z podniecenia, a jego oczy zabarwiły się odblaskiem gorączki. Jak można czuć coś takiego do umarlaka? Co sprawiało, że martwe istoty były tak... pociągające?
Czuł pulsujący ból w wardze - pocałował więc znów wampira, przesuwając palcami po kościach policzkowych mężczyzny.
- Chcę cię - wyszeptał słabo, odrywając się od niego na prawie że żadną odległość, mokrymi dłońmi rozpinając guziki koszuli. Zwykle niesamowicie sprawne, zwinne palce zaplątały się, rozedrgały... ze zdumieniem uświadomił sobie, że nie może dać rady rozebraniu ofiary.
Ofiary - bardzo śmieszne.
Zrezygnował więc na chwilę, nie próżnując jednak (próżnujący inkub - coś dzisiejszej nocy trzymają się go żarty) i przenosząc pocałunki na szyję wyglądającego tak młodo ciała. Gryząc przezroczystą skórę, zostawiał krwawe kwiaty na jej fakturze, czyniąc niechcący sztukę samą w sobie.
- Lilith, nic nie widzę - westchnął upojony, palcami wciąż dobierając się do guzików koszuli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 10:19 pm



Nagle jakby się otrząsnął... zabronił mu na rozbieranie zaciskając dłonie na jego nadgarstkach i rozsuwając je na boki, jakby miał zamiar ukrzyżować ich na ławce. Zaczął nachylać się do przodu i jedyne, co ubezpieczało demona przed upadkiem w tył, do właśnie ten pozornie bezpieczny uścisk.
- Chcesz... mnie? - zapytał wisząc nad nim, pozwalając białym pasemkom otulić twarz niby-chłopca z obydwu stron - Masz... - Wolnym, wręcz katorżniczo ślamazarnym ruchem oblizał swoje wargi i przeciągnął językiem po jednym z kłów kalecząc się. Pozwolił, by nienaturalnie lepka krew skapnęła na usta demona, lecząc jednocześnie ślad po ugryzieniu. Nie ostawał jednak na laurach, wsunął język pomiędzy ciepłe (chociaż wampir tego nie czuł, na pewno takie były) wargi nowo poznanego kochanka. Nie wiedział, jak smakuje jego krew, nigdy nie oddawał jej nikomu, wyłączając swego stwórcy, dlatego miał nadzieję, że chłopak nie ucieknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Park.    Czw Wrz 16, 2010 10:36 pm

Poczuł się niczym nieostrożne zwierzę w uścisku okrutnych wnyków. Dławiąc się pocałunkami, kosztował krwi nieśmiało spływającej mu do gardła leniwym, lepkim niczym złota żywica, strumieniem. Cuchnąca, zła krew. Zgniła, zakrzepła w martwych żyłach, zgęstniała-zmętniała. Metalowy posmak - niczym lizanie łyżeczki do herbaty. Smak stali drażnił jego przełyk.
Zamknął oczy.
Powoli angażował się w ten krwawy pocałunek, zaciskając kurczowo palce na dłoni wampira. Pocałunek, który skutecznie odebrał mu całe ciepło i gorączkę z oczu. Czuł wyraźnie każde uderzenie serca - nagle jakby zwolniło, biło zaś wyraźniej ostrym dźwiękiem uderzania o twardą klatkę piersiową Echo tego dźwięku obijało się o biedną czaszkę Oscara.
- Mam ciebie - wydyszał mu do ust, oblizując swoje, spękane. - Teraz ty weź mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park.    

Powrót do góry Go down
 
Park.
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» St. James's Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: