Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Chata zielarki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Chata zielarki   Wto Lip 20, 2010 10:06 pm




Dwa kilometry za ostatnimi zabudowaniami miasta Fallentown, w wyniku częstych wezbrań i wylewów pobliskiej rzeki, powstał bagnisty obszar, zajęty przez bujną roślinność. Gdyby nie pewna, porośnięta winoroślą chata, nie byłoby sensu się tutaj zapuszczać. Owa posiadłość na pierwszy rzut oka może przypominać domek na drzewie. W rzeczywistości dom zielarki jest umieszczony na zaledwie półmetrowym pniaku, co chroni podłogę przed ewentualnymi zalaniami przez podwyższające się sezonowo wody. Drewniana chata z brązowymi dachówkami, przysłoniętymi bluszczem doskonale wtapia się w bagienno-leśny krajobraz. Aczkolwiek trudno byłoby przeoczyć posiadłość zielarki. By wejść do jej królestwa, należy pokonać rozpadające się schody oraz przejść przez drzwi z bardzo niską framugą, osłonięte kawałkiem zwiewnego materiału. Wnętrze chaty wygląda bardziej jak botaniczna pracownia, aniżeli mieszkanie. Nie ma tu ani lodówki, ani, kuchenki, ani szafy, ani nawet łazienki. Przedmioty użytku codziennego, takie jak książki, zapałki, dwie sukienki na zmianę, bielizna, sztućce, talerze, kubki czy czajnik na baterie, znajdują się w dwóch małych, tekturowych pudłach ,umieszczonych przy wschodniej ścianie. Naprzeciwko nich, po drugiej stronie izby mieści się wąski tapczan, pod którym właścicielka gromadzi butelki po winie i puszki po piwie. Ściany w całości pokryte są przez zeschnięte zioła, przytwierdzone do drewna za pomocą taśmy klejącej, wstążeczek i gwoździ. Tylko dookoła okien można dostrzec dębowe prześwity. Przy południowej ścianie chaty jest ustawiony podłużny, szeroki stół, będący pracownią zielarki. Na blacie leżą pozostawione w nieładzie notatki, zioła, kociołki, papierosy i najczęściej jakaś roślinna papka, którą żywi się lokatorka. Pod stołem natomiast mieści się sporych rozmiarów palnik i stare, zakurzone dzienniki z błękitnymi zakładkami. Mimo że prezentowane w chacie zbiory zielarki mogą nie wydawać się imponujące, pamiętajcie, że przygotowanie odpowiedniego ziela czy wywaru to dla niej kwestia tylko kilku dni, a czasem nawet godzin. Z zielarską potrzebą zawsze można przyjść do Avenidy. Należy jednak pamiętać, że staruszka przyjmuje zapłatę jedynie w formach: alkoholu i tytoniu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 9:18 pm

Jasna łuna, bijąca od strony miasta, z trudem przedzierała się przez dostojne gałęzie olch, jesionów i brzóz, nieznacznie oświetlając obszar, na którym właśnie pracowała Avenida.
Staruszka stała po kostki w wodzie, nie zważając na swoje, stare, rozlatujące się już sandały i z uwagą obserwowała wysokie, pnące się wokół pionowo wbitego w ziemię kija ziele, o charakterystycznych fioletowych listkach. Z czułością poprawiała gałązki rośliny i szeptem dziękowała matce naturze, za ocalenie hodowli w okresie ostatnich upałów. Otarła wierzchem dłoni łzę szczęścia, którą uroniła, pielęgnując swoje ukochane zieleniątko i z uśmiechem spojrzała w stronę miasta. Fallentow mimo tak późnej godziny nadal tętniło życiem, o czym najlepiej świadczyło rozmyte światło na bezchmurnym, nocnym niebie.


Ostatnio zmieniony przez Avenida Frachon dnia Nie Sie 08, 2010 12:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 9:30 pm

Buty do wyrzucenia, garnitur do wyrzucenia, płaszcz zdecydowanie do pralni - idealny sposób na pozbycie się niechcianej garderoby! Laseczkę oparł na ramieniu i dziarskim krokiem przemierzał wodniste obszary doskonale znaną sobie ścieżyną, wydeptaną tak, aby straty w ubiorze były jak najmniejsze. Odczuwał dziwne mrowienie w skroniach - w końcu pozbył się tych demonów od siedmiu boleści.
Przez ostre gałęzie drzew, zieloność i rozłożystość ich koron ledwie przedzierały się światła miasta - księżyc niestety był zbyt słaby, utonął w gęstości natury.
Z liśćmi zahaczonymi o staromodny kapelusz wdychał wilgotny zapach listowia - o tej porze tak intensywny, upajający swą mocą. Widział robactwo drążące w korze starych drzew, czuł zapach zgnilizny, rozkładających się ciał zwierząt w zielonej wodzie. Słyszał wycie sytych wilkołaków w oddali. A gałęzie pękały pod obcasami jego butów. Poza tym - dźwięki lasu.
Piękna noc.
Ujrzał ją z daleka, jak zwykle pracowała w swym ogródku. Zaszedł od tyłu bezbronną staruszkę, dając znać odkaszlnięciem, iż ma ona gościa.
- Witaj, piękna, w tę zwyczajową, śmiercionośną noc - przywitał, starowinę chyląc kapelusza. - Cóż podlewasz swymi łzami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 9:48 pm

Avenida gdy tylko usłyszała charakterystyczny odgłos oczyszczenia dróg oddechowych, domyśliła się kto był sprawcą delikatnych szelestów, które z każdą sekundą coraz bardziej się nasilały. Nie chcąc uszkodzić delikatnych owoców roślinki, którą właśnie trzymała w placach, dała sobie odrobinkę czasu, by dokończyć pielęgnację błyszczącej świeżością skórki i dopiero po kilku sekundach odwróciła się, by ujrzeć oblicze swego gościa.
- Renradzie! - powitała go serdecznie, klaszcząc w dłonie. - Mój drogi, podejdź tu szybciutko i zobacz jaki piękny Łopian mi tutaj przywędrował.
Całkowicie nieświadomie zignorowała jego uwagę o śmiercionośnej nocy. Była niesamowicie wzruszona swoim nowym zielarskim odkryciem, jakim bardzo chciała podzielić się ze swoim niespodziewanym gościem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 10:00 pm

Nachylił się, mrużąc oczy i poprawiając chustę na twarzy. Przypatrywał się intensywnie fioletowej roślinie, kiwając głową w zrozumieniu (poniekąd zrozumieniu).
- Arctium lappa L.? Dziwnie nietutejszy, może to przez jego niesamowite zdolności wędrowania?... - odparł w końcu, w swoim zwyczajowym stylu. - Znowuż zajmujesz się uprawą chwastów, moja piękna!? Powinnaś więcej uwagi przywiązywać do kwiatów pięknych, a więc podobnych tobie. Orchidee pasowałyby do ciebie, kochana - dodał z zuchwałym entuzjazmem.
Wyprostował się, rozglądając po miejscu otulonym niby smolistą, lepką konsystencją nocy. Choć brudno i brzydko, w końcu mógł odetchnąć prawdziwie świeżym powietrzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 10:16 pm

Avenida była zachwycona faktem, że znalazł się ktoś, kto chociaż w najmniejszym stopniu podzielał jej zielarską pasję.
- Ależ Renradzie - zwróciła się do niego z ledwie dosłyszalną nutką żalu w głosie. - Storczyki to piękne kwiaty, ale są okropnie przewidywalne. A taki kostropień, zawleczony aż tutaj to niespotykane zjawisko. Zwróć uwagę na jego liście. Widzisz odcień fioletu, Renardzie?
Avenida uśmiechnęła się triumfalnie, łudząc się, że to małe zawirowanie natury jest w stanie wpłynąć na zmianę zdania Księcia Malęszewskiego.
- Renardzie! - zwróciła jego uwagę, delikatnie chwytając go za ramię. - Piękno jest tutaj. Właśnie w tym, jak to ty nazywasz, chwaście. Nie szukaj go w głębi lasu.
Uważnie przyjrzała się zgięciom chusty, która od niepamiętnych czasów osłaniała twarz Wampira. Zielarka była niemal pewna, że jej gość się uśmiecha.
- Widzę Renardzie, że masz dobry humor. A może się mylę?
Powoli wyminęła swojego gościa, rozchlapując przy tym dookoła siebie błotnistą, zanieczyszczoną przez rozkładające się szczątki roślin wodę. Kilka kropel zakłóciło pedantyczną równię, kantu spodni mężczyzny. Avenida lekko się strapiła, ale zamiast przeprosić gościa, wskazała ręką swoją, skromną chatę, zapraszając go tym gestem do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 10:29 pm

Renard rozciągnął swe skostniałe, zastałe wargi w szerokim uśmiechu.
- Och, doprawdy ranisz strzępy poczucia Piękna, które dobry los pozostawił w tym worku kości. - Wskazał swą pierś. - Rzeczy niepozorne nie mogą mi zapewnić... nasycenia! - wykrzyknął z emfazą, idąc za nią (spodnie do wyrzucenia). - Fiolet katleji przywodzi mi na myśl wzniosłość królów, ich dworskich płaszczy, a fiolet łopianu... cóż, to tylko łopian, przywodzi na myśl przeciętność łopianu - dokończył wielce filozoficznym tonem.
Pomagając sobie laseczką, wspiął się po schodkach, nadal kwieciście monologując. To była dobra noc.
- Przybyłem do mej serdecznej przyjaciółki, by poczuć aromat jej wspaniałej, intensywnej herbaty. Jeśli oczywiście przeszkadzam ci, moja precjoza, w słuchaniu cykania świerszczy bądź ronieniem łez nad wątpliwą pięknością łopianu, oddalę się czym prędzej. Wszak wiem, ile znaczy dla ciebie samotność. Święty spokój?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 10:51 pm

Avenida i Renard nigdy nie osiągnęli kompromisu w sposobie odbioru piękna. Mimo iż niektóre słowa Wampira, skierowane w jej ukochane zieleniątka były raniące, staruszka bardzo ceniła tego "młodzieńca" i nie potrafiła się na niego gniewać. Wizyty Księcia, zawsze sprawiały jej ogromną przyjemność, pozwalając na chwilowe przeniesienie się do krainy szlachetności i dobrobytu. Taki stan ducha, mogła osiągnąć jedynie na zewnątrz chatki, bo panujące w środku warunki, skutecznie sprowadzały ją do szarej rzeczywistości.
- Mój złoty - zwróciła się do niego z promiennym uśmiechem. - Ty mi nigdy nie przeszkadzasz.
Wolno, poprowadziła gościa w kierunku niepewnej drabinki, pozwalając nacieszyć mu się świeżością, nocnej natury. Domyślała się, że taki spacer jest niezwykle miłą odmianą po kilkugodzinnym przesiadywaniu w sąsiedztwie starych, pokrytych kurzem książek, które natrętni klienci ośmielali się kupować.
Gdy przechodzili przez drzwi, Avenida przerwała swym uspokajającym, cichym głosem równie przyjemną w odbiorze ciszę, by przypomnieć Renardowi o kapeluszu, który niejednokrotnie zsuwał się z jego głowy, podczas przechodzenia, przez jej niskie drzwi. Renard z gracją skłonił się przytrzymując kapelusz i cicho stąpając wszedł za zielarką do wnętrza chatki. Po pięciu sekundach mrok został rozproszony, przez intensywny płomyk świecy. Avenida wskazała Renardowi miejsce na tapczanie, po czym uruchomiła swój niezawodny czajnik.
- Kilka dni temu był u mnie kuzyn z Tajwanu - zaczęła z sentymentalnym uśmiechem na ustach - Przywiózł mi trzy kilogramy herbaty Ulung. Musisz spróbować!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 11:03 pm

W domu Avenidy drewniane "sklepienia" były, delikatnie mówiąc, nisko, więc mało proporcjonalny wampir musiał schylać się, by zmieścić się między podłogą a sufitem. Zawadzał kapeluszem o oliwną lampę.
Podszedł jednak z godnością do wskazanego siedziska. Z butonierki garnitury wyciągnął śnieżnobiałą chustę i rozłożył na pokrytym szczątkami zasuszonych ziół tapczanie (wszystko wprost wirowało od subtelnej woni roślin mieszających się z dymem papierosowym i alkoholem). Siedział wyprostowany niczym struna jego ulubionego kontrabasu, opierając dłonie na laseczce.
- Skoro mówisz, że muszę... to niewątpliwie na mą głowę spadnie tysiąc plag egipskich, gdy tego nie zrobię. A poczucie winy ciążyć mi będzie po wsze czasy! - rzekł z kurtuazją, znaną sobie przesadą, rozglądając się po skromnym wnętrzu i klnąc w duchu na starowinę, iż wszystkie cenne drobiazgi, które jej przynosił szybko sprzedawała i kupowała jakieś ohydne nawozy do roślin. - Herbata z Tajwanu, brzmi nader intensywnie dla mych poszarpanych ostatnimi czasy zmysłów.
Dotknął palcem rośliny zwisającej mu na ramię, a ta rozsypała się. Udając, iż niczego nie dotykał, ponownie zwrócił się do niej:
- A cóż słychać u kuzyna? W wielkim, pachnącym słońcem świecie?
Oblizał kły, zastanawiając się, jak ubrać w słowa rzeczywisty cel swojej wizyty. Czy urocza Avenida będzie w ogóle w stanie mu pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sob Sie 07, 2010 11:41 pm

Staruszka nie do końca zdawała sobie sprawę, że Renard z uwagi na swój wzrost, czuje się w jej posiadłości zdecydowanie niekomfortowo. Siedząc sprawiał wrażenie zadowolonego i zaciekawionego, a przynajmniej intensywnie rozmyślającego.
- Kaohsiung rozpoczął naukę japońskiego - odpowiedziała Avenida, starannie dozując porcję tajwańskiej herbaty. - Wyobraź sobie, że postanowił porzucić na kilka lat zielarstwo. Stwierdził, że najwyższa pora zająć się swoją edukacją. Bardzo szlachetnie z jego strony, aczkolwiek nie jestem do końca przekonana o słuszności tego wyboru. Podobno nasza współczesność niszczy wszelką inteligencję. Nie wiem ile w tym prawdy, ale nie wydaje mi się, aby to był wystarczający powód do odebrania botanice tak wielkiego człowieka.
Gdy skończyła swój filozoficzny wywód, zalała starannie herbatę wrzącą wodą, zważając aby strumyk powoli spływał po ściance naczynia. Zachwyciła się zapachem naparu Ulung i ostrożnie podała Renardowi filiżankę na podstawie z grubej tektury.
- Przebacz mi ten papier, ale podczas wizyty Kaohsiung'a mieliśmy tutaj mały wypadek. Na pewno pamiętasz doskonałe zioło - anyż gwiazdkowy. Jakiś czas temu podarowałam ci woreczek, abyś dodawał sobie do budyniu, Renardzie. Otóż za chatką na południe miałam dwie grządki o długości trzech metrów osadzone tym cudeńkiem i wyobraź sobie... Poszliśmy tam rano z Kaohsiungiem, żeby uzupełnić zapasy. Chcieliśmy zasuszyć kilogram anyżu. Spojrzałam i łzy stanęły mi w oczach. Dziki! Rozkopały całe dwie grządki. Nie zostawiły ani korzonka! Powiedziała sobie: Trudno. Raz się tym bestiom udało. Na więcej nie pozwolę. Wróciliśmy do chatki, kuzyn rozpoczął swoje teorie na temat inwestycji czasu w naukę języków, aż tu nagle słyszymy jakieś szelesty zza domu. Wyjrzałam przez okno, a tu dzikus mi kłami w pigwach ryje. Jak nie złapałam za talerze, jak nie rzuciłam!!! Mam nadzieję, że bagno go pochłonęło. I oto masz, mój drogi, wytłumaczenie tej tektury, jaką cię teraz raczę.
Avenida usiadła obok towarzysza, nieco zmęczona tą przejmującą opowieścią. Samo wspomnienie tych podłych niszczycieli wysysało z niej energię. Odetchnęła głęboko, pozwalając zawładnąć herbacianej woni, jej starym, przemęczonym organizmem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 12:08 am

Wysłuchał całej opowieści z oburzeniem osiadłym na dnie krwistych oczu. Bez słowa przyjął od niej herbatę, napawając się bogatym aromatem oplatającym jego nozdrza cienką, białą strużką dymu. W takich momentach - czasami - aż pragnął być człowiekiem, by móc skosztować choć odrobinki, wiedząc, iż może to być ostatni łyk herbaty w życiu.
- Moja piękna, nauka to sztuka potrzebna, ale zdecydowanie brzydka, taka zimna i... pożyteczna - ostatnie słowo wypowiedział z najwyższym obrzydzeniem. - Choć przyznam, iż niektóre języki to aksamit dla uszu, oui. - Zamyślił się na chwilę, jednak nie kazał długo czekać na następne swe mądrości. - A te dziki! Barbarzyństwo! Snują się po lasach, uważając się za królów podwórka. Niszczą całą mistyczną aurę starożytnych drzew, które niewątpliwie przeżyły dużo więcej ode mnie. Były dużo pożyteczne ode mnie i tylko im pozwalam strącać mi kapelusz z głowy! - Zaczerpnął powietrza i już kontynuował: - Chyba nie powiesz mi, moja kochana, że rozkopały WSZYSTKIE grządki! CAŁY anyżek gwiazdkowy... dziki wzięły? - Wzdrygnął się ze wstrętem, gdy przed jego oczami wyobraźni stanęły ubłocone kopyta bezlitośnie niszczące, sprzeniewierzające anyżek, który mógł połączyć się ze smakowitą konsystencją popołudniowego budyniu Vincenta. - To skandal! Doprawdy: bestie, które czynią coś podobnego. Gwałt na naturze... i twych cudownych talerzach.
Podniósł naczynie do swych obolałych od wdychania wiecznych zapachów nozdrzy i z oburzeniem wciągnął aromat niczym najlepszej jakości narkotyk.
- Wyborne, kręci się w głowie - wyszeptał z namaszczeniem. - Tylko ty wiesz, jak zaspokoić starego wampira - dodał perwersyjnie, mrugając do niej porozumiewawczo.
Oblizał znów kły, przyglądając się Avenidzie zasiadającej obok i raczącej się powoli herbatą. Delektującej się być może ostatnim łykiem. Nachylił się nad nią, postanawiając przejść do konkretów.
- Avenido, słodka, zapewne wiesz, jak brzydzi mnie technologia. Jak wychwalam pod bramy Piekieł twe specyfiki, które przędziesz z samej natury, nie sprzeciwiając się jej prawom. - Zatrzymał się na chwilę, ważąc dalsze słowa.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 12:45 am

Avenida na każdy okrzyk Renarda, komentujący zachowanie bezczelnych zwierząt reagowała zaciśnięciem na swoich suchych udach, żylastych, spracowanych dłoni. Książę był jej wiernym sojusznikiem w walce ze stworzeniami, które śmiały niszczyć naturę. W opowiadanej przez siebie historii pominęła tylko jeden fakt. Poza dwoma talerzami, przez okno wyleciał również leksykon ziół, który Renard podarował jej na osiemdziesiąte ósme urodziny. Żałowała go znacznie bardziej, aniżeli całych, dwóch grządek anyżu. Finał tego nieszczęsnego dnia, który polegał na upiciu się nalewką z pigwy do nieprzytomności, również opuściła w swej opowieści. Leksykon, mógł okazać się dla Renarda ciosem poniżej pasa. Nałóg również spotkałby się z ostrą krytyką. Kto wie... Może nawet ostrzejszą niż ta, skierowana w stronę potwornych, niewychowanych dzików!
Nerwowa atmosfera ustąpiła dopiero w chwili, gdy Renard zafascynował się smakiem tajwańskiej herbaty. Zielarce bardzo to schlebiało, aczkolwiek jej zasługi dotyczyły jedynie zaparzenia i podania tego cudownego płynu. W momencie kiedy Renard zmienił ton swojej wypowiedzi, Avenida spojrzała na niego, prezentując towarzyszowi swoje, duże, błękitne oczy i uśmiechnęła się dodając mu otuchy.
- Kochany - szepnęła czule, łapiąc go za rękę na wysokości łokcia, tak iż filiżanka w jego prawej dłoni niebezpiecznie zadrżała. - Wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść z problemem, z prośbą, czy chociażby ze zwykłą, przyjacielską rozmową. Czuję, że coś cię gryzie. Renardzie, znamy się już tyle lat. Powiedz, co ci leży na sercu?
Avenida przez moment zastanawiała się nad sensem zadanego przez siebie pytania. Zmarszczyła czoło i kilka razy krytycznie cmoknęła.
- Inaczej - dodała po chwili. - Co ci leży na kłach? No, mój drogi. Nie krępuj się.
Uśmiechnęła się do niego zachęcająco i przybrała wygodną pozę, gotowa na wysłuchanie dłuższej wypowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 1:03 am

Renard poruszył się niespokojnie, gdy położyła rękę na jego ramieniu, jednak nie odtrącił jej. Spojrzał na starowinę z iście śmiertelną powagą.
- Jak już się zorientowałaś, te wspaniałe aromaty nie są jedynym celem mej wizyty, choć jednym z najprzyjemniejszych. Zaraz po zobaczeniu cię znowu! - Westchnął, wpatrując się w drżącą taflę pachnącego napoju. - Szukam dzisiejszej nocy także rady i jak to pięknie ujęłaś, przyjacielskiej rozmowy. Zmagam się z pewnym zdecydowanie delikatnym problemem od kilku stuleci, przyznam, iż to tylko i wyłącznie moja wina. Młode wampiry to chyba najgłupsze istoty na tym ponurym padole! - Zaśmiał się ponuro, zimno. - Wy, ludzie, musicie szybko zdobywać niezbędną do życia mądrość.
Uniósł wzrok, upewniając się, czy wciąż go słucha, tym samym dając sobie czas na ułożenie w myślach kolejnych zdań. Avenida siedziała jak skamieniała, niewątpliwie słuchając irytującego przeciętne uszy głosu wampira.
- Czy znasz takie mieszaniny ziół, które unieszkodliwiłyby... duchy? - Potarł w zamyśleniu policzek i poprawił beżową chustę. - Od kilku stuleci nękają mnie... pewne demony. A od kilku dni moje fale mózgowe zadziwiają mnie - miewam koszmary. Czy twe cudowne dłonie potrafią ukrócić to szaleństwo?
W chacie zielarki zapanowała iście grobowa cisza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 1:22 am

Avenida wstrzymała oddech, nie śmiąc w żaden sposób zakłócać dostojnej chwili milczenia. Gdy pauza, mająca miejsce tuż po wypowiedzi Renarda wybrzmiała, Avenida wstała, przyciskając dłoń do krzyżowego odcinka kręgosłupa. Podeszła do stołu i zaczęła przerzucać pojedyncze, zapisane czarnym atramentem kartki papieru. Po chwili przerwała tę czynność, by sięgnąć po paczkę papierosów. Wyjęła jedną sztukę używki i przykucnęła przy palniku, by z jego pomocą odpalić papierosa. Po chwili powietrze zostało zanieczyszczone gęstą chmurą dymu. Avenida wcisnęła pod pachę dwa dzienniki, oprawione kozią skórą i podeszła w stronę drzwi, by móc na zewnątrz wydychać opary tytoniu i strzepywać tam popiół. Odchyliła nieznacznie łokieć tak, iż jeden z tomów, z głuchym trzaskiem upadł na podłogę, na którą wcześniej została naniesiona cienka warstwa błota.
- Renardzie - zwróciła się do niego z najwyższą powagą. - Musisz mi dokładniej scharakteryzować te demony. Jak często się pojawiają? Czego chcą? Materializują się?
Wsadziła papierosa w usta i zaczęła gwałtownie przerzucać kartki jednej z dwóch ksiąg, które przeniosła pod drzwi.
- Mów do mnie - powiedziała przez zęby, oczekując na jakieś pomocne fakty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 7:33 pm

Renard w ciągłym (zapewne uporczywym) milczeniu wyciągnął zza pazuchy płaszcza Cognac Bowen, po czym odkorkował i nalał do pozostawionego przez Avenidę naczynia - ni to kubek, ni szklanka. Resztę butelki drogiego alkoholu odstawił na stół. Mottem wampira zawsze było: lepiej porządnie, aniżeli za dużo. Starowina co prawda buntowała się na taką zapłatę, jednakże bestie bywają diabli uparte.
- Moja słodka, rozumiesz na pewno, iż to dość wstydliwy temat dla dżentelmena - westchnął w końcu, usadawiając się odrobinę skosem na tapczanie i podpierając łokciem oparcie. - Dawno, dawno temu dałem się namówić jakimś wampirom na seans spirytystyczny... jestem zbyt stary, nie pamiętam, co było tego celem. - Potarł czoło. - W każdym razie od tej pory zaczęły prześladować mnie dwa dość interesujące stwory: ni to ludzie, ni demony. Muszę ci się przyznać, piękna, nie z metaforą zarumienionych policzków, iż całkiem mi to było na rękę. To ładne i smaczne demony, muszę, muszę!, przyznać. - Zamyślił się na chwilę, poprawiając zsuniętą przez mimowolny śmiech chustę. - Sukuby? Zmory? Upiory? Pojawiają się i znikają, nie ma na nich rady, robią ze mną co chcą, ciągną za poły surduta po najohydniejszych ścieżkach zohydzenia. Pokazują najgorsze z najgorszych wybory i wydłubują mi oczy na brzydotę. Jeśli uświadamiasz sobie, co mam na myśli. To... ciekawe doświadczenie. Nie były mi ciężarem aż do tej pory, kiedy wraz z nimi starego wampira zaczęły nawiedzać koszmary. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś podobnym: nocny łowca, nocna bestia, król nietoperzy wręcz - zaśmiał się chrapliwie - posiadający koszmary. W każdym razie zależy mi na szybkim i bezbolesnym pozbyciu się niepotrzebnego, ciążącego niewątpliwie balastu. - Zmrużył oczy, wpatrując się w Avenidę. - Czy jesteś w stanie mi pomóc, dziewczyno? Czy pominąłem w mej opowieści ważne dla twej profesji szczegóły? Proszę, ma duma należy do ciebie, wyrwij mi ją przez gardło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 8:47 pm

Avenida z uwagą wysłuchała okoliczności, w których Renard przyswoił demony, jak i całej ich charakterystyki. Książę opowiadał o zjawach z pewnym uwielbieniem, aczkolwiek zielarka czuła, że natarczywi goście są dla niego niemałym problemem. Przez kolejną minutę z niebywałą płynnością operowała zamiennie księgami i papierosem, który nieubłaganie się skracał. Szybkim ruchem nadgarstka wyrzuciła peta na zewnątrz, po czym podeszła do swojego gościa, kładąc mu na kolanach wilgotną, otwartą księgę.
- Spójrz, mój drogi - powiedziała staruszka, przyciskając opuszek wskazującego palca do zajmującej pół strony, szarej ilustracji. - Tutaj zamieszczony jest schemat mózgu ze wszystkimi ośrodkami nerwowymi, które w nim występują. Kolejnych dwadzieścia stron to nazwy ziół z opisem leczniczego działania odnośnie poszczególnych schorzeń neurologicznych. Obawiam się, że właśnie tutaj ukryte jest źródło twoich problemów, Renardzie. Jestem niemal pewna, że połączenie kilku ziół pomogłoby każdemu śmiertelnikowi z podobnym kłopotem. Niestety mamy pewną komplikację. Ty, mój złocisty, jesteś wybrykiem natury. Obawiam się, że bez wiedzy, dotyczącej właściwości działania twoich narządów, ziołolecznictwo może się okazać całkowicie bezwartościowe.
Avenida odebrała Renardowi dziennik i z hukiem go zatrzasnęła. Podeszła do stolika i za dwoma przechyleniami naczynia opróżniła całą jego zawartość. W innych okolicznościach na pewno szeroko by się uśmiechnęła, czując w ustach tak wspaniały alkohol, ale jakiekolwiek oznaki radości, wydawały się być niestosowne w obecnej sytuacji.
- Twierdzisz, Renardzie, że duchy w ciągu ostatnich stuleci nie były dla ciebie uciążliwe? - zapytała, ale nie czekała na odpowiedź, gdyż Wampir już się szeroko na ten temat wypowiedział. - Martwi mnie natomiast coś innego. Żyję na tym świecie już dziewięćdziesiąt osiem lat i nigdy, przenigdy nie zetknęłam się ze zjawiskiem snu wśród twojej rasy. Obawiam się, że możesz mylić pojęcie koszmaru z wizją, albo... Nie, to niemożliwe.
Avenida z trwogą spojrzała na sylwetkę Renarda. Słyszała dawno temu o przypadku Wampira, który zmagał się z podobnym problemem, ale nie wierzyła, by Renarda dotknęło coś podobnego. Taki stan wśród krwiopijców zdarza się raz na tysiąc.


Ostatnio zmieniony przez Avenida Frachon dnia Pon Sie 09, 2010 1:46 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 9:44 pm

Demony Renarda były ostatnimi czasy rzeczywiście męczące - każdemu znudziliby się zapewne wciąż ci sami kochankowie po pięciuset latach. Oscar i Mary pojawiali się, gdy wampir był w zdecydowanie złej kondycji psychicznej, zapewniając mu rozrywkę do odnalezienia kolejnego zajęcia w odmętach wyrafinowanej nudy, jednak nigdy nie towarzyszyły im koszmary. Zwykłe, najzwyklejsze - można by rzec nawet, iż ludzkie - koszmary.
- Nigdy wcześniej nie odczuwałem dyskomfortu towarzyszącego... ich usługom. - Uśmiechnął się obleśnie, nie mogąc najwidoczniej się powstrzymać przy damie. - Jednak muszę przyznać, iż trafiłaś w sedno, słodka - mruknął natomiast, pocierając czoło. - Obawiam się, iż w tym worku chrząstek i kości nie uświadczysz działających organów. A me myśli to tylko fale mózgowe fruwające... gdzieś tam! - Pomachał zgrabnie dłonią nad swoim kapeluszem. - Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło! Przysięgam na swego ojca, kimkolwiek i gdziekolwiek jest, iż za dnia zawsze umierałem, byłem po prostu umarły podczas pełni dnia! Nigdy nie przemierzałem fioletu w poszukiwaniu cząstki bieli.
Umilkł gwałtownie, jakby coś sobie przypominając.
- Nawet nie myśl o tym, żeby rezerwować mi wizyty u wróżek! Żadne wizje, moja droga! Zwykłe koszmary. - Oburzony aż wyprostował się na tapczanie, uderzył kilka razy laseczką o drewnianą podłogę. - Potrzebuję jakiegoś naturalnego specyfiku, który unicestwi te sukuby i naparów czy też kadzideł... och, cóż ty tam nie masz!, które odgonią koszmary. Nie pozwolę zrobić z siebie królika doświadczalnego szalonym wizjonerkom!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Nie Sie 08, 2010 11:48 pm

Avenida słysząc tak pięknie sformułowaną prośbę o naturalne specyfiki, ponownie otworzyła dziennik, by skomponować jak najwłaściwszą mieszaninę ziół do stworzenia odrobiny naparu. Zielarka była natomiast niemal pewna, że Renard nie ma pojęcia o istocie koszmarów, a zjawiska, z którymi się zmaga, to typowe dla ludzi wyrzuty sumienia. Martwił ją jednak fakt, iż występowanie tych specyficznych myśli wśród Wampirów niemal zawsze było wywołane ogromnym, niewybaczalnym przewinieniem. Idąc tym tropem, należałoby się się zastanowić ilu ludzi przeciętny, tysiącletni krwiopijca pozbawił życia. Statystyki bywają doprawdy przerażające, a bestie mimo wszystko nie doświadczają wyrzutów sumienia. Cóż może więc być gorszego od fali seryjnych, brutalnych morderstw?
Przez zgarbione plecy Avenidy przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Staruszka siłą woli przepędziła czarne myśli i zajęła się tym, co potrafiła robić najlepiej. Przygotowała czystą kartkę papieru i przeglądając dziennik, co jakiś czas nanosiła na nią jakieś zapiski. Gdy zakończyła mentalną pracę, przystąpiła do bardziej rzeczowej realizacji "zamówienia". Zaczęła się przechadzać wzdłuż wschodniej ściany chatki w poszukiwaniu znanych tylko sobie ziół. Trzy razy zatrzymała się, by odwiązać z tasiemek potrzebne roślinki. Ułożyła je obok siebie na stoliku i ruchem ręki przywołała do siebie Renarda. Nie zwróciła uwagi na to, w jaki sposób do niej podszedł, nie obserwowała jego zachowań. Poczuła zapach Wampira za lewym ramieniem i przystąpiła do objaśnień.
- Tutaj masz pięć listków dyptamu jesionolistnego - powiedziała, wskazując ręką na pierwszą z brzegu kupkę ziela. - Dalej kolejno korzonki omanu wielkiego i dziesięć pędów psianki. Wywar będziesz przygotowywał w półlitrowym kubku. Naczynie musi być srebrne, koniecznie! Przypuszczam, że znajdziesz takie w antykwariacie, aczkolwiek nie jestem pewna. Do każdej porcji dasz jeden listek dyptamu, trzy korzonki omanu i pół pędu psianki. Pędy podziel bezpośrednio przed przygotowaniem wywaru. Połówkę, której nie zużyjesz do dziennej porcji po prostu wyrzuć. Taką kompozycję ziół zalejesz do połowy wrzącą wodą. W tym momencie napar powinien rozpocząć działanie. Powinieneś zamknąć się z nim w jak najmniejszym pomieszczeniu. Bezpośrednie wdychanie jest bardzo niewskazane. Koniecznie woń wywaru musi się przemieszać z powietrzem, ale nie może stracić swojej naturalnie gęstej konsystencji.
Avenida zapakowała składniki do trzech, osobnych, papierowych torebek i wręczyła je mężczyźnie.
- Obawiam się, Renardzie, że napar nie rozwiąże twojego problemu - zaczęła, patrząc na niego swymi, błękitnymi, smutnymi oczyma - Owszem, powinien złagodzić nocne widziadła, ale nie ma szans na ich całkowite wykluczenie. Musisz być tego świadomy. Czy masz jakieś pytania odnośnie przepisu? Teraz jest czas, bym wyjaśniła ci ewentualne wątpliwości.
Avenida wytarła spocone dłonie o lnianą sukienkę i po raz pierwszy od dłuższego czasu, uraczyła swego gościa uśmiechem. Założyła ręce na piersi i czekała na pytania. Renard zawsze je zadawał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Pon Sie 09, 2010 7:06 pm

Renard wysłuchał zielarki w skupieniu, starając się nie uronić choćby jednego słowa, a także zapamiętać ich jak najwięcej. Na początku znajomości ze starowiną był nieco sceptyczny, jeśli chodziło o te skomplikowane metody przyrządzania naparów, jednak zbyt wiele razy okazywały się one po prostu skuteczne. I - warto dodać - zbyt wiele razy ratowały mu przysłowiową skórę.
Po ostatnim pytaniu Avenidy przysunął do siebie kartkę ze wskazówkami i przyjrzał się jej ze zmarszczonymi brwiami.
- Sądzę, że sposób przygotowania jest w miarę jasny... A nawet gdyby... któż by tęsknił za takim starociem!? - odezwał się w końcu głosem zachrypniętym od zamyślenia, po czym uśmiechnął się niepokojąco radośnie. - Moje pierwsze pytanie brzmi: jak często? Co ile mam przygotowywać to cudo, co ile narkotyzować się nim? Gdy przestanę, demony wrócą z aktualną siłą? Moja drugie pytanie to: jak dokładnie działa ten wywar? Ma efekty uboczne? Co będę czuł? Jak się zachowywał? Co stanie się z demonami? To niebezpieczne... hm - zawahał się, spoglądając na nią zza zmrużonych powiek, niby zastanawiając się nad wartością kobiety - dla osób postronnych?
Zabrał jednym szybkim ruchem torebki, schował je za pazuchą płaszcza.
- Oj, dziewczyno!, ty chyba zrobisz ze mnie kiedyś wiedźmę! Będę tu przychodził i razem upieczemy kota, plując przez lewe ramie i śpiewając na Anioł Pański.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Wto Sie 10, 2010 3:40 pm

Avenida spojrzała na Renarda z błyskiem w oku.
- Nikt nie będzie piekł tu kota - rzekła patrząc z uśmiechem w dal. - Ale możemy następnym razem upiec dzika! Doprawdy, przygotuję nieziemską, ziołową przyprawę i połączymy przyjemne dla zmysłów, z pożytecznym dla moich grządek.
Z zadowoleniem potarła dłonie i delikatnie wyprostowała plecy. Na jej twarzy pojawił się nieznaczny grymas, wywołany bólem kości krzyżowej. Powoli, wlokąc po ziemi lewą stopę, przysunęła się do Renarda i wyjęła mu z dłoni kartkę z zapiskami.
- Mój drogi - zwróciła się do niego z serdecznym uśmiechem. - Żyjesz w otoczeniu tak wielu cudownych książek, a zdaje się, że nadal masz problemy z czytaniem. Tutaj niemal wszystko jest zaznaczone. Napar należy przygotowywać raz dziennie i poddawać się jego działaniu przez dziesięć minut w zamkniętym pomieszczeniu. Wyjaśniłam ci już, że twój przypadek jest znacznie trudniejszy od przeciętnej osoby walczącej z podobnymi problemami. Jestem pewna, że demony nie odejdą. Nie mogę też zagwarantować, że ich moc na stałe osłabnie. Nawet nie obiecam Ci, że chociaż przez chwilę poczujesz ulgę. Efektów ubocznych nie doznasz żadnych. Żeby zwiększyć prawdopodobieństwo działania specyfiku, dodałam do dwóch pierwotnych składników pędy psianki. W tym roku, w izraelskim instytucie zostały naukowo udowodnione ich trujące właściwości. Wniosek z tego taki, iż ta część rośliny jest zabójcza, ale jaki Wampir by się tym przejmował? Jeśli coś poczujesz, to tylko ulgę. Nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, Renardzie.
Oddała mu kartkę i odeszła do okna ustawiając się do niego tyłem. Nic więcej nie była w stanie mu zaoferować. Miała nadzieję, że i tym razem jej wiedza i doświadczenie zaprocentują w dobry, sprawdzony lek, ale od nadziei do pewności daleka droga. Pracę uznała za chwilowo wykonaną, toteż jej myśli zboczyły na całkowicie inny tor, aczkolwiek nadal łączący się ściśle z drogami Renarda.
- Jak się miewa Vincent? - rzuciła pytanie gdzieś w dal.
Lubiła tego chłopca. Miała okazję go kiedyś poznać. Teraz, wraz z myślą o tym uroczym, francuskim młodzieńcu, w jej pamięci pojawiło się słodko brzmiące słowo "bonjour", jakim ją kiedyś powitał. Uśmiechnęła się na to wspomnienie i znów zwróciła twarz w kierunku gościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Wto Sie 10, 2010 10:30 pm

Uwagę o braku umiejętności czytania, Renard zbył zgrabnym machnięciem nadgarstka. Tylko kobiety potrafią odczytywać tego typu... informacje. Wiedźmy i ich skomplikowane rozdroża tajemnic! Czy coś...
Na uwagę o Vincencie twarz wampira jednak przeszedł pełen wyrzutu grymas.
- Miałem pewne... problemy - zaczął, niemalże krztusząc się słowami. - Ktoś mi groził, nic poważnego dla mnie, ale dla niego... Jak wiesz, nie mógłbym zająć się nim należycie podczas dnia, więc oddałem go w bezpieczne, mam nadzieję, ręce. Ponoć jest zdrów.
Zakończył kulawo, odwracając uparcie wzrok. Nie potrafił przyznać przed sobą, że zwyczajnie tęskni i się martwi. Duma nie pozwalała mu na bezpośrednie skontaktowanie się z Claudią i jej watahą demonów. Dziwne uczucie pustki (takiego jeszcze nie czuł) zawitało w progi jego wnętrzności, kiedy pomyślał sobie, co ta banda mogła z nim zrobić. Ponadto ta dziwka nie przyszła po zapłatę... Nie, wolał o tym nie myśleć.
Spojrzał wyczekująco na Avenidę, niemalże wyzywająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Wto Sie 10, 2010 11:34 pm

Staruszka zmarszczyła brwi i ułożyła żylaste dłonie na klatce piersiowej. Wzięła głęboki oddech, czemu towarzyszył typowy dla starych ludzi odgłos, wydobywający się z okolic krtani.
- Groźba to bardzo poważna rzecz, Renardzie - powiedziała nie kryjąc przerażenia. - Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że dawno nie widziałeś Vincenta. Obawiam się, że oddanie go w obce ręce nie jest rozsądnym posunięciem. To taki delikatny chłopiec. Nie powinieneś go narażać na taki stres.
Avenida zaczęła krążyć po pokoju, kiwając przy tym głową na znak dezaprobaty. W pewnym momencie gwałtownie się zatrzymała i przeniosła zatroskane spojrzenie na swojego gościa.
- No dobrze - rzekła spokojnie, rozluźniając dłonie. - Nie znam sytuacji i nie wiem jak poważne było zagrożenie. Pozostaje ufać mi twoim decyzjom... Ale obiecaj mi, że zaraz po powrocie do miasta, odwiedzisz Vincenta!
Spojrzała na niego wyczekująco.
- A może wywiozłeś go poza Fallentown? - dodała, agresywnie wpatrując się w jego osłoniętą chustą twarz.
Avenida przypuszczała, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i groźby jakie otrzymywał Książę, wcale nie są "niczym poważnym". Skoro Renard zdecydował się na rozłąkę ze swoim okazem, coś musiało się wydarzyć. Vincent był oczkiem w głowie Wampira. Jego myślą, marzeniem, radością, spełnieniem, wszystkim. A wszystkiego się tak łatwo nie oddaje w cudze ręce, wszystko jedno jak bardzo byłyby one pewne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sro Sie 11, 2010 12:07 am

Renard oblizał kły i włożył nieelegancko dłonie do kieszeni płaszcza - był zbyt dumny na okazywanie takich słabostek. A Vincent... ach, ten prowansalski chłopiec robił z niego niechlujne pobojowisko zdecydowanie niskich emocji! Wszędzie walały się jego zakrwawione wnętrzności. Ponadto wampir po prostu nienawidził o nim mówić.
To jego okaz!
- Vincent... - zaczął, znowu wahając się. Gdy wymawiał to imię... musiał wymówić je jeszcze raz! - Vincent jest bezpieczny. - Nie wierzył, że to powiedział. I to z taką mocą... - Nie martw się, nic mu nie będzie. Poza tym nie mógłbym zostawić go samego podczas dnia, chcę być pewien, iż dano sobie spokój z jakimiś wymyślnymi oczekiwaniami co do mnie (i moich pieniędzy). Tak więc bądź pewna, moja piękna, że jeszcze kiedyś go tutaj przyprowadzę.
Gdyby nie był tak głodny... wstąpiłby do burdelu, aby sprawdzić kondycję fizyczną i psychiczną Vincenta. Ale był głodny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Avenida Frachon

avatar

Liczba postów : 27
Join date : 20/07/2010
Age : 105
Skąd : Rubeltem(Belize) / Bagna w Fallentown

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sro Sie 11, 2010 12:47 am

Staruszka nieco uspokojona usiadła na tapczanie, po czym skrzyżowała stopy wciąż jeszcze oblepione brudną ziemią.
- Wybacz, że tak zwyczajnie, nieelegancko sobie usiadłam, mój drogi, ale sam rozumiesz... - zwróciła się do Wampira, który wciąż trwał w zamyśleniu. - Mam już swoje lata. Kości miękną, szkielet się kruszy. Starość ma wiele minusów, a przynajmniej ta ludzka... Możesz się cieszyć, że nie doświadczysz tej posępnej przemiany.
Sapnęła cicho i już miała kontynuować swój monotonny monolog, gdy nagle przypomniała sobie o pewnej sprawie.
- Renardzie! - wykrzyknęła z ożywieniem, po czym natychmiast, może nawet zbyt energicznie, zerwała się z materaca. - Będę mieć do ciebie ogromną prośbę.
Kończąc zdanie już była przy tekturowych pudłach. Przykucnęła, co łączyło się z nieprzyjemnych trzaskiem stawów i zaczęła przerzucać zawartość z pudła do pudła w poszukiwaniu pewnego pakunku. Co jakiś czas znad jej głowy wylatywała w powietrze jakaś szmatka, po czym powoli opadała na ziemię, formując przeróżne, ciekawe kształty.
- Gdzie to jest? - zastanawiała się na głos, coraz szybciej przebierając rękoma. - Miałam tu taką małą przesyłkę dla... O, jest!
Doprowadzenie ciała do pionu sprawiło jej odrobinę bólu, ale była tak pochłonięta "zapomnianą" sprawą, że zignorowała dokuczliwe uciski w okolicy kręgosłupa.
Objęła paczuszkę, owiniętą w starą gazetę obiema dłońmi i wyciągnęła je w stronę Renarda.
- Mój ty gościu najulubieńszy - powiedziała, przymilnie się uśmiechając. - Ja wiem, że ty nie lubisz jak się ciebie o takie rzeczy prosi, ale doprawdy nie mam wyboru. Trzeba mi to dostarczyć do Cukierni "Absinthium" w Centrum na Little Hell. Odbiorcą jest Hava.
Zielarka zastanowiła się, szukając w pamięci nazwiska.
- Po prostu Hava - poprawiła się i podsunęła pakunek Renardowi pod nos, po czym demonstracyjnie nim potelepała.
Usiłowała zrobić maślane oczy, ale niestety, to nie wiek na takie sztuczki. Jej niebieskie oczy o mały włos nie wyskoczyły z orbit, a cieniutkie, przerzedzone rzęsy w dziwny sposób się podwinęły. W każdym razie twarz staruszki wołała głośno "Proszę!".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Renard Malęszewski

avatar

Liczba postów : 238
Join date : 21/07/2010

PisanieTemat: Re: Chata zielarki   Sro Sie 11, 2010 1:16 am

Renard stał wciąż w jednym miejscu, nie słuchając starowiny - jego fale mózgowe przepływały właśnie przez Gaudium, myśląc zawzięcie o pewnym chłopcu. O jego słodkim ciele, ostrym posmaku, który zostawiała na jego podniebieniu czerwona krew. O jego słodkim Renła. Pachnący wódką i czekoladą, mocnym 0 plus, które uderzało do głowy metalicznymi dzwonkami, obijającymi się o kruchą czaszkę. Smakujący słonym potem, który przeobrażał się w jego suchych ustach w bezsmakową kwintesencję prowansalskiego młodzieńca. Później czuł słodkawy posmak mdłości. I delikatny śmiech, który słyszał w uszach długo po wzejściu słońca ponad horyzont.
- Oddać to? - Zamrugał z tępym wyrazem twarzy (na szczęście Avenida widziała już ten wyraz... nieprzystojny, bardzo nieprzystojny), kiedy staruszka stanęła naprzeciw niego, prosząc o zaniesienie przesyłki. - Do cukierni? Hava?
Potarł czoło, zastanawiając się, jak długo jeszcze wytrzyma w takim stanie.
Chocolate noir.
- Wybacz, piękna, nie czuję się najlepiej. - Oblizał kły. - Vin... Mary zaniesie, nie ma najmniejszego problemu.
Odebrał od niej paczkę. Na słodką Eris!, zgodził się właśnie pełnić rolę posłańca bez najmniejszej sprzeczki? Starzeje się? A może samounicestwia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chata zielarki   

Powrót do góry Go down
 
Chata zielarki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Serce zakazanego lasu
» Chata szalonego szamana
» Tymczasowa "Chata Wróżki"
» Wrzeszcząca Chata
» Chata Druida

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: