Homo homini monstrum.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kino

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 11, 2010 8:03 pm

Oscar uroczo przetarł oczy pięściami, po czym, mrugając zawzięcie, rozejrzał się po staromodnej sali kinowej. Zupełnie pustej.
- Cienie to echa. Nie mają znaczenia - powiedział, poważnie odbierając słowa wampira i pociągając nosem.
Podał mu dłoń. A kiedy zamknął w swoich gorących szponach zimne palce mężczyzny, zamiast wstać - pociągnął go na siedzenie obok.
- Możemy udawać normalnych, ale nigdy nie będziemy, braciszku - szepnął mu do ucha. - Tak więc zostańmy, a w razie potrzeby pokażemy nasze normalne bilety.
Pociągnął jeszcze raz nosem, jeszcze raz ocierając powieki. Jego oczy czerwono-sine, świecące w jakiś charakterystyczny, nienaturalny sposób. Usta czerwone, pulsujące krwią powoli przepływającą pod naskórkiem.
Po chwili Oscar odwrócił się do mężczyzny gwałtowanie i spojrzał czujnie spod zmarszczonych brwi.
- Kochałeś kiedyś? - zapytał, przekrzywiając w zaciekawieniu głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 11, 2010 9:02 pm



- A-ale... ? Tak... - wyraźnie nie był to jego ulubiony temat rozmów. - Ale to cień, echo. - zastrzegł. - Bardzo, bardzo odległe echo. - znów unikał jego wzroku: wlepił spojrzenie w drzwi wejściowe do sali. Słyszał szybkie kroki... jeden człowiek, oddycha szybko, nierówno, młody, raczej bez kondycji, zmierza w ich kierunku. Oho, zaraz zostają zdemaskowani. Ciekawe tylko, czy ten ktoś zorientuje się, że drzwi są zamknięte na klucz, a oni pomimo tego są w środku.
- Czemu pytasz? - zapytał przelotnie łapiąc spojrzenie inkuba, troskliwie poprawiając jego koszulę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Wto Paź 12, 2010 10:57 am

Zamknęli nas, zamknęli! Wołaliśmy i wołaliśmy, ale to nic nie dało... Dajcie w spokoju obejrzeć film!
Oscar uśmiechnął się ohydnie.
- Chcę wiedzieć, czym dla wampira jest miłość. Czym jest?
Zawahał się przez chwilę, nie patrząc na mężczyznę, tylko tępym wzrokiem przesuwał po czarnej płachcie ekranu. Po chwili ożywił się, dotykając ramienia wampira.
- A wampir w ogóle jest zdolny do kochania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Sro Paź 13, 2010 8:04 pm


- Zapytaj wampirów, czy wampiry są zdolne do miłości. - posłał mu znaczące spojrzenie. Skąd ma wiedzieć, co inni myślą i czują? - Bo ja nie wiem, co sądzi o miłości jakiś tam wampir. A co ja sądzę? - uśmiechnął się pokazując kły. - Jeden z moich nieśmiertelnych-można rzec-przyjaciół zadurzył się bez pamięci w śmiertelnej kobiecie i nie skrzywdził jej. A ja? - zapytał nagle jakby samego siebie. - A ja... nie wiem. - uśmiechnął się do demona jakby przepraszająco.
Nagle poderwał się z miejsca i pojawił nad nim stojąc na oparciu fotela. W teatralnym geście rozłożył ramiona i zapytał donośnie:
- Czy chcesz obejrzeć przedstawienie? - osunął się w dół siadając na oparciu. Dodał już cicho, nachylając się i tuląc go, zatapiając twarz we włosy kochanka. - Mogę pobawić się tym ludzikiem, który tak nieświadomie tu zmierza... ? - spytał grzecznie, mrukliwym, intymnym wręcz szeptem. - Mogę go dla ciebie... zabić? Zabić tak potworrrnie... Tak okrrrutnie? Zabić...


Ostatnio zmieniony przez Satavius dnia Sro Paź 13, 2010 11:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Sro Paź 13, 2010 8:25 pm

Najpierw Oscar zarumienił się z dziecięcej, niewinnej radości, jego oczy zalśniły z podniecenia na wieść o przedstawieniu. Zaklaskał z szerokim uśmiechem na suchych wargach.
Potem zaś... drgnął.
Coś strasznego szarpnęło jego wnętrznościami. Zabulgotało, niemalże wybuchło, zachlapując delikatne (o wyrafinowanym smaku!) ścianki żołądka (podbrzusza) lepką konsystencją najprawdziwszej, pierwotnej żądzy. Szpony potwora zahaczyły boleśnie haczykowatymi zagięciami w pożółkłych kościach o naturę inkuba. Inkuby nie zabijają - Oscar nigdy o tym nie pomyślał... by zabić tak ot.
Zabić. Zabić w myśl wyrafinowanego przedstawienia, zabić dla sceny cieszącej oko.
- Zabić? - powtórzył pytanie, oblizując zachłannie usta i patrząc błyszczącym (niemalże opętanym) wzrokiem na młodego chłopca, który przecież nie był młodym chłopcem - bo wszak był potworem.
- Zabić dla mnie? - podjął po chwili, szczękając zębami.
Złapał się za brzuch. Smukłymi palcami gładząc czule skórę tak estetycznie opinającą się na kruchych żebrach. Oscar widział wiele śmierci - widział czarne msze, widział Bachanalia, widział stany agonalne kochanków Renarda, widział strumienie krwi wybuchające awangardą z gardeł i rytualne wróżenie z wnętrzności dziewicy. Ba! - widział krew powoli płynącą po nadgarstku, po skroni i jelita w mokrej pościeli jego Mäuschen.
Ale nigdy się nad tym nie zastanawiał.
- Myślisz, że mógłbyś? - W przejęcie dotknął drżącą dłonią swoich ust.
Bo gdyby tak... z ciekawości...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Sro Paź 13, 2010 11:18 pm



- Mhm. - odpowiedział wielce nieskomplikowanie. Mógł wyśmiać reakcję demona, wszak dla niego samego śmierć pojedynczej jednostki ludzkiej dla czystej zabawy to drobnostka. Niemal niegodna uwagi sprawa. Co tam człowiek, kiedy Satavius w swym nieskończonym trwaniu posuwał się do kanibalizmu, a potem nawet destrukcji 'żółtodziobów' bez odbierania im krwi - czyli tego, o co w sednie sprawy powinno mu chodzić. (Ach, czemu miał brać w siebie coś gorszego? słabszego? skoro chciał się tylko pobawić?) Teraz znudziły go żywe zabawki, był jednak gotów wykrzesać z siebie iskrę zainteresowania, a nuż będzie miło?

- Posprzątam nawet po naszej zabawie. - pochwalił się uśmiechając niewinnie. 'Naszej zabawie' - ciekawe, czy miał na myśli siebie i inkuba, czy siebie i ofiarę...?
Wstał z gracją spacerując po oparciach, zmierzwił włosy, rozpiął koszulę i opuścił spodnie do połowy bioder. Nie był ubrany na tyle elegancko, by krzywdzić ekstrawagancję stroju, jednak udało mu się wywołać niepewność i sprzeczność. Bo chociaż obnażenie wskazywało jednoznaczną sytuację, to solidna blizna na sercu mogła zepsuć słodkie podejrzenia o normalności chłopca.
- Na pewno mogę? Jeśli będziesz chciał uciec, gdy zacznę, nie puszczę cię. - ostrzegł stojąc już tuż przy drzwiach. Licząc na inteligencję demona, nie dopowiedział, że nie tylko nie puści, ale także 'grzecznie poprosi', by nie mówił nikomu, co zaszło. O wołaniu pomocy i panice nie wspominając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pią Paź 15, 2010 11:35 am

Inkuby nie zabijają tak ot. Ludzie również tego nie robią. A jednak w Oscarze obudziła się ohydna, psychotyczna myśl - a gdyby tak? Obserwować bezimienną, zapewne przeciętną duszę wypryśniętą z ciała (którego nigdy nie dotykał!), lśniącą marnotrawstwem na deskach sceny. Zaklaskać na koniec przedstawienia, wyrysować sobie znaki diabelskich rodów na policzkach tą krwią, w której perlić się będą ostatnimi siłami strzępki duszy - kruszcu najszlachetniejszego. A gdyby tak?
Oscar poczuł nudności.
Wstał z fotela i w mgnieniu oka zastępując drogę wampirowi, jednocześnie zatrzymał go.
- A mogę płakać? - zapytał z szarawą mgłą zasnuwającą oczy (teraz i on nie przypominał człowieka, a przynajmniej - człowieka w pełni tego słowa znaczeniu).
Odsunął ostrożnie koszulę z piersi mężczyzny i zatopił gorący, mokry język w bliźnie. Wampir mógł drgnąć, czy tylko mu się wydawało?
- Chcesz zobaczyć łzy człowieka? - wyszeptał jeszcze pomiędzy kolejnymi pocałunkami składanymi na tę poszarpaną w bestialski sposób skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pią Paź 15, 2010 11:26 pm


Satavius też nie zabijał tak ot - co innego dla zabawy. Zdawał sobie sprawę , co chce zrobić, że czyn ten był dla niego kompletnie obojętny. Bardziej interesowała go reakcja demona i uczucia, jakie w nim wywoła. Zasłynie jako potwór? a czy na taką opinie nie było już za późno?
- Nie, nie chcę... Pragnę nieludzkości.- mruknął uśmiechając się błogo. O, tak, pocałunki inkuba były zdecydowanie przyjemne. Satavius zastanawiał się przez odprysk chwili, czy czuł kiedykolwiek coś podobnego w konkretnym miejscu-wymyślił, że nie. Czyżby aż tak pilnie strzegł swej sercowej tajemnicy?
- Serce... Oddałbym ci je, gdybym miał. Tymczasem udowodnię, jak wielki jego deficyt we mnie panuje. - przelotnie pogłaskał policzek kochanka (ach, jakże lubił być delikatny w stosunku do niego!), potem odepchnął go od siebie lekko, z uwielbieniem wpatrując się w jego oczy.

Mesdames et messieurs! Présentation commence!

- Boże! Ratunku! - wrzasnął nieoczekiwanie. - Ratuj mnie! - gestem kazał kochankowi trzymać się z daleka. Oczywiście, że nie żądał pomocy demona, raczej chciał być przed nim ratowany! - Pomocy, błagam, boże, pomocy! - krzyczał w stronę drzwi. Słyszał, jak serce nieznajomego mężczyzny przyspiesza, gnając nieświadomie w stronę zagłady.
Satavius dopadając drzwi rozpaczliwie jęczał i szarpał je. Czuł niemal namacalnie obecność śmiertelnika za nimi, jego frustrację i po części strach. Co do jasnej cholery!? Co za idiota zamknął kogoś w środku!? Po co tak wrzeszczeć?
Zamek w końcu ustąpił, a Satavius wpadł na mężczyznę w kinowym uniformie niemal przewracając go.
- Błagam, ratuj, ratuj... - teraz szeptał dysząc-jakże to przemyślane! Po co ktoś nieproszony miał go usłyszeć? - Ratuj mnie... to... potwór, on chce mnie... zabić, to... - wciągnął nieświadomego człeka do sali i zatrzasnął drzwi za nim. Padł na kolana szarpiąc materiał jego koszuli jakby w amoku. - ...to... Demon! - znów wrzasnął. Nie dał mu nawet otworzyć ust, dotykał go, otaczał, mamił i wzbudzał instynktowne przerażenie.
Trzeba przyznać: był obrzydliwie wiarygodny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Sob Paź 16, 2010 12:23 am

- Tak, będę nieludzki - westchnął jeszcze, zanim został odepchnięty. Niemal wyciągnął dłonie w błagalnym geście, by móc jeszcze przez chwilę całować i dotykać skórę wampira. Palił go jakiś wewnętrzno-skryty do tej pory ogień. Trawił go! - Nieludzki. Demoni. Jaki tylko chcesz!
Odsunął się, wpadając z niesamowitą (bo inkubią) gracją na jedno z krzeseł - oparł się nonszalancko uśmiechnięty o podłokietnik.
- Oddałbym ci swoje - odpowiedział po dłuższej chwili, mrugając do niego kokieteryjnie - na srebrnej tacy, ale tak się składa, iż jest czarne.
Oscar czuł coraz gwałtowniejsze nudności - falami zalewały jego żołądek i przełyk, w końcu gardło. Fala pożądania? Czegoś? Czegoś niezidentyfikowanego? Dlaczego nigdy wcześniej tego nie czuł? Ach, jakież intensywne i mokre!
Białka oczu demona stawały się coraz ciemniejsze. Aczkolwiek nigdy już nie miały być czarne.
W końcu rozległ się krzyk - chłopiec ostentacyjnie włożył sobie palce do uszu, czekając na rozwój wypadków. Na świadectwo deficytu serca - zawieszonego na martwych mięśniach, niczym zepsuty zegar. Czy dało się naprawić ten misterny mechanizm? Oscar nie miał zamiaru bynajmniej próbować, pragnął tylko choć odrobiny przyjemności.
Gdy w sali pojawił się niczemu winien człowiek, Oscar opadł na krzesło i uśmiechając się do niego zalotnie, pomachał mu - na powitanie, a może na pożegnanie? Miał ściśnięte gardło, modlił się do Lilith o możliwość dorównania wampirowi w bestialstwie, w obojętności.
Bo - gdyby tak?...
Przygryzł suchą wargę, nie rezygnując jednak z lekkiego, naturalnego uśmiechu. Pomasował brzuch.
Dobre, dobre przedstawienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Sob Paź 16, 2010 11:55 pm


- To on! Toontoontoontoon! - Satavius krok po kroku przyciągał normalnego mężczyznę na środek sali. Śmiertelnik chciał wyrwać się wampirowi i podejść do wskazywanej osoby, został jednak skutecznie powstrzymany. - Musisz, musisz mi pomóc. Tu. Tu, chodź, chodź, chodź tututu! Chodź. - pchnął go na samo centrum pomieszczenia. - Musisz mi pomóc, ratuj, błagam. Pomóż! Daj mi... swoje serce! Ratuj, błagam... ratuj przed nudą! Daj mi swoje serce, daj! - serce śmiertelnika, jakby wiedziało, że zostało wywołane (uczeń przy tablicy! Proszę pani, zgłaszam nieprzygotowanie!), przyspieszyło bowiem pchając płynny karmazyn, napędzając mięśnie do ucieczki.
Spanikowane spojrzenie w stronę drzwi zdemaskowało normalnego mężczyznę. Chciał ratować chłopca, teraz sam musi chronić się przed nim. Boże, czemu!? Przecież on nigdy nikogo nie skrzywdził, nie ciągnął dziewczyn za warkocze, płacił podatki, był dobrym, szarym obywatelem, praca, dom, praca, dom, praca, dom...! Gdyby miał jeszcze co stracić! Gdyby miał co wspominać, co żałować! Gdyby miał kto za nim tęsknić, palić znicze i płakać nad grobem!
Człowiek błagał wampira, wampir przedrzeźniał człowieka: daj mi serce, daj mi żyć, daj mi zabawę, daj mi żyć, daj, daj, daj, daj!

Mężczyzna i chłopiec zaczęli się szamotać: jeden odpychał i biegł w stronę drzwi, drugi przyciągał i kierował na środek sali. Rozpaczliwie idiotyczna scena skończyła się, gdy śmiertelnik zerwał koszulę z wampira. Normalny mężczyzna wykorzystał element zaskoczenia i nieuwagę by dopaść do drzwi.
- Zamknięte. Zamknięte! - nawet, gdyby wykorzystał klucz, który grzecznie drzemał w jego kieszeni, na nic by się to zdało. Ale o tym nigdy nie było dane mu się przekonać - bowiem tuż przed drzwiami (jeden kok, jeden krok!) wstrząsnął im przeogromny ból - człowiek pochylił się, objął ramionami, a jego ciało, całkowicie wbrew woli właściciela, powróciło znów do chłopca. Wolno, potykając się o powietrze, gęste, gęste i lepkie powietrze.
- Niepotrzebnie to robiłeś. - odezwał się wampir. - Teraz obrzydliwie, niepotrzebnie, przedwcześnie-zginiesz. - czyżby w jego głosie zabrzmiała nuta smutku?
Drobnym gestem dłoni przyciągnął do siebie człowieka i ustawił profilem do demona (jedyny dotyk, na jaki było go stać po wydaniu wyroku).
- Dla ciebie, braciszku, spoję lód z ogniem. - nie odważył się nawet spojrzeć w stronę inkuba. Wpatrywał się w ciało targane konwulsjami, w dłonie rozdrapujące wzajemnie skórę. Człowiek w ostatnim geście protestu starał się krzyknąć, zawołać do boga, przekląć nieznajomego, który krzywdzi go w ten niemiłosierny sposób, jednak z jego ust wydobył się jedynie snop iskier, prawdziwych iskier i para. Wargi oblepił mu szron tak grubą warstwą, że popalona skóra nawet nie miała szansy poskarżyć się krwią, czy zaczerwienieniem.
Szaleńczy ból.
Wampir cofnął się obserwując, jak śmiertelna istota dławi się, stara obedrzeć odzienie, rozszarpać ciało, wydobyć lodowe ognisko, stara się przeżyć! Tak szary, tak przeciętne niepotrzebny - tak zachłannie waleczny!
Ubranie mężczyzny zaczęło przymarzać do jego skóry, sztuczne włókna wtopiły się w nią, skurczyły trawione niewidocznymi płomieniami.
Wystarczyło kilka sekund, by odzienie zamieniło się w popiół, szary popiół zmieszany z wierzchnimi i głębszymi warstwami skóry.
Włosy i paznokcie normalnego mężczyzny lśniły od szronu, również pokrywając się szarością - lśniącą, niczym srebro. Potworny proces postępował coraz głębiej i głębiej, drążąc ciało, tworząc feerię barw: pomarańczy, czerwieni, róży, granatów, bieli i czerni - jakby mężczyzna już za życia wniebowstąpił, jakby chmury toczyły bitwę na jego ciele przeszywając skórę piorunami, błyskawicami.

A czas przyglądał się temu, każda sekunda przystawała, by popatrzeć, by nacieszyć wzrok bezdusznym marnotrawieniem, zabawą potwora - chociaż sam potwór wydawał się nie być rozbawiony. Nawet, gdy serce normalnego mężczyzny nie wytrzymało tortur, gdy zamilkło na wieki. Gdy puste ciało - bo na pewno już nie Osoba - upadło na podłogę rozpadając się na trzy części, niczym przemarznięte na kość drewno, sypiąc iskrami, płatkami śniegu i zasłaniając kłębami pary.
Dopiero po zapadnięciu bezruchu dało się dojrzeć wspomnienie po normalnym mężczyźnie. Nie przypominał on już żadnej ziemskiej istoty: był rozproszoną kupką ośnieżonego popiołu, który tlił się jeszcze wbrew logice, spalał sam siebie, rozpadał na niewidoczne drobiny, znikał.
Bez dymu.
Bez ognia.
Bez zapachu.
Bez krwi.
Bez ciała.

Bez duszy.

Satavius był chyba jednak najbardziej martwą i nieruchomą sylwetką w promieniu kilku mil: nie drgnął nawet odrobinę, przyciskał jedynie dłonie do serca pochylając się delikatnie do przodu, nie otwierając oczu od początku całego zajścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Nie Paź 17, 2010 1:13 am

Oscar wtulił się nieopatrznie w krzesło - nawet nie wiedział kiedy zamienił się w czarnego kota, wchodzącego z nieufności i przestrachu na oparcie siedzenia. Oblizał suche wargi, jedną dłoń przeciskając do brzucha, drugą zaciskając mocno na podłokietniku. Białe knykcie zdradzały poruszenie wywołane całym tym abstrakcyjnym zajściem. Nie było już żadnego - a gdyby tak. Oczy demona zaś nabrały niespotkanego dotąd wyrazu - coś pośredniego, coś pomiędzy ogniem i lodem, między wanilią i cynamonem. Wanilia i cynamon jednak pasują do siebie... Da się je razem zjeść.
Ogień i lód dają skrzący się popiół? - interesujące.
Widząc zagładę ludzką, oczy demona nie pociemniały, a w nich raczej pociemniało. Szara mgła wypełniła jego zwoje mózgowe. Zbladł, aczkolwiek te oczy nadawały mu tego wypragnionego przez wampira, nieludzkiego wyrazu - strużka potu bardzo nieludzko, bo równo i harmonijnie przepłynęła po lśniącej skroni. Drżące dłonie drżały na pewno nie ze strachu - może z obrzydzenia, może z chorobliwego pożądania.
Oscar oblizał suche usta - dusza się nie srebrzy, dusza jest niewidoczna. Uciekła, a tak bardzo pragnął chwycić ją w palcach niczym motylka i potrzymać przez chwilę. Jedną małą chwilę, zanim pozwoli jej trafić na męki Tartaru. Na koła zębate, które wyduszą z niej każdy grzech.
Kłęby dymu - wszędzie. Ogień piekielny... symbioza z piekielnym lodem - i okazuje się, iż ogień i lód pasują do siebie, tak samo jak wanilia i cynamon. Cząstka niebiańska dawno wyparta została z tego świata. Wampir miał rację, do czorta!
Zapachy się mieszały, krztusząc nozdrza Oscarowe.
Gorąco ciała inkuba poczęło uchodzić. Fale tegoż niezidentyfikowanego uczucia zaś wytryskać z ust.
Zwymiotował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Nie Paź 17, 2010 2:51 am



Satavius wiedział, że nie mają wiele czasu, nie mógł jednak odmówić sobie chwili nieruchomego odpoczynku. Odpoczynku, który kompletnie nie był mu potrzebny.
Wampir wydawał się być niespożyty w energię, której na pewno sporo włożył w ten pokaz.
Otworzył oczy i nadal nie odważywszy się na najdrobniejsze spojrzenie w stronę inkuba skierował się w stronę tych nieszczęsnych drzwi. Po drodze złapał koszulę (złapał, bo sama wpadła w jego ręce pchana wolą wampira. Jakże praktyczna umiejętność!), ubrał ją i poprawił spodnie. Czekał.
Teraz wszystko zależało od kaprysu inkuba: Satavius dał mu wybór opuszczenia z nim sali, albo pozostania w niej i obejrzenia filmu. Domyślał się, że nie trzeba było wyjaśniać, że w przeciągu kilku najbliższych lat jego stopa nie postanie w tej okolicy.
A dusza nie jest jak motyl. Jest mądrzejsza, bo chroni się przed najmniejszym dotykiem, nie daje się nawet zobaczyć (zna zachłanność ludzi - nawet, gdyby nie dało się jej złapać, człowiek i tak umiałby ją usidlić). Motyl, nie ważne, czy czule głaskany, czy przysznurowany do pręgierza, straci możliwość lotu, gdy pyłek z jego skrzydeł zostanie starty.
Ludzkie prochy są pyłkiem z jej skrzydeł? Gdy nie ma prochów, dusza leci w górę, w górę, w górę? Gdy zostają na ziemi, spada w dół, w dół, w dół?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Nie Paź 17, 2010 1:47 pm

Gdy wampir dotarł do drzwi, w sali rozległy się słabe oklaski (klask., klask... klask...). Rozbrzmiały nieśmiałym uznaniem dla kunsztu artystycznego inscenizacji... zimnego morderstwa czy gorącego wyniku sprzeczki, nieporozumienia? Uznanie dla wyśmienitej roli drapieżnika, lecz także dla przekonywującej kreacji srebrnego prochu sypiącego się w deskach kinowych czy też teatralnych. Eurypidesowego aktora (duszy) niestety zabrakło. Uleciał, nie doczekał oklasków.
Spieszyło się mu do domu.
W uszach Oscara szumiało, gdy spojrzał w końcu na wampira - jego twarz świeciła się milionem mroczków przed oczami. Zakrztusił się jeszcze raz ohydą własnych wymiocin - nawet inkuby wymiotują treścią żołądkową, cuchnącą i brudną.
Ślina na jego brodzie jednak perliła się wprost uroczo. Sińce pod oczami wypłynęły na wierzch - rozlały się po zieloności policzków.
Motyl, motyle - bezlitośnie drażniły chropowatymi skrzydełkami żołądek i skronie Oscara.
Wstał słabo z krzesła i podszedł do mężczyzny. Kurczowo zacisnął palce (niczym szpony wnyku) na marynarce, ramieniu wampira.
- Zabierz mnie stąd - wychrypiał; i choć inkub o to nie dbał, była to chrypka zmysłowa. - Cuchnie tu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 7:00 pm



Uśmiech. Znów ten spokojny, łagodny uśmiech.
Wampir wyciągnął z kieszeni chustkę z czarnej satyny by otrzeć nią skronie, potem usta kochanka. Wyrzucił materiał wgłąb sali i przyłożył chłodny policzek do jego, objął czoło inkuba dłonią. Trwał tak bez ruchu, nie spiesząc się nigdzie, pozwalając chwilom zachłannie lizać ich skóry, drażnić chropowatymi, kocimi językami.

Westchnieniem rozprasował nierówności czasu zmuszając się w końcu do ruszenia z miejsca.
Zaprowadził demona do łazienki.
- Ogarnij się troszkę, ja pójdę po ubrania. Zaraz będę. - i wyszedł. Tylko kilka słów? Tylko sucha informacja? Oj, czyżby powiało chłodem?
Trzeba było przyznać, że wrócił naprawdę szybko. Odziany w płaszcz, wielce uporządkowany dzierżył w dłoniach ubranie kochanka i butelkę wody, również przeznaczoną dla demona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 7:30 pm

Takie ohydne, takie straszne, takie nie-do-pomyślenia! Potężne dreszcze wstrząsały ciałem demona, a w skroniach wciąż słyszał ten potępieńczy krzyk - marnotrawstwo! Oscar zastygł w bezruchu, dając się doprowadzić do względnego porządku przez wampira. Był zupełnie - poddany jego woli.
Podczas nieobecności mężczyzny zaś, inkub nie poruszył się wcale - niczym bryła topniejącego pod naporem stęchlizny lodu. W ogóle, ogólny bezruch - tylko ruch powieki odznaczał się wachlarzem czarnych rzęs - wolno - raz na policzkach, a raz uniesione. Objął się ramionami, żałując, że nie ma na sobie ulubionego swetra Vincenta - nagle zrobiło się tak zimno.
Nie rozejrzał się po sali - nie miał odwagi. Zwymiotowałby na pewno ponownie, gdyby tylko zauważył srebrną kupkę gnoju po człowieku.
Wystarczał ten smród.
Gdy wampir wrócił z wodą i płaszczem - inkub rzucił się na butelkę, dosłownie wybiegając z sali.
- Wyjść! - Tylko to miał na skostniałych, suchych ustach. A w głowie: "Powietrza!".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 8:13 pm



Pozostał jeszcze chwilę w pomieszczeniu, sam. Znów westchnął.

Nie minął ułamek sekundy, a wampir czekał na demona przed budynkiem kina - tuż przed wejściem, aby łatwo mógł go zauważyć.
Wampir nie wiedział, co się z nim dzieje. Czuł, jakby tuż pod blizną, między mostkiem a skórą ktoś wszczepił mu kawałek ostrego ołowiu. Coś nieprzyjemnie uwierało, coś ciążyło, przy każdym ruchu nieskutecznie chciało się uwolnić powodując westchnienie i nieprzyjemny uścisk w gardle. I drażniło powieki. Och, tak, tak potwornie drażniło! Bezlitośnie odwzajemniało się za dokonaną przed chwilą zbrodnię. Drażniło... powodowało zaczerwienienie oczu, bynajmniej nie te ludzkie.

Ale Satavius nie rozumiał, co się z nim dzieje: bezceremonialnie otarł powieki grzbietem dłoni ścierając śladowe ilości krwawych łez i nadal czekał nawet nie wpadając myślami na wyznanie 'żałuję'.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 8:20 pm

Oscar zauważył wampira. Nie od razu, aczkolwiek nie dało się go nie zauważyć. Nawet w tym tłumie. I w tej ciemności.
Wypiwszy całą butelkę wody, plując ludziom pod nogi i oddychając głęboko przez nos - podszedł do niego na trzęsących się kolanach. Nie wyglądał dobrze - spocony, blado-zielono-niebieski. Nieznaczne piegi na nosie zlały się ze skórą. Zęby, te drobne, śliczne perełki, szczękały o siebie, tępiły się suchym, nieprzyjemnym dźwiękiem tarcia.
Bez słowa wziął od niego swój płaszcz i włożył go na siebie. Opatulony w ciepły, czarny kołnierz, owinąwszy swą cudną szyję fioletową wełną szalika - patrzył wyczekująco czarnymi, świecącymi gorączką ślepiami w wampira. Włożył ręce do kieszeni, ściskając mocno rękawiczki.
Dotknął jego dłoni i uśmiechnął się lśnieniem w oku.
Tym razem obie były zimne.
- Chyba teraz powinniśmy się sobie przedstawić - wychrypiał z zalotnym uśmiechem. - Jesteśmy... wspólnikami w zbrodni, czyż nie?
Oscar chciał zapomnieć. To nie było dobre uczucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 9:48 pm



- Och, nie! - Satavius wykrzyknął niemal marszcząc brwi. Troskliwie objął inkuba w talii, jakby chcąc dodać siły. - Nawet tak nie myśl. Które imię chcesz usłyszeć? - zapytał zaraz chcąc zmienić temat. - To ludzkie, współczesne, czy prawdziwe? - nie pozwolił swojej uwadze zająć się jakąkolwiek inną istotą, niż tą przed sobą. Chociaż o tej porze dnia i roku pokus było wiele, bo deszcz, bo ludzie, bo liście i wiatr... Jednak nie, w tej chwili interesował się tylko nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 10:00 pm

Oscar oparł zamaszystym ruchem głowy czoło na ramieniu niższego od siebie mężczyzny - jego słodkie, lepkie paluszki naturalnie powędrowały pod koszulę owego. Przymknął oczy, starając się nie słuchać otoczenia - wyczyścić umysł, dopuścić do głosu pierwotną, inkubią naturę.
Wciąż się uśmiechał - zrezygnowany, aczkolwiek nadal zmysłowy czy zalotny. Czarujący!
Opuszki palców miękko przesuwały po ostrości wystających żeber (zielonkawe! - wszak były zielonkawe te żebra), jednocześnie wydobywające się z suchych ust mruczenie zdradzało małą przyjemność z dotyku, z ramion oplatających go i dających prowizoryczne poczucie bezpieczeństwa. A przede wszystkim - ochronę.
Nie, Oscar tak nie myślał - on czuł.
Oscar nie miał kłów. Nie był więc drapieżnikiem?
- Chcę znać twoje prawdziwe imię - powiedział, zasłaniając usta wełną szalika. - Tylko prawdziwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 10:32 pm



- Hmm... Nic wielkiego: Satavius. Po prostu Satavius. Pisane przez fał, nie wu. - nie zależało mu na zachowaniu dżentelmeńskiego rygoru, mówił naturalnie, ponownie stając się pustym sobą.
Włożył dłonie do kieszeni płaszcza i znów objął demona okrywając go tym samym połacią ciepłego materiału. Gdyby był wyższy, miał brodę koloru włosów i okulary, mógłby uchodzić za świętego Mikołaja, któremu przestawił się kalendarz i zagubił czerwony płaszcz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Pon Paź 18, 2010 10:55 pm

- S-a-t-a-v-i-u-s - przesunął to imię po języku, delektując się jego brzmieniem: cóż za czysta perwersja.
Schronił się w uścisku wampira, nie odzywając się - delektując się chłodnym powiewem na twarzy (pachniał tak bosko wilgotnym listowiem! - musieli być blisko parku) i myślą o tym imieniu.
- Sa-ta-vius - powtórzył, przesuwając lubieżnie językiem po podniebieniu. Zahaczając zębami o samogłoski tego słowa.
Przycisnął mocno swoje ciało do jego ciała, lekko muskając ustami policzek wampira. Słodko i czule składając niewinny pocałunek na zielonkawej skórze i uśmiechając się ze zwyczajową łobuzerską iskierką w oku.
Dyszał ze zmęczenia ciała. Z umęczenia.
Jego psychika zaś - wolała nie pamiętać.
- Satavius - ponownie wypowiedział to na głos. - Ładne to imię. Powiesz mi coś o nim? Proszę.
Zadrasnął go miękkością rzęs, gdy gwałtownie zamrugał - coś jak odłamek szkła wpadło mu do oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Wto Paź 19, 2010 12:11 am



Wampir zamknął oczy oddając się niespodziewanej błogości.
- Hm, nie mam pojęcia, co mam ci opowiedzieć. Sam nie wiem, co oznacza, mam nadzieję tylko, że nie pochodzi od słowa 'stultus'. - uśmiechnął się łagodnie. - Wydaje mi się, że miało jakieś znaczenie dla mojej rodziny, ale nie pamiętam dokładnie, jakie. Możesz jakieś stworzyć i powiedzieć mi o nim, a ja odtąd zawsze będę się przedstawiał w taki sposób. Hm, co ty na to? - zapytał otwierając oczy i popychając biodra lekko do przodu, ocierając się o jego podbrzusze. Wampir czekał aż inkub sam zdradzi mu imię, wszak niebyła to sprawa warta uwagi-imię, zwykła nazwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Wto Paź 19, 2010 12:34 am

- Och, nie! - wyszeptał z egzaltacją, owiewając jego usta waniliowym oddechem (dziwaczność?). - Twoje imię na pewno pochodzi od Crocus sativus, czyli oczywiście najdroższej potrawy świata (bo wszak jesteś najdroższy, najdroższy!). Twój ród zapewne trudnił się sprowadzaniem tej boskiej przyprawy z dalekich zakątków do... Europy? - Zaśmiał się figlarnie, pocierając swoim subtelnie piegowatym noskiem jego nos. - Do Grecji! Tak, do starożytnej Grecji! Podróżując karawanami po skąpanych w słońcu piaskach! Ach, na pewno nie pamiętasz słonecznych ziarenek zgrzytających w zębach, gorąca we włosach, ostatniej kropli wody na spieczonych ustach! Zapachu spiekoty i wilgoci potu nad górną wargą! To dzięki twojej rodzinie, dzięki jej poświęceniu, antyczna kolebka kultury posiadła tę wspaniałą doprawę do potraw, a także świetny środek leczniczy (wszak wiadomo, że leczy z... depresji) - ostatnie słowa wyszeptał mu do ucha, owiewając gorącem. - Dlatego twoi rodzice nazwali cię Sativus, na cześć boskiej przyprawy, która dała im szczęście, bo wszakże wzbogacili antyk o smaak, tak samo jak ty dałeś im szczęście w postaci potomka.
Oscar odsunął się nieznacznie od Sataviusa.
- Ach, czujesz ten zapach? - Wciągnął z lubością powietrze (pachnące szafranem i słońcem), by po chwili znowu wrócić do żywiołowego monologu: - Twoje imię jednak przekształciło się w Satavius, bo język wszak wciąż żywy... jak ty. Czymś normalnym są pewne... mutacje!
Uśmiechnął się bezczelnie, całując go w brodę.
- A teraz ty zgadniesz moje imię - powiedział uradowany. - Za podpowiedź uznaj to, iż podobno dzierżę miecz, aczkolwiek nie jest to do końca pewne... może mam coś wspólnego z... - zastanowił się chwilę, po czym jego twarz przyciemnił ohydny uśmieszek - ...jeleniem, z kochankiem jelenia? - Mrugnął do niego zalotnie. - A może z bogiem lub włócznią? Pasuję do wielu znaczeń.
Uśmiechnął się rozbrajająco.
- A więc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satavius

avatar

Liczba postów : 196
Join date : 25/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Wto Paź 19, 2010 1:18 pm



- Nie, nie! - dał się porwać wyobrażeniu inkuba. - Nie piaskach pustyni, nie. Grecy są związani z morzem, wodą, wiatrem i przestrzenią! Nie pustyniami. Już bardziej... Karawela złudnie mamiąca się bryzą, pojmująca potwory morskie jako piękne boginie, wiatr jako szepty rodziny pozostawionej na brzegu i wszechogarniającą wodę, wodę, wodę... - przesunął opuszkami po twarzy demona, idealnie imitując spływające zimne krople. - Pragnienie i szaleństwo. Przecież tyle łyków czystych fal dookoła a żadnego nie można wciąć w usta, żadnym nie można nasycić ciała, ukoić pragnienia. Tyle mil do przebycia tylko w potrzebie zaspokojenia połączenia się nieznajomych kultur, odkrycia smaków, zapachów i... ! - przerwał jakby uznając, że już zbyt głęboko zabrnął w wypowiedzi. Jakby musnął nieświadomie swych wspomnień. - Zgadnę? Niee... Kompletnie nie znam się na znaczeniu imion. - mówił prawdę. Za młodu szkolony był na dobrego druida, a ci potępiali magię i wierzenia w gusła i groźne imitacje przesłań, jak znaczenia imion, nieprofesjonalne wróżby z gwiazd czy zmartwychwstania i jeden bóg. - Twoje podpowiedzi nic mi nie mówią. Nic a nic. - wzruszył ramionami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oscar

avatar

Liczba postów : 149
Join date : 31/08/2010

PisanieTemat: Re: Kino   Wto Paź 19, 2010 7:08 pm

Oscar uśmiechał się podczas całego monologu wampira.
- Ciekawe. - Dotknął jego policzka, delikatnie przesuwając po fakturze skóry. - Jesteś aż tak nurzany w swych wspomnieniach, że nawet słyszysz od osoby nie mającej o tym pojęcia to, co chcesz słyszeć? Masz coś wspólnego z Grecją czy z pustyniami? Do czego tęsknisz?
Oczy inkuba zalśniły roziskrzone. Nie wiadomo czy był to blask pomarańczowej latarni, czy też światło padające wprost z kosmicznych gwiazd widocznych dzisiaj na niebie.
- Och - westchnął autentycznie zawiedziony. - Oscar. Lub Oskar - dokończył z niemieckim akcentem i znów się uśmiechnął.
Po chwili objął lekko szyję Sataviusa, po czym szepnął mu do ucha:
- Zimno mi, mam ochotę na wino, co ty na to? Zabierzesz mnie gdzieś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kino   

Powrót do góry Go down
 
Kino
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Nieczynne kino
» Kino samochodowe
» Nieczynne kino

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Upadli. :: Formalności i uprzejmości :: Archiwum-
Skocz do: